Nowy kraj, stare zmartwienia

W dzisiejszych czasach mapy polityczne rzadko się dezaktualizują. Nawet, kiedy Zachód umawia się, żeby nieść pokój i demokrację w jakimś roponośnym kraju Trzeciego Świata, granice pozostają niezmienne, a liczby państw sprzed i po interwencji są sobie równe. Tym bardziej interesująca wydaje się więc sytuacja nowo powstałego Sudanu Południowego.

Władze Sudanu Południowego nie mają iluzji odnośnie do rzeczywistości - dwa pierwsze zdania na ich oficjalnej stronie internetowej głoszą, że kraj ten znajduje się na samym końcu pod względem rozwoju gospodarczego, zaś wszystkie wskaźniki dobrobytu lokują jego mieszkańców na dnie ludzkości. Nowe państwo od kilku dekad starało się odłączyć od reszty Sudanu i po długich walkach oraz kilku zerwanych porozumieniach otrzymało autonomię w 2005, z zastrzeżeniem, że za 6 lat o dalszych relacjach zadecyduje referendum. Zgodnie z umową 9-15 stycznia tego roku odbyło się głosowanie, w którym 99% z pośród głosujących mieszkańców południa Sudanu stwierdziło, że chce od teraz być mieszkańcami Sudanu Południowego i kraj uzyskał niepodległość.

Niestety niepodległość nie oznacza jedynie suwerenności, ale i odpowiedzialność za poprawę warunków życiowych obywateli - Sudan Południowy jest bowiem jednym z najbiedniejszych państw na świecie. Przeważnie w takich sytuacjach co syciej najedzonych obywateli krajów wysokorozwiniętych ogarnia ulotna emocja współczucia, rzadko przekraczająca wartość symbolicznego datku. Chociaż z drugiej strony, jakie właściwie mamy opcje pomocy?



Pomoc humanitarna


Pierwszym, co przychodzi do głowy, jest pomoc humanitarna. Problem z tym rozwiązaniem polega jednak na tym, że na jałmużnie nikt się jeszcze nie wzbogacił. Można co prawda argumentować, że Sudan - lub szerzej Afryka - nie otrzymały po prostu wystarczających środków, jednak suma całkowitej pomocy udzielonej temu kontynentowi przekroczyła już dawno wartość Planu Marshalla, a efekty pozostają mizerne. Przypomina to trochę świadczenia socjalne, które pogłębiają jedynie skalę problemu, któremu mają przeciwdziałać, ponieważ niszczą przesłanki do samodzielnej walki z przeciwnościami. W przypadku Afryki kwestia biedy jest niestety o tyle trudniejsza w uleczeniu, że jej podstawową przyczyną wydają się być słabe instytucje.

Uciążliwy klimat nie tłumaczy trudności gospodarczych Afryki, ponieważ w wielu stanach USA klimat również nie rozpieszcza obywateli. Także Japonia, jak całkiem niedawno można się było przekonać, leży bodajże w jednym z najbardziej niekorzystnych miejsc na planecie, ale mimo tego jest w czołówce rankingów rozwoju gospodarczego. Różnica pomiędzy tymi krajami wynika z tego, że wszędzie tam, gdzie spotkać można przemyślaną i konsekwentnie egzekwowaną legislację, demokratycznie wybieraną władzę oraz kapitalistyczną gospodarkę, warunki życiowe są znacznie lepsze niż tam, gdzie ich nie ma. Wydaje się to mieć niewielki związek z warunkami naturalnymi.

Z tych właśnie powodów Szwajcaria jest krajem wysokorozwiniętym kojarzonym ze stabilnością i dobrobytem, zaś Arabia Saudyjska feudalnym reliktem, chociaż wyposażenie w bogactwa naturalne powinno doprowadzić do innych wyników. Naprawa instytucji Sudanu Południowego nie leży jednak w gestii kogokolwiek innego poza gospodarzami tego kraju. Jest to z resztą dość często spotykanym dylematem Pierwszego Świata - pojawia się pytanie, czy należy patrzeć na agonię jakiegoś państwa, czy zrekolonizować go w imię przyszłych warunków gospodarczych i humanitarnych.

Pierwsza opcja zakłada zasłonięcie się szacunkiem dla suwerenności w połączeniu ze zwykłą bezczynnością lub z bezczynnością usankcjonowaną (za przykład można podać ONZ), podczas gdy druga sprowadza się do okupacji nieoficjalnie tłumaczonej tym, że Zachód ma więcej doświadczenia w zarządzaniu. Co prawda czasami zdarza się, że jakiś kraj godzi się na zbrojną interwencję, tak jak to miało miejsce na Haiti, gdzie armie innych krajów po prostu przejęły funkcje państwa, które po trzęsieniu ziemi przestało funkcjonować, jednak w przypadku Sudanu Południowego, który niedawno uzyskał niepodległość, nie może być mowy o niczym podobnym. Kraj ten będzie chciał sam wypracować sprawne instytucje, co jest zresztą zupełnie zrozumiałym pragnieniem. Reszta świata będzie mogła co najwyżej służyć radą.

Inwestycje drugą szansą na rozwój


Inwestycje różnią się tym od pomocy humanitarnej, że motywowane są nie chęcią pomocy człowiekowi jako takiemu, ale przede wszystkim chęcią zysku. Sudan Południowy, jak już wspomniałem, jest słabo rozwinięty pod względem instytucjonalnym, więc nie należy się w nim spodziewać inwestycji gdziekolwiek powyżej drugiego sektora gospodarki. Na kraj ten przypada natomiast 75% pokładów ropy Sudanu, które inteligentnie użyte będą mogły pomóc nowemu państwu budować własny dobrobyt. Problem polega jednak na tym, że chociaż Sudan Południowy posiada bogate złoża, to rafinerie i rurociągi znajdują się już w Sudanie. Kiedy oba państwa stanowiły jeszcze całość, Południe miało zagwarantowane 50% z zysków z petrobiznesu i pieniądze te stanowiły znaczną część jego budżetu. Porozumienia te zostały, jednak unieważnione z momentem uzyskania niepodległości, co jeszcze bardziej podkreśla potrzebę inwestycji z zewnątrz.

Jednym z krajów najbardziej aktywnych w tym regionie są Chiny, z których pochodzi działająca w Sudanie już od 1997 firma CNPC (China National Petroleum Corporation). W 2007 CNPC wraz z przedsiębiorstwami z Sudanu i Indonezji stało się operatorem pokładów ropy naftowej znajdującej się pod Morzem Czerwonym. Sudan Południowy nie ma dostępu do morza, jednak jest już celem wielu surowcowych inwestycji firm z Państwa Środka. Prawdą jest, że środki uzyskane ze sprzedaży czarnego złota służyły władzom Sudanu do prowadzenia działań wojskowych (tak jak to miało miejsce w rejonie Darfuru), jednak istnieją również bardziej budujące przykłady. Władze Nigerii, na przykład, prawa do eksploatacji swoich złóż sprzedały Chinom w zamian za inwestycje w infrastrukturę tego kraju oraz wynoszący 500 mln USD kredyt eksportowy.

Dalsza droga rozwoju Sudanu Południowego uzależniona jest również od otwarcia się zagranicznych rynków na produkty pochodzące z tego kraju. Niestety Unia Europejska w znacznej mierze konsekwentnie blokuje tę ścieżkę i chociaż wiele krajów Afryki mogłoby eksportować produkty rolne i skutecznie konkurować ceną ze swoimi zachodnimi kolegami, uniemożliwiają im to działania zjednoczonej Europy.

Państwa nad przepaścią
Jako że rolnicy są w Unii wyjątkowo uprzywilejowaną grupą społeczną, to po uwzględnieniu dopłat, premii oraz bezsensownych norm (takich, jak legendarny już kąt zakrzywienia banana, który miał wyeliminować producentów z niektórych państw), ich wyroby wygrywają z produktami afrykańskimi. Jest to całkowicie nielogiczna i umotywowana głównie polityką praktyka, której efekty szkodliwe są dla wszystkich - poza rolnikami naturalnie - i która prowadzi m.in. do tego, że w skali roku dopłata do dowolnej krowy w UE jest wyższa od zarobków rodziny z Trzeciego Świata. Jeżeli Sudan Południowy miałby odnieść jakieś znaczące korzyści z wymiany międzynarodowej, tego rodzaju działania musiałyby zostać zaprzestane. W Unii i USA nie ma na to wielkich szans, jednak dużym rynkiem zbytu mogą stać się Chiny, które z jednej strony systematycznie zwiększają swoje zapotrzebowanie na produkty rolne, z drugiej zaś coraz chętniej przyjmują różnego rodzaju dobra pochodzące z Afryki.

Aspekt moralny


W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że pierwszą z przedstawionych opcji pomocy charakteryzują dobre intencje i niewielkie efekty, zaś drugą - na odwrót - całkowity brak intencji i realna poprawa warunków życiowych. Wydaje się, więc, że wybór pierwszego scenariusza byłby czynem pod każdym względem niemoralnym, ponieważ w zamian za korzyść, jaką jest spokój sumienia, decydowalibyśmy się na działania o efektach gorszych dla ewentualnego beneficjenta.

Niestety, tak prosto wygląda to tylko w utopijnej wizji modelu ekonomicznego. W rzeczywistości trzeba najpierw nakarmić głodujących, żeby następnie mieli siłę sami sobie pomóc. Oczywiste jest, że w perspektywie czasu Sudan Południowy najbardziej potrzebuje inwestycji i rynków, które przyjmą jego produkty, jednak nim ten moment nadejdzie, pomoc humanitarna jest niezbędna. Warto mieć to na uwadze, żeby kiedyś ze strachem nie stwierdzić, że powstanie tego państwa sprowadziło się dla nas jedynie do krótkiej wzmianki, niewidocznej w gąszczu wiadomości z bliższych nam części świata. 

Maciej Pyka
http://www.goss.org

Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~cabo verde

Do czego to doszło! Ludowe Chiny bardziej wolnorynkowe od socjalistów z U.E. i U.S.A. Nic dziwnego że w Ameryce Południowej i Afryce tak nie lubią amerykanów i europejczyków!

! Odpowiedz
0 0 ~gs

Nie lubią przede wszystkim Amerykanów i to bynajmniej nie dlatego, że są "mniej wolnorynkowi" od Chin. To właśnie "kapitalistyczne" cechy przysparzają im wrogów na całym świecie.

! Odpowiedz
0 0 ~Anna

Kolonizujmy więc zanim zrobią to Chińczycy.

!
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 2,9% VII 2019
PKB rdr 4,4% II kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,2% VII 2019
Przeciętne wynagrodzenie 5 182,43 zł VII 2019
Produkcja przemysłowa rdr -2,7% VI 2019

Znajdź profil