REKLAMA

Mam dyplom, jestem królem

Justyna Niedbał2014-07-09 06:14
publikacja
2014-07-09 06:14
Mam dyplom, jestem królem
Mam dyplom, jestem królem
fot. theta / / thetaXstock

W szkole byli prymusami, zawsze dostawali najlepsze oceny i pochwały od nauczycieli. Rodzice nigdy nie mieli z nimi problemów wychowawczych. Na studiach zwykle otrzymywali stypendium i wydawało się, że świat stoi przed nimi otworem. Tymczasem krótko po otrzymaniu dyplomu zderzyli się z szarą rzeczywistością rynku pracy. Najpierw zdziwieni, później sfrustrowani, w końcu zrezygnowani wciąż zadają sobie pytanie: dlaczego nie mogę znaleźć pracy?

Dyplom wyższej uczelni nie jest wyznacznikiem inteligencji, jednak  posiadanie go z pewnością wpływa na to, jak postrzegamy swoje szanse na rynku pracy. Rzeczywistość bywa jednak brutalna i często okazuje się, że nawet ukończenie studiów z wyróżnieniem nie jest gwarancją zatrudnienia. Bezrobocie to często problem osób uznawanych powszechnie w swoim środowisku za inteligentne. Dlaczego więc tak trudno znaleźć im pracę?

Mam dyplom, jestem królem

Skończyłeś studia i nie możesz znaleźć pracy? Nie ty jeden. „Mnie zawsze namawiali rodzice, abym poszedł na studia, że bez nich będę kopał rowy itp. Posłuchałem ich, skończyłem studia ekonomiczne. Mam 28 lat już i nie mogę znaleźć pracy odpowiedniej do mojego wykształcenia i adekwatnego wynagrodzenia. Owszem w urzędzie pracy dostałem kilka propozycji ale za 1.100 - 1.300 zł, co wywołało tylko uśmiech na mojej twarzy i podziękowałem; 5 lat szukania i nic. Dobrze że moi rodzice pracują i mam za co się ubrać i co zjeść. Nie po to się uczyłem tyle, żeby oferowano mi takie nędzne warunki pracy. Koledzy z osiedla, co pokończyli zawodówki czy tylko gimnazja, znaleźli lepsze fuchy niż ja, magister ekonomi” napisał na jednym z forów internetowych użytkownik „mgr Piotrek”. To tylko jedna z historii ok. 230 tys. zarejestrowanych bezrobotnych legitymujących się wyższym wykształceniem. Dyplom już od dawna nie daje gwarancji zatrudnienia. 

Można wręcz stwierdzić, że jeżeli wykształcenie byłoby miernikiem zaradności życiowej, to osoby, które skończyły studia wyższe, uznawane byłyby  za życiowe ciamajdy. Z badania „Aktywność zawodowa i wykształcenie Polaków  przeprowadzonego w zeszłym roku na zlecenie PARP wynika bowiem, że wśród osób szczycących się posiadaniem dyplomu, tylko 23,9 proc. pracuje w jakiejkolwiek firmie. Za to wśród osób, które zdały maturę, pracę ma 55,4 proc. Wykształceni mają też większy problem ze znalezieniem stałego etatu – ma go tylko 30,5 proc. badanych, podczas gdy wśród osób z maturą jest ich 61,4 proc.

Inteligentni idioci

Wykształcenie nie świadczy również o poziomie inteligencji. – Inteligencja może być różnie rozumiana. W psychologii mianem „inteligencji płynnej” określa się wysoką sprawność myślenia. Często jednak posiadanie wysokiego współczynnika inteligencji płynnej nie przekłada się na działania. Inteligencja może być też postrzegana przez pryzmat zaradności. W wielu firmach za inteligentne uważa się osoby, które radzą sobie w środowisku, w którym się znalazły. Ma to niewiele wspólnego z klasyczną umiejętnością myślenia i rozumowania, czyli przetwarzania dużej ilości danych w krótkim czasie – tłumaczy Karol Wolski, psycholog biznesu.

Skoro więc testy inteligencji są jedynie miernikiem tego, jak szybko i sprawnie działa nasz mózg, to nie są wystarczająco wiarygodne. Zwykle to otoczenie (znajomi, współpracownicy, klienci i pracodawcy)  ocenia, czy jesteśmy bystrzakami, czy wręcz przeciwnie. Podobną diagnozę stawiamy sami sobie, między innymi na podstawie tego, jak postrzegają nas inni. Zdarza się przy tym, że popełniamy tzw. „błąd ślepej plamki” (org. Bias blind spot). To złożone zjawisko po raz pierwszy zaobserwowała Emily Pronin, psycholog z uniwersytetu Princeton. Przez polskich psychologów określany jest błędem lenistwa i pychy. Osoba, która go doświadcza, jest pewna, że to inni się mylą, ale ona zawsze ma rację. W praktyce polega to na niedostrzeganiu własnych braków, przy jednoczesnym przeszacowaniu wartości zalet, w relacji do innych osób. Wyolbrzymione mniemanie o sobie ma się nijak do posiadania rzeczywistych walorów, poszukiwanych przez pracodawców.

Kult ciężkiej pracy

Osoby, które całe szkolne życie wygrywały w olimpiadach naukowych, zdobywały wyróżnienia i dyplomy, są przyzwyczajone do tego, że aby coś osiągnąć, trzeba być cierpliwym. Wierzą, że „bez ciężkiej pracy nie ma kołaczy”. Chociaż to niesprawiedliwe, to często zdarza się tak, że do sukcesu łatwiej dojść na skróty. Bycie sprytnym pomaga, a bezczelność bywa postrzegana jest jako odwaga i kompetentność. Na dłuższą metę ta metoda się nie sprawdza, bo prawda o pracowniku prędzej czy później wyjdzie na jaw. Pracusiom nie zaszkodzi jednak od czasu do czasu uciec się do takich metod. Tylko… na czym one właściwie polegają? – Szefowie firm często ulegają tzw. efektowi aureoli. To uznawanie osób przystojnych, zadbanych i elegancko ubranych za mądrzejsze, lepiej wykwalifikowane. Oczywiście zależy, kto kogo ocenia, ale możemy sobie wyobrazić sytuację, że na rozmowę kwalifikacyjną wchodzi przystojny mężczyzna w garniturze i drugi – zaniedbany, w rozciągniętym swetrze. Nawet jeśli ten drugi jest inteligentniejszy, to pracodawcy często ulegną urokowi tego pierwszego. Jeśli w dodatku posiada on inteligencję emocjonalną, dzięki czemu łatwiej nawiązać mu nić porozumienia z drugą osobą, przemawiać i prezentować się w dobrym świetle, jego szanse dodatkowo wzrastają – opowiada Wolski.

Czy można poprawić te umiejętności, jeśli dotychczas ich nie nabyliśmy, bo poświęciliśmy większość życia nauce? – Trzeba się przełamać. Na prowadzonych przeze mnie warsztatach stosujemy ćwiczenie, które pomaga się otworzyć takim osobom. Dostają za zadanie wejście do restauracji w luksusowym hotelu i zamówienie wody, następnie wypicie jej przy stoliku, zapłacenie i wyjście. To ćwiczenie sprawia prawdziwą trudność osobom, które są wstydliwe i boją się, że inni ich oceniają. Warto robić takie eksperymenty, jeśli czujemy, że trudno się nam otworzyć przed ludźmi – radzi Wolski.

Uleganie złudzeniu na temat własnych umiejętności, podobnie jak lekceważenie kontaktów międzyludzkich, własnego wyglądu i tego, jak się prezentujemy, są niebezpieczne dla naszej kariery. Warto też pamiętać, że w dzisiejszych czasach każdy z nas jest własnym managerem i sprzedawcą swojego CV. Sami musimy zawalczyć o wymarzoną posadę, co wymagać będzie nierzadko dotarcia do odpowiednich osób, zaprezentowania się w jak najlepszym świetle, ale też wykazania się odpowiednią wiedzą. Jeżeli jesteś bystrzakiem, to z pewnością sobie poradzisz.

Justyna Niedbał

j.niedbal@bankier.pl
Źródło:
Tematy
Temperatura skacze, nagroda wzrasta! Otwórz konto i odbierz nawet 350 zł!

Temperatura skacze, nagroda wzrasta! Otwórz konto i odbierz nawet 350 zł!

Advertisement

Komentarze (73)

dodaj komentarz
~lol
Mam wrażenie, że autorka tekstu nabyła uprzedzeń do ludzi, którzy byli od niej lepsi w szkole/ na studiach. Może mi się tylko wydaje."Z badania „Aktywność zawodowa i wykształcenie Polaków przeprowadzonego w zeszłym roku na zlecenie PARP wynika bowiem, że wśród osób szczycących się posiadaniem dyplomu, tylko Mam wrażenie, że autorka tekstu nabyła uprzedzeń do ludzi, którzy byli od niej lepsi w szkole/ na studiach. Może mi się tylko wydaje."Z badania „Aktywność zawodowa i wykształcenie Polaków przeprowadzonego w zeszłym roku na zlecenie PARP wynika bowiem, że wśród osób szczycących się posiadaniem dyplomu, tylko 23,9 proc. pracuje w jakiejkolwiek firmie. Za to wśród osób, które zdały maturę, pracę ma 55,4 proc. Wykształceni mają też większy problem ze znalezieniem stałego etatu – ma go tylko 30,5 proc. badanych, podczas gdy wśród osób z maturą jest ich 61,4 proc."Troszkę nie precyzyjnie. Ludzie którzy "szczycą się posiadaniem dyplomu" też musieli zdać maturę.
~Libertarian77
Ti sie tlumoku bierze prace za 1500 i udowadnia w niej, ze potrafisz zarabiac kase dla szefa. Nalezy miec postawe managera a nie najemnika, no i stac przy zadaniach zwiazanych ze sprzedaza/pozyskiwaniem klientow, marketingiem-tam gdzie jest kasa i gdzie robota ma sens.Nawt jezeli sie nie sprawdziles to zawsxe pozostanie doswiadczenie Ti sie tlumoku bierze prace za 1500 i udowadnia w niej, ze potrafisz zarabiac kase dla szefa. Nalezy miec postawe managera a nie najemnika, no i stac przy zadaniach zwiazanych ze sprzedaza/pozyskiwaniem klientow, marketingiem-tam gdzie jest kasa i gdzie robota ma sens.Nawt jezeli sie nie sprawdziles to zawsxe pozostanie doswiadczenie na papieru i mozliwosc, ze kolejna praca bedzie za 1600. Zmarnowales 5 lat na przyswajanie nieprzydatnej wiedzy a nie uczyles sie zycia
~narrator
Witam,zazwyczaj nie zabieram głosu w komentowaniu, natomiast tym razem chciałbym podzielić się pewnym spostrzeżeniem osoby, która stosunkowo niedawno skończyła studia (2 lata temu).Skończyłem dziennie jeden z kierunków na politechnice, studia były ciężkie ze względu na dużą ilość projektów, zaliczeń, egzaminów Witam,zazwyczaj nie zabieram głosu w komentowaniu, natomiast tym razem chciałbym podzielić się pewnym spostrzeżeniem osoby, która stosunkowo niedawno skończyła studia (2 lata temu).Skończyłem dziennie jeden z kierunków na politechnice, studia były ciężkie ze względu na dużą ilość projektów, zaliczeń, egzaminów itp. itd. (nigdy nie ściągałem, wszystkiego nauczyłem się bez ściemy) - ale nie o tym. Jeszcze na początku swojej drogi wśród ścisłych umysłów usłyszałem tekst, że rozpoczęcie szukania pracy dopiero po zdobyciu dyplomu nie jest najlepszym rozwiązaniem i jeśli poważnie myśli się o swojej przyszłości, pracy trzeba szukać od zaraz. Pomijając fakt, że przez pierwsze 3 lata, kończąc ostatni egzamin, kolejnego dnia wyjeżdżałem za granicę, aby zarobić sobie na życie harując od rana do nocy, dzięki czemu poznałem masę różnych ludzi, nauczyłem się radzić sobie w życiu. Kontynuując naukę, równocześnie wysyłałem wiele CV do firm odpowiadając na ogłoszenia ze swojej branży, natomiast w trakcie rozmów kwalifikacyjnych, dowiadywałem się, czego jeszcze brakuje mi, aby dostać pracę (lepsza znajomość j. obcego, kursy, szkolenia, doświadczenie, obsługa programów itp. itd.). Był to okres, kiedy miałem jeszcze czas, żeby znaleźć "punkt zaczepienia" i w końcu udało się. Dziś nie narzekam, mogę żyć na przyzwoitym poziomie, zbieram cenne doświadczenie i kontakty. Nigdy nie stawiałem sprawy, że coś mi się należy. Niestety taka postawa jest nagminna u wielu rówieśników, nie ważne czy byli prymusami, czy mało inteligentnymi osobami, którzy studentami byli tylko z nazwy. Trzeba zdać sobie sprawę, że człowiek po 5 latach na studiach, który żyje wyłącznie teorią, jaką otrzyma od wykładowców i ma tylko niepełne wyobrażenie o praktycznym zastosowaniu swoich umiejętności, bardzo często (ale nie zawsze) staje na przegranej pozycji. A to tylko jeden z aspektów, jaki trzeba wziąć pod uwagę, nie poruszam już tematu jakości kształcenia, wyboru kierunku, czy nawet wychowania. Jeśli rodzice pozwalają komuś w wieku 28 lat ciągnąć pieniądze, to przepraszam bardzo, co w ogóle warta jest taka osoba, która nie nauczyła się samodzielności. Co w takim razie robiło się na studiach, high life ? Myślenie ma przyszłość. Pozdr.
~Absolwent
100% prawdy. Dodałbym do tego jeszcze, że tego typu artykuły zawsze mnie rozśmieszają, bo zawsze pokazują jacy to ludzie są biedni i pracy nie mogą znaleźć. Nie twierdzę, że wszystkim jest łatwo, ale mogę się założyć, że większość ludzi po studiach żalących się na brak pracy, po prostu nie wykorzystała okazji 100% prawdy. Dodałbym do tego jeszcze, że tego typu artykuły zawsze mnie rozśmieszają, bo zawsze pokazują jacy to ludzie są biedni i pracy nie mogą znaleźć. Nie twierdzę, że wszystkim jest łatwo, ale mogę się założyć, że większość ludzi po studiach żalących się na brak pracy, po prostu nie wykorzystała okazji tak jak mogła. Tak jak wyżej wspomniano, cieszyli się życiem studenckim, ciągłe imprezy, zabawy, albo z drugiej strony ciągle książki, czytanie teorii. Sorry ludzie, ale studia to nie jest przepis na dobra pracę. Studiowanie to nie zaliczanie egzaminów. Studiowanie to rozszerzanie wiedzy, to zdobywanie kontaktów, to nauka samodzielności i szansa na rozwinięcie się w dziedzinach, których się nie znało albo nie miało okazji się poznać. Czyli samo życie i jak to w życiu nie wszystkim się uda, nie wszyscy to wykorzystają i nie wszyscy będą mieć pracę, ale każdy ma ambicje. Każdy chciałby postawić swój dom, jeździć nowiutkim samochodem, albo co chwila na wycieczki. Pewnie, każdy by tak chciał, ale do tego trzeba się trochę napracować, a nie tylko zaliczyć egzamin.Prosta rada. Nie wiesz po co Ci ta cała teoria na studiach? Poszukaj praktyk za free, to dowiesz się co się przyda, a co nie i w co warto zainwestować więcej czasu. Nie idą ci kontakty z ludźmi bo siedzisz ciągle w książkach? Zapisz się do jakiegoś kółka, albo jedź na Erazmusa. Tak samo jak jesteś niesamodzielny i ciągle pranie wozisz do mamy.Ogarnijcie się ludzie. Nie wszyscy będą kierownikami i managerami, ale zawsze można się starać i trzeba ciężko pracować. Ważne, żeby robić to co się lubi, bo potem ktoś idzie ścieżką, która wydawała mu się, że będzie "opłacalna' ale nie lubi tego. Nie interesuje się daną dziedziną poza studiami i liczy, że po studiach jakoś to będzie, i tacy ludzie najczęściej nie dostają tego co chcą. Nie mogą znaleźć pracy, bo po prostu się nie nadają do tego. Tak oczywiście skończyli studia, ale dostali tylko papier i tyle ile sam ten papier jest wart tyle oni są warci na rynku pracy.
~Ibm
Ja skończyłem prywatną uczelnie informatyczną z 3 na dyplomie. Pracuje w ibm za 2200 . Magistra tymczasowo olałem bo kosztowało mnie to sporo stresu, dzięki temu dostałem pracę bo byłem psychicznie przygotowany . Lepiej robić płatne szkolenia i certyfikaty albo uczyć się w domu obsługi systemów lub jak kto woli programowania Ja skończyłem prywatną uczelnie informatyczną z 3 na dyplomie. Pracuje w ibm za 2200 . Magistra tymczasowo olałem bo kosztowało mnie to sporo stresu, dzięki temu dostałem pracę bo byłem psychicznie przygotowany . Lepiej robić płatne szkolenia i certyfikaty albo uczyć się w domu obsługi systemów lub jak kto woli programowania :)itp. Kto robi humanistyczne kierunki to już ma problem bo tu rozliczany jestes z tego co masz w głowie a nie gdzie umiesz kliknąć myszką. Waźny jest też angielski na jakimś tam poziomie by cokolwiek z siebie wydusić. W pracy i tak wiele osób korzysta z translatorów hehe. Kto ma szczęscie to może pracować za 3000 netto w IT i opierdalając się przy tym tylko to kwestia czasu.
~Arfen
2200 netto w IBM?Bo chyba nie brutto. I tak Ci mało płacą jak na taką firmęPozdro
~Świeży_absolwent
Ja ukończyłem rok temu Finanse i rachunkowość o specjalności Rachunkowość. Najpierw zrobiłem licencjat na prestiżowej (przynajmniej na rynku regionalnym) uczelni ekonomicznej. Interesowałem się też od młodych lat programowaniem. Więc równolegle ze studiami mgr na Rachunkowości zacząłem robić licencjat na zupełnie Ja ukończyłem rok temu Finanse i rachunkowość o specjalności Rachunkowość. Najpierw zrobiłem licencjat na prestiżowej (przynajmniej na rynku regionalnym) uczelni ekonomicznej. Interesowałem się też od młodych lat programowaniem. Więc równolegle ze studiami mgr na Rachunkowości zacząłem robić licencjat na zupełnie nowym kierunku "Programowanie gier i aplikacji multimedialnych". To była krew, pot i łzy żeby utrzymać się jednocześnie i na w miarę dobrym poziomie (lepsi pracodawcy chcą nieraz wykazu ocen ze wszystkich lat studiów).W międzyczasie przygotowywałem młodszych kolegów do matury z matematyki za pieniądze i czasem dorabiałem. A to w wakacje 2 miesiące w zastępstwie księgowych. Dojeżdżałem 1,5 h w jedną stronę w te zeszłoroczne upały, wracałem do domu skrajnie wyczerpany. To nie pozwoliło mi się obronić mgr w zeszłym roku. Nie wyrobiłem z napisaniem pracy. Ale niedługo potem dorwałem pracę w banku jako doradca klienta. 1100 zł na rękę nie odliczywszy jeszcze kosztów typu dojazd, życie. Pracodawca spóźniał się z wynagrodzeniem. Niby kilka dni, ale dla mnie to zwykłe chamstwo. Każdy ma zobowiązania. Kiedyś zabrakło mi nerwów i gdy kierownik regionalny sprzedaży zapytał mnie czemu nie proponuję dodatków do sprzedaży trafił mnie szlag i powiedziałem, że mam to gdzieś skoro nie otrzymuję wynagrodzenia w terminie. Kiero od razu za telefon i dzwoni do franczyzobiorcy. Wzięli mnie na rozmowę, nastraszyli że albo odejdę za porozumieniem stron albo zwolnią mnie za "niewypełnianie obowiązków". Podziękowałem im za współpracę z kilku względów: psie pieniądze, masa nerwów, oboje z koleżanką byliśmy "z ulicy" a oni od razu kazali nam sprzedawać, obsługiwać kasę, pełno tam różnego rodzaju zabezpieczeń w tej placówce, masa biurokracji i my.. zieloni w tej branży. Daliśmy radę metodą prób i błędów ostatecznie. Ale ile kosztowało to nas nerwów tylko my wiemy. Niedługo potem siostra poleciła mnie w polskiej korporacji księgowej. Podobno zrobiłem dobre wrażenie, zatrudnili mnie. 1300 na czysto - 300 za paliwo. Atuty tej pracy: możliwość rozwoju, dużo szkoleń, no i praca w zawodzie. Na początek niezłe. Dowalili mi w pierwszym miesiącu 30 firm. Poszło mi dobrze. Uzyskałem świetne oceny. Dlatego w 2 miesiącu miałem już 60 firm. W tym czasie wszystko mi się pomieszało, za dużo informacji naraz. W dodatku ilość... zdarzyło się, że siedziałem tam do 4 nad ranem. Musiałem wracać taxi, przespać się dwie godziny do domu i z powrotem. To był największy "wpi*dol" jaki otrzymałem od pracodawcy. Inaczej tego nie można nazwać. Czułem ból fizyczny, kilkanaście godzin bez przerwy przy kompie. Gorszy był tylko ból psychiczny, chciałem zdążyć na czas (musiałem) chciałem sie utrzymać. Zwolnili mnie bo podałem informację klientom 20 a procesy mówią o 17. Po prostu nie wyrobiłem, tutaj również byłem zielony..musiałem sam sobie radzić, dolatywać i pytać koleżanek z zespołu, które również miały masę swoich firm, poza tym nikt im nie płacił za "douczanie" kogoś. A managerka miała to gdzieś. Teraz byłem na kolejnej rozmowie, napisałem test. Dostałem się. Wynagrodzenie 1600 na rękę, o połowę bliżej. Wszystko było by pięknie (nabyłem dużo doświadczenia w poprzedniej firmie na jednoosobowych działalnościach gospodarczych), ale tutaj są ... pełne księgi. Czyli znowu mi się będzie wszystko myliło, bo to jest bardzo podobne księgowanie, niemniej w wielu przypadkach na innych zasadach, dotyczy innej ustawy. No cóż, ważne że jest progres :-) Trochę boję się odpowiedzialności za ewentualne błędy, wszak nikt nie będzie mnie sprawdzał. Mam nadzieję, że po okresie próbnym dopiero (nie tak jak u poprzedniego pracodawcy). Powinienem też jeszcze szybciej się wdrożyć. Trochę się denerwuję, ale jestem dobrej myśli i mimo wszystko zmierzam w dobrym kierunku. Dodam jeszcze, ze znam angielski na stopniu średniozaawansowanym w pisaniu, mówieniu.Niemiecki w pisaniu średio, w mówieniu komunikatywnie. W dotychczasowym pracach nie były mi potrzebne.W przyszłości uderzę do lepszych marek, gdzie szanuje się ludzi. Ale na to jeszcze nie jestem gotowy. Muszę jeszcze podszkolić języki na bardzo dobry. To mój główny cel. Dlatego pracuje za psie pieniądze. Mimo to cenne doświadczenie stanowi wartość dodaną.Tak wygląda moje życie zawodowe, ucznia i studenta, który zawsze zaliczał się do klasowej czołówki, jeżeli chodzi o wyniki.Kiedyś wierzyłem w pewne ideały, ale życie już mnie nauczyło tego podejścia rodem z dżungli. Mam przewagę, bo opanowałem i doświadczyłem obu postaw życiowych. I nie zawaham się ich użyć by osiągnąć swój cel. Oczywiście nie mam na myśli dojścia do celu po trupach. Ogólnie wszędzie jest pełno cwaniaków, brak szacunku i masa głupoty wśród ludzi. A tym wszystkim zawiedzionym prymusów współczuję i życzę szczęścia, bo zawsze byli uczciwi, płacili za to cenę w nadziei że kiedyś sobie odbiją, dziś płacą kolejną, jeszcze większą.
~Pracowity
"...Owszem w urzędzie pracy dostałem kilka propozycji ale za 1.100 - 1.300 zł, co wywołało tylko uśmiech na mojej twarzy i podziękowałem; 5 lat szukania i nic...", no po prostu rozbawiło mnie to do łez. Pan "mgr Piotr" to raczej nigdy nie znajdzie pracy - jak by 5 lat temu zatrudnił się 1100 zł to "...Owszem w urzędzie pracy dostałem kilka propozycji ale za 1.100 - 1.300 zł, co wywołało tylko uśmiech na mojej twarzy i podziękowałem; 5 lat szukania i nic...", no po prostu rozbawiło mnie to do łez. Pan "mgr Piotr" to raczej nigdy nie znajdzie pracy - jak by 5 lat temu zatrudnił się 1100 zł to pewnie dziś zarabiał by 3 razy tyle. Zakładając średni wzrost przez 5 lat co rok do kwoty 3300 po 5 latach zarobił by przez ten czas ok. 130 tyś PLN - dużo to czy mało - pewnie zależy od oczekiwań, ale nie pracując i wisząc na garnuszku rodziców nie zarobił nic - proponuję nazwać Pana Piotra umownie Panem Nyrtek, Wiec Pan Nyrtek z pewnością się obrazi że On za takie grosze to robić nie będzie. Cóż lepiej nie mieć nic i stękać jaka to bieda i niesprawiedliwość społeczna. Widać mu kasa nie jest potrzebna - bo tak by poszedł i robił a nie stękał. Nikomu się nie chce pracować ale pensje prezesa KGH-emu by każdy chciał.
~jaaa
Zgadzam się, jednakże czasami warto poszukać innej opcji za lepsza kasę. Tylko że "odpadnięcie" z zawodu na 5 lat to w niektórych przypadkach wyrok na swoje wykształcenie. Wszystko idzie do przodu a Ty tkwisz z tym co umiałeś 5 lat temu!
~autor
Za przeproszeniem "debilu" trzeba mieć też odrobinę rozumu żeby pracować za 1000zł bo jeśli każdy by tak myślał to pracodawcy obcięli by pensje do 600zł i zgodnie z Twoją logiką "u mamusi tyle nie wysiedzi". Poza tym firma proponująca 1000zł nigdy nie podwyższy Ci zarobków o 300%!! fakt po 5 Za przeproszeniem "debilu" trzeba mieć też odrobinę rozumu żeby pracować za 1000zł bo jeśli każdy by tak myślał to pracodawcy obcięli by pensje do 600zł i zgodnie z Twoją logiką "u mamusi tyle nie wysiedzi". Poza tym firma proponująca 1000zł nigdy nie podwyższy Ci zarobków o 300%!! fakt po 5 latach zarabiał by z 1500. Obudź się w końcu.

Powiązane: Praca

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki