Rosjanin dokonał majstersztyku na miarę drugiej części filmu "Va banque". Stworzył fikcyjną granicę pomiędzy swoją ojczyzną a Finlandią i... przerzucał przez nią nielegalnych imigrantów, od każdego pobierając 10 tys. euro.


Mieszkańcowi Sankt Petersburga nie brakuje pomysłowości, choć o jego sumieniu nie można napisać nic dobrego. Postanowił skorzystać z "popytu", który pojawił się w Federacji Rosyjskiej. Wielu imigrantów, szczególnie z Azji Południowej, stara się przedostać przez zieloną granicę między obwodem leningradzkim a Unią Europejską.
Jedna z wybieranych dróg wiedzie do Finlandii. Imigranci mają nadzieję, że granicy, która liczy 1340 km, trudno jest upilnować. I tutaj pojawia się przedsiębiorczy Rosjanin, który postanowił zarobić łatwym kosztem, a zbytnio się nie narażać. W pobliżu prawdziwej granicy między UE a swoją ojczyzną stworzył atrapę granicy - jak donosi "The Moscow Times".
Z cyklu: niewidzialna ręka rynku. Pod Petersburgiem Rosjanin zbudował w lesie fejkową granicę rosyjsko-fińską i przerzucał przez nią migrantów. Za kasę pic.twitter.com/2axK2MxUpx
— Pudlašuk (@pudlashuk) 4 grudnia 2019
Mężczyzna udawał przewodnika nielegalnych imigrantów, których podprowadzał pod stworzoną przez siebie granicę rosyjsko-fińską. Dopiero przy samodzielnie postawionych słupach granicznych pobierał od każdego opłatę 10 tys. euro. Następnie zostawiał ich w przekonaniu, że są już niemal jedną nogą w Finlandii.
Został ujęty dzięki nagraniom kamery ustawionej przez rosyjskich pograniczników. Widać na nim czterech mężczyzn z podniesionymi rękami. "Przerzucani" przez fałszywą granicę muszą zapłacić grzywnę, a za naruszenie prawa imigracyjnego zostali wyrokiem sądu wydaleni z Federacji Rosyjskiej. Z kolei samozwańczemy pogranicznikowi grozi kara grzywny albo więzienia.



























































