REKLAMA
JANUSZ KRYPTO

Niemiecki przemysł zaciera ręce. Berlin chce wydać na uzbrojenie 377 mld euro

2025-10-27 15:12
publikacja
2025-10-27 15:12

Niemcy planują zakupy zbrojeniowe warte łącznie 377 mld euro - informuje „Politico”. Do niemieckiej armii trafić ma m.in. 687 bojowych wozów piechoty Puma, 400 pocisków manewrujących Tomahawk i 561 systemów zwalczania dronów Skyranger.

Niemiecki przemysł zaciera ręce. Berlin chce wydać na uzbrojenie 377 mld euro
Niemiecki przemysł zaciera ręce. Berlin chce wydać na uzbrojenie 377 mld euro
fot. Katzennase - IFV Puma / / Wikipedia.org

„Politico” pisze w poniedziałek o 39-stronicowej liście niemieckiego rządu, z którym to dokumentem udało zapoznać się dziennikarzom redakcji. Lista ta stanowi przegląd zamówień zbrojeniowych Bundeswehry, które mają znaleźć się w niemieckim budżecie na rok 2026. Łączne planowane wydatki to 377 mld euro, choć wiele projektów jest długoterminowych.

„Politico” dokument nazywa „listą życzeń” oraz „kompleksową mapą drogową długo odkładanej modernizacji niemieckiej obronności”.

W planach Bundeswehry jest 320 projektów zbrojeniowych, z których 178 ma już przypisanego wykonawcę. Sprzętowa modernizacja wojska zakorzeniona ma być w krajowym przemyśle. Niemieckie firmy dominują w planie, 182 mld euro ma popłynąć do koncernów z RFN.

Rheinmetall zaciera ręce 

Największym beneficjentem jest Rheinmetall, czyli największa niemiecka firma zbrojeniowa. Do koncernu z Duesseldorfu i jej spółek zależnych trafić ma 88 mld euro. Rheinmetall wraz z francusko-niemieckim KNDS odpowiadać będzie m.in. za dostarczenie 687 bojowych wozów piechoty Puma do 2035 roku.

By skutecznie bronić się przed współczesnym zagrożeniem z powietrza, Bundeswehra ma zostać wyposażona w 561 systemów Skyranger, służących do zwalczania dronów.

System Skyranger, który znajduje się jeszcze w fazie opracowywania, uznawany jest za potencjalnie skuteczną broń przeciwko rojom dronów. Może zostać umieszczony na pojeździe opancerzonym, cechuje się wysoką szybkostrzelnością.

Kolejny "wygrany" to Diehl Defence

Prócz Rheinmetall drugim przemysłowym filarem Bundeswehry ma być Diehl Defence, produkujący m.in. systemy rakietowe i amunicję precyzyjną. Bawarska firma ma planowane kontrakty o wartości 17,3 mld euro. To głównie systemy obrony przeciwlotniczej IRIS-T, których niemieckie wojsko zamierza zakupić w najbliższych latach 14.

Zgodnie z listą Bundeswehra zamierza przeznaczyć 14 mld euro na program satelitarny, w tym nowe geostacjonarne satelity łączności.

Na liście życzeń kolejne supermyśliwce 

Zgodnie z informacjami „Politico” na liście widnieje potencjalny zakup dodatkowych 15 myśliwców F-35. Do tej pory Berlin zamówił 35 tych maszyn, produkowanych przez Lockheed Martin.

Wcześniej o zwiększeniu zamówienia na myśliwce pisał „Der Spiegel”. Rzecznik ministerstwa obrony przekazał jednak później Reutersowi, że planów dotyczących dodatkowych samolotów nie ma.

Na liście znajduje się także 400 pocisków manewrujących Tomahawk, podobnie jak myśliwce F-35 zamawianych w USA. A także trzy morskie samoloty patrolowe Boeing P-8 Poseidon.

Kanclerz Friedrich Merz zapowiada przekształcenie Bundeswehry w najsilniejszą konwencjonalną armię w Europie. W Bundestagu trwają obecnie prace nad nowym modelem służby wojskowej. Według szacunków ministerstwa obrony Bundeswehrze potrzeba 50-60 tys. dodatkowego personelu.

Z Berlina Mateusz Obremski (PAP)

mobr/ mms/

Źródło:PAP
Tematy
Szukasz szybkiej i bezpiecznej pożyczki?
Szukasz szybkiej i bezpiecznej pożyczki?

Komentarze (10)

dodaj komentarz
trollmaster2
i to jest coś czym powinniśmy zacząć się martwić.
od_redakcji
Niemiecki przemysł zaciera ręce, Europa udaje, że nie widzi — a historia właśnie zaczyna się rymować.

Bo cóż może być bardziej rozsądnego w czasach inflacji, zapaści energetycznej i rozjechanej gospodarki, niż… wydać 377 miliardów euro na broń.
Tak, miliardów. Nie na szpitale, nie na mieszkania, nie na transformację energetyczną,
Niemiecki przemysł zaciera ręce, Europa udaje, że nie widzi — a historia właśnie zaczyna się rymować.

Bo cóż może być bardziej rozsądnego w czasach inflacji, zapaści energetycznej i rozjechanej gospodarki, niż… wydać 377 miliardów euro na broń.
Tak, miliardów. Nie na szpitale, nie na mieszkania, nie na transformację energetyczną, tylko na rakiety, czołgi i drony, które — jak mawiają politycy — „nigdy nie będą użyte, bo są po to, żeby odstraszać”.
Dokładnie tak samo mówiono w latach 30., aż pewnego dnia ktoś postanowił sprawdzić, czy ten odstraszacz rzeczywiście działa.

Niemcy, które jeszcze niedawno wstydliwie wspominały o „militaryzacji przeszłości”, dziś znów odzyskały pewność siebie.
Zamiast drukować książki o pacyfizmie, drukują umowy zbrojeniowe; zamiast „Europy solidarnej” — mamy Europę zbrojną po zęby, w której każda kolejna fabryka amunicji staje się nowym symbolem patriotyzmu.
A na czele — koncern Rheinmetall, który śmieje się tak głośno, że aż słychać echo z czasów, gdy produkował stalowe cuda dla zupełnie innej epoki i równie szczytnych „celów obronnych”.

Ale najpiękniejsze jest to, że ta decyzja o gigantycznych wydatkach wojskowych przychodzi w momencie, gdy niemiecka gospodarka chwieje się jak pijany student po Oktoberfeście.
Rekordowa recesja przemysłowa?
Rosnące niezadowolenie społeczne?
Problemy z imigracją, energią, transportem?
Nie szkodzi! Zbrojenia zawsze są dobrym lekarstwem — przynajmniej dla koncernów i polityków, którzy będą mogli ogłosić „nowe otwarcie” gospodarcze.
Tak, jakby ktoś uznał, że jedynym sposobem na kryzys, który sam się wywołało, jest ponowne odkrycie czaru przemysłu wojennego.

Bo przecież co może pójść nie tak, gdy państwo z największą gospodarką w Europie, z historycznym kompleksem i zbrojeniową tradycją, zaczyna pompować setki miliardów w militaria?
Jak to już kiedyś bywało, zbrojenia miały „uratować miejsca pracy”, „pobudzić gospodarkę” i „przywrócić dumę narodową”.
Tylko że tamta historia nie skończyła się dobrze — a na jej końcu był dym, ruiny i trybunał w Norymberdze.

Dziś oczywiście nikt nie mówi o wojnie — wszyscy mówią o „bezpieczeństwie”, „modernizacji” i „strategicznej autonomii Europy”.
To dokładnie te same eufemizmy, którymi posługiwała się Republika Weimarska, gdy przerabiała swoje budżety na „przemysł obronny”.
Zresztą, wtedy też nikt nie wierzył, że to wszystko naprawdę do czegoś prowadzi.

A więc tak:
w dobie kryzysu, który sami wywołali, Niemcy znowu budują swoje potężne „nowe wojsko”.
Nie dlatego, że muszą — ale dlatego, że nie potrafią już niczego innego.
I jeśli historia czegoś uczy, to tego, że kiedy Europa zaczyna leczyć swoje kompleksy za pomocą zbrojeń, zawsze kończy się to źle — najczęściej dla wszystkich dookoła.

Bo wygląda na to, że właśnie piszemy nową wersję epoki weimarskiej, tylko zamiast czołgów Panzer — mamy drony Skyranger, zamiast Stukasa — F-35, a zamiast defilady w Norymberdze — defiladę budżetową w Bundestagu.
I wszyscy udają, że to dla pokoju.
to_i_owo
Wydatki na wojsko są bardzo rozsądne
Odstraszą ruskie onuce i zmniejszy ryzyko ich napaści na nas, rozkulą ich przemysł i wymusi inwestycje w moce wytwórcze czyli zwiększy bazę przemysłową i zapobiegnie upadkowi koncernów motoryzacyjnych przy destrukcyjnej polityce UE
darius19
I to ON sprawil. Car Putler.
od_redakcji
Oczywiście, winny jest Car Putler.
Jakżeby inaczej! To przecież on zmusił Niemców, żeby wydali 377 miliardów euro na broń, prawda?
To on napisał 39-stronicowy plan modernizacji Bundeswehry, zatwierdził budżet, podpisał przetargi i przy okazji wysłał zaproszenie do Rheinmetalla z dopiskiem: „Panowie, czas się obłowić”.
Bo
Oczywiście, winny jest Car Putler.
Jakżeby inaczej! To przecież on zmusił Niemców, żeby wydali 377 miliardów euro na broń, prawda?
To on napisał 39-stronicowy plan modernizacji Bundeswehry, zatwierdził budżet, podpisał przetargi i przy okazji wysłał zaproszenie do Rheinmetalla z dopiskiem: „Panowie, czas się obłowić”.
Bo przecież bez Putina biedna Europa żyłaby w harmonii, karmiła gołębie i produkowała tylko rowery elektryczne.

To niesamowite, jak łatwo dziś można zrzucić winę za wszystko na jednego człowieka — nawet za decyzje, które podejmują parlamenty, banki centralne i koncerny zbrojeniowe.
Ceny energii? Putin.
Inflacja? Putin.
Brak mieszkań? Putin.
A teraz jeszcze niemieckie zbrojenia? No pewnie, kto inny.
Przecież nikt w Berlinie nie ma żadnego interesu w rozkręceniu zbrojeniowego biznesu — oni tylko się „bronią”, jak zawsze, z czystym sumieniem i pełnym kontem w banku.

Problem w tym, że to właśnie takie komentarze jak ten — krótkie, emocjonalne, pozbawione logiki — są dziś tlenem dla polityków, którzy za pomocą strachu budują kariery i budżety.
Bo dopóki społeczeństwo wierzy, że wszystko jest winą jednego „Cara Putlera”, nikt nie zada pytania:
a kto zarabia na tej nowej zimnej wojnie? kto podpisał te kontrakty? kto rozdaje miliardy, kiedy ludzie ledwo wiążą koniec z końcem?

Nie, lepiej powtarzać: „Putler winien!” — to prostsze, wygodniejsze, nie wymaga myślenia.
Tylko że takie myślenie, a raczej jego brak, już raz w Europie widzieliśmy.
I wtedy też wszystko zaczynało się od tłumaczenia, że „to przez kogoś innego” — aż pewnego dnia obudziliśmy się w świecie, w którym każdy już wiedział, kto naprawdę pociągał za sznurki.
fuckruskimir odpowiada od_redakcji
Żaden Polak nie ma takiej obsesyjnej fascynacji na punkcie Putina jak ty. Ruskie obsesje na punkcie zachodu są w twoich wypowiedziach wręcz szalone.
to_i_owo
Świetna wiadomość

Teraz tylko znaleźć źródło surowców, np metali ziem rzadkich i do dzieła
darius19
wiec Niamcy nie robia baterii, samochodow, turbin itd.... gdzie sa rozne komponenty. Spoko. Sie znajda.
to_i_owo odpowiada darius19
"... Eksport produktów podwójnego zastosowania, które mogą być wykorzystane zarówno w celach cywilnych, jak i wojskowych, będzie wymagał specjalnej zgody. Władze zaznaczyły, że eksport przeznaczony dla zagranicznych użytkowników wojskowych nie będzie zatwierdzany"

Baterie na razie pozwolą produkować

Powiązane: Niemcy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki