Dziś kilka słów o zagranicy. Przeczytałem słowa prezydenta Francji Emmanuela Macrona o tym, by przyspieszyć reformy Unii Europejskiej i strefy euro. Spojrzałem jednocześnie na dane o inflacji w strefie. I ten drugi zestaw informacji wydał mi się istotniejszy dla oceny przyszłości strefy.


Inflacja w strefie euro nareszcie wzrosła i to do najwyższego poziomu od sześciu lat. Problem w tym, że dzieje się tak głównie przez drożejące paliwa, a fundamentalne procesy inflacyjne wciąż są bardzo przytłumione. I to jest najważniejszy czynnik utrudniający wyjście z marazmu, a nie brak reform.
Inflacja ogółem w strefie euro w październiku wyniosła do 2,2 proc. To najwyższy jej poziom od grudnia 2012 r. To dobrze, bo wyższa inflacja jest strefie potrzebna z dwóch powodów. Po pierwsze, z kryzysu zadłużeniowego trudno trwale wyjść bez wyższej inflacji, bo pozwala ona na szybsze obniżenie wskaźników zadłużenia. W sytuacji, w której masowa restrukturyzacja długów jest niemożliwa, jest to właściwie jedyny sposób by te wskaźniki obniżyć. Po drugie, strefa potrzebuje wyrównania konkurencyjności między centrum a peryferiami, czyli niższej inflacji na peryferiach niż centrum. Jest to znacznie łatwiejsze przy wyższej ogólnej inflacji, bo broni peryferia przed deflacją.
Czyli wyższa inflacja to dobry sygnał. Ale jest też łyżka dziegciu. I chyba ta łyżka jest tak duża, że wypełnia większą część słoika. Wzrost inflacji w strefie euro to m.in. zasługa wyższych cen paliw. Inflacja bazowa, nieuwzględniająca energii i żywności, która lepiej obrazuje fundamentalne procesy cenowe, jest bardzo niska – dużo niższa niż w czasach przedkryzysowych i niższa niż w Stanach Zjednoczonych. Wynosi zaledwie 1,1 proc. i choć wzrosła w październiku to utrzymuje się w stabilnym trendzie.
Dla porównania, w Stanach Zjednoczonych po kryzysie finansowym inflacja bazowa od 2011 r. ani razu nie spadła poniżej 1,5 proc. Amerykanie zdają sobie sprawę z ważnej roli stabilnej inflacji. Europejczycy mniej. Nie dlatego, że Europejczycy są głupsi, ale dlatego, że strefa euro nie jest jednym organizmem politycznym. Wysoka inflacja nie sprzyja oszczędzającym i kredytodawcom, czyli krajom centrum strefy. Dlatego EBC, mimo że teoretycznie jest niezależny, nie może sobie pozwolić na prowadzenie w pełni optymalnej polityki pieniężnej. Musi nie tylko dbać o stabilność cen, ale też w praktyce godzić różne interesy polityczne. Zgadza się na suboptymalną inflację w celu utrzymania jedności politycznej strefy.
Politycy europejscy dużą mówią o reformach i wzmocnieniu integracji, ale zjednoczenie jest na razie tylko w sferze werbalnej.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.























































