Firma ma pieniądze na inwestycję, więc po co miałaby się zadłużać? Własna gotówka pozwala uniknąć odsetek, ale może też zarabiać na wiele innych sposobów. Z kolei kredyt czy leasing, choć kosztuje, może dać przedsiębiorcy większą swobodę działania. Wszystko zależy od tego, gdzie firmowe pieniądze przyniosą największe korzyści.


Partnerem publikacji jest BNP Baripas
Wyobraźmy sobie przedsiębiorcę, który ma na firmowym koncie milion złotych. Chcę kupić nową maszynę, która pozwoli mu zwiększyć produkcję, przyjmować więcej zamówień i rozwijać działalność. Maszyna kosztuje dokładnie milion złotych. Pieniądze są, więc najprościej zapłacić za nią od razu, bez kredytu, odsetek i dodatkowych formalności. Tylko czy najprościej oznacza również najkorzystniej?
Polscy przedsiębiorcy w dużej mierze polegają na własnych pieniądzach. Jak wynika z opublikowanego w 2026 r. „Raportu o stanie sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce” Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, w 2023 r. środki własne odpowiadały za 69,2 proc. wartości inwestycji firm zatrudniających co najmniej 10 osób. W przypadku małych przedsiębiorstw udział ten sięgał aż 76,9 proc.
Jednocześnie na firmowych rachunkach zgromadzone są pokaźne środki. Według danych Narodowego Banku Polskiego na koniec sierpnia 2026 r. depozyty przedsiębiorstw niefinansowych wynosiły ponad 618 mld zł, o blisko 68 mld zł więcej niż rok wcześniej. Nie oznacza to oczywiście, że cała ta kwota jest wolna i może zostać przeznaczona na inwestycje. Część środków firmy potrzebują na bieżące wydatki, wynagrodzenia, podatki czy rozliczenia z kontrahentami.
– Przedsiębiorca, który ma milion złotych i chce kupić maszynę za milion, powinien najpierw odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: gdzie te pieniądze zarobią najwięcej? Jeśli wyda wszystko na maszynę, nie zostanie mu gotówka na rozwój ani na nieprzewidziane wydatki. Jeśli natomiast sfinansuje zakup kredytem lub leasingiem, może zachować większość kapitału i wykorzystać go tam, gdzie przyniesie większy zysk niż koszt finansowania – mówi Dariusz Krzempek, dyrektor ds. Rozwoju Sprzedaży Klientów MSP w Banku BNP Paribas.
Gotówka też może zarabiać
Pieniądze pozostawione na firmowym rachunku nie muszą leżeć bezczynnie. Ich wartość nie sprowadza się do odsetek, które bank może naliczyć od zgromadzonych środków. Czasem znacznie większe korzyści przynosi możliwość szybkiego wykorzystania gotówki, kiedy pojawi się okazja biznesowa. Dobrym przykładem są negocjacje z dostawcami.
– Wyobraźmy sobie dostawcę, który standardowo daje nam 30 dni na zapłatę. Ale jeśli zależy mu na szybkim otrzymaniu pieniędzy, możemy zaproponować natychmiastową płatność w zamian np. za 5-procentowy rabat. Wtedy gotówka zaczyna na siebie zarabiać. Nie dlatego, że leży na oprocentowanym rachunku, ale dlatego, że pozwala nam kupować taniej, a więc zwiększać marżę – tłumaczy Dariusz Krzempek.
Przy zakupie towarów np. za 200 tys. zł taki rabat oznacza 10 tys. zł oszczędności.
Gotówka daje też możliwość szybkiego reagowania na zmiany na rynku. Może pojawić się okazja zakupu materiałów po wyjątkowo atrakcyjnej cenie, przejęcia części zamówień od konkurenta albo realizacji kontraktu wymagającego natychmiastowego zwiększenia produkcji. Firma dysponuje wolnymi środkami ma w takich sytuacjach większą swobodę działania. Nie musi za każdym razem czekać na decyzję kredytową czy uruchomienie finansowania.
Nie zawsze jednak gotówka daje przewagę w szybkości działania. Finansowanie zewnętrzne również może być dostępne niemal od ręki. Załóżmy, że firma ma szansę zdobyć duży kontrakt, ale jego realizacja wymaga szybkiego zakupu dodatkowej maszyny. Czy musi czekać na decyzję banku? Niekoniecznie.
– Leasing można dziś w wielu przypadkach uzyskać w ciągu kilku dni. Ale my idziemy jeszcze krok dalej. Przyznajemy firmom limity leasingowe, zanim pojawi się konkretna potrzeba finansowania. Przedsiębiorca wie, że ma do dyspozycji limit leasingowy do wysokości miliona złotych. Nagle trafia mu się okazja i potrzebuje 500 tys. zł na zakup maszyny. Nie musi wtedy rozpoczynać całej procedury od początku. Może szybko skorzystać z wcześniej przyznanego limitu – wyjaśnia Grzegorz Wykowski, Dyrektor Sprzedaży w BNP Paribas Leasing Services.
Gotówka jest jednak potrzebna nie tylko wtedy, gdy pojawia się szansa na rozwój. Równie ważna staje się w trudniejszych momentach: kiedy kontrahent opóźnia zapłatę, rosną koszty materiałów albo trzeba pokryć nieplanowany wydatek. Przedsiębiorstwo, które wydało wszystkie oszczędności na maszynę, może być zmuszone do poszukiwania finansowania właśnie wtedy, gdy jego sytuacja finansowa się pogorszyła, a uzyskanie kredytu stało się trudniejsze.
Gotówka może przynosić korzyści również wtedy, gdy firma akurat jej nie wykorzystuje.
– Są firmy, które okresowo dysponują dużymi nadwyżkami pieniędzy, ale nie wiedzą dokładnie, kiedy będą ich potrzebować. Dlatego nie zawsze chcą zakładać lokatę na określony termin. Oprocentowany rachunek w banku pozwala im zarabiać na zgromadzonych środkach, a jednocześnie zachować możliwość wykorzystania ich w dowolnym momencie – mówi Dariusz Krzempek.
Maszyna powinna zarabiać na swoje raty
Zakup maszyny to dopiero początek inwestycji. Zanim nowe urządzenie zacznie przynosić firmie przychody, trzeba je dostarczyć, zainstalować, uruchomić, a niekiedy również przeszkolić pracowników. Może to potrwać kilka miesięcy. W tym czasie przedsiębiorca ponosi koszty, choć inwestycja jeszcze na siebie nie zarabia.
– Jeśli firma zapłaciła za nią z własnych środków, przez cały ten czas ma zamrożony kapitał. Przy finansowaniu zewnętrznym można natomiast tak ułożyć harmonogram, żeby spłata kapitału rozpoczęła się później, kiedy urządzenie zacznie już generować przychody – wyjaśnia Grzegorz Wykowski.
Chodzi o karencję w spłacie kapitału. Nie oznacza ona, że bank przez kilka miesięcy udostępnia pieniądze za darmo – w okresie karencji przedsiębiorca zazwyczaj nadal płaci odsetki.
Innym rozwiązaniem jest dostosowanie harmonogramu spłat do sezonowości działalności, na przykład w budownictwie.
– Jeśli wiemy, że koparka będzie intensywnie pracowała od wiosny do jesieni, a zimą znacznie mniej, nie musimy zakładać identycznych rat przez cały rok. Można przygotować harmonogram, w którym spłaty będą niższe w miesiącach zimowych, a wyższe wtedy, gdy firma realizuje najwięcej prac i uzyskuje największe przychody. Chodzi o to, żeby finansowanie było dopasowane do rzeczywistego rytmu działalności przedsiębiorstwa – mówi Grzegorz Wykowski,
Takie rozwiązania wymagają uzgodnienia z firmą leasingową i nie są dostępne w każdym produkcie.
Kredyt, do którego ktoś dopłaca
Na opłacalność finansowania zewnętrznego wpływa nie tylko wysokość oprocentowania. Rachunek może wyglądać zupełnie inaczej, gdy przedsiębiorca ma możliwość skorzystania z kredytu objętego publicznym wsparciem.
– Kiedy rozmawiamy z przedsiębiorcą o zwykłym kredycie, zaczynają się kalkulacje, porównywanie oprocentowania, negocjowanie marży. Ale kiedy mówimy, że może dostać finansowanie, do którego ktoś jeszcze dołoży pieniądze, nastawienie często się zmienia. Kredyt, który przed chwilą wydawał się kosztowny, nagle staje się interesujący. I trudno się temu dziwić, bo taka dopłata potrafi zasadniczo zmienić rachunek opłacalności inwestycji – zauważa Dariusz Krzempek z Banku BNP Paribas.
Nie zawsze jednak przedsiębiorca musi podejmować decyzję o finansowaniu inwestycji przed jej rozpoczęciem.
– Jeśli pojawia się okazja kupienia maszyny po wyjątkowo atrakcyjnej cenie, przedsiębiorca może zapłacić za nią od razu własnymi środkami, a później zwrócić się do banku o refinansowanie albo skorzystać z leasingu zwrotnego, o ile spełnione są warunki wymagane przez instytucję finansującą. W ten sposób wykorzystuje okazję i odzyskuje pieniądze, które może ponownie zaangażować w działalność firmy – wyjaśnia Dariusz Krzempek.
W leasingu zwrotnym przedsiębiorca sprzedaje maszynę firmie leasingowej, a następnie nadal z niej korzysta, spłacając raty. Możliwość takiego finansowania, podobnie jak refinansowania kredytem, zależy od warunków instytucji finansującej.
Kiedy lepiej zapłacić własnymi pieniędzmi?
Nie każda firma potrzebuje kredytu, nawet jeśli bank jest gotowy go udzielić. Finansowanie zewnętrzne ma swoją cenę, a zachowanie gotówki na rachunku nie zawsze przynosi korzyści, które tę cenę uzasadniają.
Wróćmy do maszyny za milion złotych.
– Jeśli firma ma milion złotych wolnych środków i wyda cały milion na maszynę, może bardzo poważnie ograniczyć swoją płynność. Ale jeśli ma dziesięć milionów, sytuacja wygląda inaczej. Wtedy trzeba policzyć, ile kosztuje finansowanie zewnętrzne, ile firma może zarobić na posiadanej gotówce i czy rzeczywiście potrzebuje jej do innych celów. Nie ma jednej odpowiedzi dobrej dla wszystkich przedsiębiorców – podkreśla Krzempek.
Ostatecznie pytanie nie brzmi więc, czy przedsiębiorca powinien unikać kredytu, skoro ma pieniądze na koncie. Ani czy zawsze warto pożyczać, żeby zachować własną gotówkę. Najważniejsze jest to, ile firma zyskuje dzięki inwestycji, ile kosztuje jej sfinansowanie i jaką wartość mają pieniądze, które pozostaną do dyspozycji przedsiębiorcy.
Partnerem publikacji jest BNP Baripas






















































