A jeszcze rano wydawało się, że czeka nas kolejna nudna i wzrostowa sesja. Dobre nastroje inwestorów były efektem zwyżki na rynkach w Azji, gdzie japoński Nikkei225 zyskał 1,5%, a giełda singapurska poszła w górę o 1,7%. Na otwarciu chętnych do kupowania akcji nie zabrakło także za sprawą najnowszego sondażu firmy GfK, który pokazał większy od oczekiwań wzrost indeksu zaufania niemieckich konsumentów.
Tak więc aż do zakończenia pory lunchu europejskie indeksy spokojnie rosły. Inwestorzy zachwycali się kolejnymi pozytywnymi rekomendacjami z biur maklerskich oraz wczytywali się w raporty ekonomistów, którzy w bieżącym kwartale spodziewają się dodatniego odczytu amerykańskiego PKB. Oznaczałoby to formalny koniec recesji w największej gospodarce świata. Tak więc wielu mogło pomyśleć, że to już ostatni gwizdek na zakup akcji.
Nastroje inwestorów najlepiej zdradzała reakcja na wyniki kwartalne TNT. Holenderska firma kurierska „pochwaliła” się spadkiem zysku o 60% (zaledwie 81 mln euro) przy obrotach o 10% niższych niż rok temu. Mimo że wynik operacyjny okazał się nieco niższy od prognoz analityków, to kurs TNT wzrósł o blisko 3%.
Ale im bliżej było rozpoczęcia sesji w Nowym Jorku, tym bardziej indeksy ciążyły w stronę piątkowego zamknięcia. Zwłaszcza że wyniki takich korporacji jak Honeywell International oraz Verizon Communications trudno było uznać za dobre. Sytuację tylko na krótko poprawiły dane z amerykańskiego rynku nieruchomości – sprzedaż nowych domów okazała się zdecydowanie większa od prognoz. Niemniej jednak ta informacja nie przekonała inwestorów z Wall Street do kupowani akcji, a Nasdaq i S&P500 w momencie zamykania notowań w Europie znalazły się nieznacznie pod kreską.
Dlatego też i na Starym Kontynencie końcówkę sesji trudno uznać za optymistyczną, choć głównym indeksom udało się rzutem na taśmę wyjść nad kreskę. I tak londyński FTSE100 zdołał zyskać 0,2%, niemiecki DAX wzrósł 0,4%, zaś paryski CAC40 zakończył dzień zwyżką o niespełna 0,2%.
K.K.


























































