W Paryżu podczas demonstracji poparcia dla ruchu licealistów we wtorek po południu policja użyła armatek wodnych i doszło do starć z aktywistami tzw. black blocks. Związki zawodowe CGT wezwały do kolejnych akcji 5 listopada.


Telewizja BFMTV podała, że dwa pochody, które wyruszyły z dwóch różnych punktów spotkały się na placu Vauban i zaczęły się rozchodzić. Jednak sytuacja zaostrzyła się na bulwarze Inwalidów i policja użyła armatek wodnych. Doszło do starć między oddziałami policji CRS, przeznaczonymi do tłumienia zamieszek i grupami tzw. black blocks (zwykle określa się tak grupy anarchistyczne czy antykapitalistyczne stosujące taktykę o tej nazwie-PAP).
Paryskie demonstracje rozpoczęły się po godz. 14. Z dwóch różnych punktów wyruszyły pochody, które na koniec miały się połączyć. Wśród uczestników byli politycy skrajnie lewicowej partii Francja Nieujarzmiona (LFI), w tym jej szef i kandydat na prezydenta w przyszłorocznych wyborach Jean-Luc Melenchon. Został on powitany oklaskami.
W jednym z tych pochodów, który wyruszył spod budynku ratusza w centrum miasta, pojawiły się hasła wrogie policji, a także oskarżenia pod adresem prezydenta Emmanuela Macrona.
Macron i jego policja prowadzą z nami wojnę - głosił napis na jednym z plakatów.
W pierwszych godzinach manifestacji uczestnicy pochodu zmusili do odejścia agresywną grupę, która próbowała podpalić samochód. Do tej konfrontacji doszło pod okiem policji, która obserwowała scenę z pewnej odległości.

Tymczasem minister spraw wewnętrznych Laurent Nunez, który we wtorek odpowiadał w parlamencie na pytania posłów, ponownie bronił działań policji. - Kiedy demonstracje przebiegają w sposób pokojowy, policja nie prowadzi zatrzymań. Dochodzi do nich w razie nadużyć, gwałtownego przebiegu wypadków - przekonywał Nunez.
Obecna na paryskiej demonstracji szefowa związków zawodowych CGT Sophie Binet poinformowała, że związki chcą, by kolejne demonstracje i strajki, łączące różne postulaty, odbyły się 5 listopada. Chodzi o to, by „zmusić rząd do odpowiedzi na nasze żądania” - powiedziała Binet w wywiadzie dla telewizji BFMTV. Wśród tych postulatów wymieniła m.in. wycofanie się przez rząd z oszczędności budżetowych.
Wcześniej we wtorek ministerstwo edukacji poinformowało, że od początku protestów licealistów rannych zostało ponad 100 pracowników oświaty, w tym 20 - w miniony poniedziałek.
MSW: Ponad 161 tys. osób wzięło udział w demonstracjach poparcia dla licealistów
Ponad 161 tys. osób wzięło udział we wtorek w organizowanych we Francji demonstracjach poparcia dla licealistów - podało MSW w Paryżu. Organizatorzy (organizacje licealne i studenckie) podali znacznie wyższą liczbę - 480 tys. osób obecnych na zgromadzeniach w całym kraju.
Według danych MSW w liczbie 161,5 tys. uczestników protestów są manifestanci biorący udział w dwóch pochodach w Paryżu; ich liczbę ministerstwo oszacowało na 41,5 tys. Dla porównania, 6 października w analogicznych demonstracjach wzięło udział 266 tys. osób według władz, a według organizatorów - 450 tysięcy.
We wtorek 11 tys. osób demonstrowało w Lyonie; dane te podała tamtejsza prefektura. W Marsylii policja podała liczbę 3800 uczestników demonstracji, a związek zawodowy CGT poinformował o 35 tys. Demonstracja w Rennes zgromadziła według władz 7300 uczestników. Protesty odbyły się także w: Bordeaux, Nantes i Strasburgu.
Organizacje młodzieży obecne na wtorkowej demonstracji w Paryżu wezwały, by w najbliższą sobotę, 17 października, przyłączyć się do akcji zapowiedzianych przez ruch żółtych kamizelek. Będą to zgłoszone władzom demonstracje i blokady.
Z Paryża Anna Wróbel (PAP)
awl/ kj/































































