

W szkole byli prymusami, zawsze dostawali najlepsze oceny i pochwały od nauczycieli. Rodzice nigdy nie mieli z nimi problemów wychowawczych. Na studiach zwykle otrzymywali stypendium i wydawało się, że świat stoi przed nimi otworem. Tymczasem krótko po otrzymaniu dyplomu zderzyli się z szarą rzeczywistością rynku pracy. Najpierw zdziwieni, później sfrustrowani, w końcu zrezygnowani wciąż zadają sobie pytanie: dlaczego nie mogę znaleźć pracy?
Dyplom wyższej uczelni nie jest wyznacznikiem inteligencji, jednak posiadanie go z pewnością wpływa na to, jak postrzegamy swoje szanse na rynku pracy. Rzeczywistość bywa jednak brutalna i często okazuje się, że nawet ukończenie studiów z wyróżnieniem nie jest gwarancją zatrudnienia. Bezrobocie to często problem osób uznawanych powszechnie w swoim środowisku za inteligentne. Dlaczego więc tak trudno znaleźć im pracę?
Mam dyplom, jestem królem
Skończyłeś studia i nie możesz znaleźć pracy? Nie ty jeden. „Mnie zawsze namawiali rodzice, abym poszedł na studia, że bez nich będę kopał rowy itp. Posłuchałem ich, skończyłem studia ekonomiczne. Mam 28 lat już i nie mogę znaleźć pracy odpowiedniej do mojego wykształcenia i adekwatnego wynagrodzenia. Owszem w urzędzie pracy dostałem kilka propozycji ale za 1.100 - 1.300 zł, co wywołało tylko uśmiech na mojej twarzy i podziękowałem; 5 lat szukania i nic. Dobrze że moi rodzice pracują i mam za co się ubrać i co zjeść. Nie po to się uczyłem tyle, żeby oferowano mi takie nędzne warunki pracy. Koledzy z osiedla, co pokończyli zawodówki czy tylko gimnazja, znaleźli lepsze fuchy niż ja, magister ekonomi” napisał na jednym z forów internetowych użytkownik „mgr Piotrek”. To tylko jedna z historii ok. 230 tys. zarejestrowanych bezrobotnych legitymujących się wyższym wykształceniem. Dyplom już od dawna nie daje gwarancji zatrudnienia.
Można wręcz stwierdzić, że jeżeli wykształcenie byłoby miernikiem zaradności życiowej, to osoby, które skończyły studia wyższe, uznawane byłyby za życiowe ciamajdy. Z badania „Aktywność zawodowa i wykształcenie Polaków przeprowadzonego w zeszłym roku na zlecenie PARP wynika bowiem, że wśród osób szczycących się posiadaniem dyplomu, tylko 23,9 proc. pracuje w jakiejkolwiek firmie. Za to wśród osób, które zdały maturę, pracę ma 55,4 proc. Wykształceni mają też większy problem ze znalezieniem stałego etatu – ma go tylko 30,5 proc. badanych, podczas gdy wśród osób z maturą jest ich 61,4 proc.
Inteligentni idioci
Wykształcenie nie świadczy również o poziomie inteligencji. – Inteligencja może być różnie rozumiana. W psychologii mianem „inteligencji płynnej” określa się wysoką sprawność myślenia. Często jednak posiadanie wysokiego współczynnika inteligencji płynnej nie przekłada się na działania. Inteligencja może być też postrzegana przez pryzmat zaradności. W wielu firmach za inteligentne uważa się osoby, które radzą sobie w środowisku, w którym się znalazły. Ma to niewiele wspólnego z klasyczną umiejętnością myślenia i rozumowania, czyli przetwarzania dużej ilości danych w krótkim czasie – tłumaczy Karol Wolski, psycholog biznesu.
Skoro więc testy inteligencji są jedynie miernikiem tego, jak szybko i sprawnie działa nasz mózg, to nie są wystarczająco wiarygodne. Zwykle to otoczenie (znajomi, współpracownicy, klienci i pracodawcy) ocenia, czy jesteśmy bystrzakami, czy wręcz przeciwnie. Podobną diagnozę stawiamy sami sobie, między innymi na podstawie tego, jak postrzegają nas inni. Zdarza się przy tym, że popełniamy tzw. „błąd ślepej plamki” (org. Bias blind spot). To złożone zjawisko po raz pierwszy zaobserwowała Emily Pronin, psycholog z uniwersytetu Princeton. Przez polskich psychologów określany jest błędem lenistwa i pychy. Osoba, która go doświadcza, jest pewna, że to inni się mylą, ale ona zawsze ma rację. W praktyce polega to na niedostrzeganiu własnych braków, przy jednoczesnym przeszacowaniu wartości zalet, w relacji do innych osób. Wyolbrzymione mniemanie o sobie ma się nijak do posiadania rzeczywistych walorów, poszukiwanych przez pracodawców.
Kult ciężkiej pracy
Osoby, które całe szkolne życie wygrywały w olimpiadach naukowych, zdobywały wyróżnienia i dyplomy, są przyzwyczajone do tego, że aby coś osiągnąć, trzeba być cierpliwym. Wierzą, że „bez ciężkiej pracy nie ma kołaczy”. Chociaż to niesprawiedliwe, to często zdarza się tak, że do sukcesu łatwiej dojść na skróty. Bycie sprytnym pomaga, a bezczelność bywa postrzegana jest jako odwaga i kompetentność. Na dłuższą metę ta metoda się nie sprawdza, bo prawda o pracowniku prędzej czy później wyjdzie na jaw. Pracusiom nie zaszkodzi jednak od czasu do czasu uciec się do takich metod. Tylko… na czym one właściwie polegają? – Szefowie firm często ulegają tzw. efektowi aureoli. To uznawanie osób przystojnych, zadbanych i elegancko ubranych za mądrzejsze, lepiej wykwalifikowane. Oczywiście zależy, kto kogo ocenia, ale możemy sobie wyobrazić sytuację, że na rozmowę kwalifikacyjną wchodzi przystojny mężczyzna w garniturze i drugi – zaniedbany, w rozciągniętym swetrze. Nawet jeśli ten drugi jest inteligentniejszy, to pracodawcy często ulegną urokowi tego pierwszego. Jeśli w dodatku posiada on inteligencję emocjonalną, dzięki czemu łatwiej nawiązać mu nić porozumienia z drugą osobą, przemawiać i prezentować się w dobrym świetle, jego szanse dodatkowo wzrastają – opowiada Wolski.
Czy można poprawić te umiejętności, jeśli dotychczas ich nie nabyliśmy, bo poświęciliśmy większość życia nauce? – Trzeba się przełamać. Na prowadzonych przeze mnie warsztatach stosujemy ćwiczenie, które pomaga się otworzyć takim osobom. Dostają za zadanie wejście do restauracji w luksusowym hotelu i zamówienie wody, następnie wypicie jej przy stoliku, zapłacenie i wyjście. To ćwiczenie sprawia prawdziwą trudność osobom, które są wstydliwe i boją się, że inni ich oceniają. Warto robić takie eksperymenty, jeśli czujemy, że trudno się nam otworzyć przed ludźmi – radzi Wolski.
Uleganie złudzeniu na temat własnych umiejętności, podobnie jak lekceważenie kontaktów międzyludzkich, własnego wyglądu i tego, jak się prezentujemy, są niebezpieczne dla naszej kariery. Warto też pamiętać, że w dzisiejszych czasach każdy z nas jest własnym managerem i sprzedawcą swojego CV. Sami musimy zawalczyć o wymarzoną posadę, co wymagać będzie nierzadko dotarcia do odpowiednich osób, zaprezentowania się w jak najlepszym świetle, ale też wykazania się odpowiednią wiedzą. Jeżeli jesteś bystrzakiem, to z pewnością sobie poradzisz.
Justyna Niedbał
j.niedbal@bankier.pl



























































