REKLAMA
TYLKO U NAS

Kwieciński: Nie dostałem propozycji, która zrekompensowałaby budżetowi utrzymanie tzw. 30-krotności

2019-11-06 06:01
publikacja
2019-11-06 06:01

Jak dotąd znikąd nie pojawiła się propozycja, która zrekompensowałaby budżetowi utrzymanie limitu 30-krotności składek na ZUS - powiedział PAP minister finansów, inwestycji i rozwoju Jerzy Kwieciński. Dodał, że skutkiem utrzymania limitu będzie konieczność znalezienia dodatkowych dochodów albo redukcja wydatków o 5 mld zł.

fot. Wojciech Górski / / FORUM
Minister podkreślił, że ponad 5 mld zł przychodów z tytułu zniesienia limitu 30-krotności zostało wpisane do ustawy budżetowej na 2020 rok i projekt ten przyjęła Rada Ministrów. "Ja ten projekt podpisałem i zdania nie zmieniam. Do Sejmu trafia rządowe przedłożenie i w parlamencie będę reprezentował stanowisko całego rządu" - wskazał. Przypomniał też, że zniesienie limitu zostało wpisane do Wieloletniego Planu Finansowego przekazanego do Komisji Europejskiej.

Wskazał, że z obowiązujących zasad budżetowych wynika, że rezygnacja z jednego źródła dochodu do budżetu, oznacza konieczność znalezienia nowych, lub ograniczenia wydatków. Dodał, że to nawet nie jest tylko sama kwestia zwiększenia deficytu, ale zgodności budżetu z ustawą o finansach publicznych.

Podkreślił, że ostateczną decyzję na temat kształtu przyszłego budżetu podejmie już nowy Sejm. Dlatego też konieczne jest ponowne przekazanie do Sejmu projektu ustawy budżetowej przez rząd po ukonstytuowaniu się nowej Rady Ministrów.

"Jeżeli chcielibyśmy wprowadzić zmiany podatkowe, które miałyby w przyszłorocznym budżecie zrekompensować utratę wpływów ze zniesienia limitu 30-krotności, to powinny one zostać ogłoszone do końca listopada i przeprowadzone przez proces legislacyjny do końca bieżącego roku" - powiedział. Zaznaczył jednak, że propozycje, które do tej pory zgłoszono, nie wystarczą na "załatanie dziury, która może wynieść znacznie ponad 5 mld zł”.

Wskazał, że jednym z takich pomysłów jest np. ograniczenie szarej strefy w gospodarce zużytymi olejami. Powiedział, że "były na ten temat rozmowy na poziomie rządu, ale propozycja ta nie weszła jeszcze w tzw. tryb operacyjny". Zaznaczył też, że wpływy do budżetu wynikające z wprowadzenia regulacji w gospodarowaniu "przepracowanymi olejami", to ok. 400-500 mln zł, a więc "nadal co najmniej 10 razy mniej niż wyniosłaby dziura w budżecie po utrzymaniu limitu 30-krotności".

Poproszony o opinię na temat pomysłu wprowadzenia tzw. congestion tax, czyli podatku od supermarketów, o którym mówiła w jednej z rozgłośni radiowych szefowa resortu przedsiębiorczości i technologii Jadwiga Emilewicz, powiedział, że "pani minister Emilewicz wycofała się z tego pomysłu, więc pozostał on w sferze ekonomicznej publicystyki".

Z kolei zapytany o możliwość wprowadzenia podatku od tzw. niezdrowej żywności, wskazał, że jest to pomysł analizowany od lat przez różne środowiska, ale nie jest on "wpisany w żadną ustawę". Dopytywany o to, czy jest zwolennikiem wprowadzenia takiej daniny wskazał, że jego osobiste poglądy nie mają większego znaczenia. "Muszę na to przede wszystkim patrzeć chłodno (...) analizować, jakie będą konsekwencje wprowadzenia takiego podatku nie tylko dla budżetu, ale też dla gospodarki". Dodał, że tak samo jest ze zniesieniem limitu 30-krotności, "niezależnie od tego, co prywatnie myślę o zmienności prawa dla przedsiębiorców".

Kwieciński nie zgodził się z sugestiami niektórych ekonomistów, którzy twierdzą, że decyzja o zniesieniu limitu negatywnie odbije się na kasie państwa za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, ponieważ będzie ono musiało wypłacać osobom najlepiej dziś zarabiającym bardzo wysokie emerytury. Podkreślił, że z prognoz wynika, że „planowane wypłaty emerytur w stosunku do prognoz dotyczących PKB brutto będą w przyszłości maleć. Dodał, że „nasz system (emerytalny) to nie jest taki system, jak w przypadku ubezpieczeń prywatnych. "Państwo przejmuje na siebie zobowiązania względem emerytur i wypłaca je wtedy, gdy one następują” - powiedział.

Zapytany o możliwość zmiany reguły wydatkowej, tak by była ona bardziej elastyczna (obecnie górny limit wydatków jest obliczany na podstawie prognozowanego wskaźnika inflacji powiększonego o 1 punkt procentowy - PAP), Kwieciński powiedział, że "powinnyśmy bacznie obserwować jej działanie, analizować skutki i na ten temat dyskutować". Nawiązując do wypowiedzi członka Rady Polityki Pieniężnej Łukasza Hardta, który w rozmowie z PAP zasugerował, że regułę wydatkową w Polsce należałoby "uczynić bardziej elastyczną i przyjazną cyklicznie”, minister finansów powiedział, że potrzebny jest stały monitoring i analiza tego, jak dobrze reguła funkcjonuje przede wszystkim dla finansów publicznych, ale i dla gospodarki.

"Na stabilizującą regułę wydatkową trzeba patrzeć nie jak na jarzmo tylko jak na mechanizm pozwalający na osiągniecie celów, m.in. takich jak niski deficyt sektora czy zadłużenie państwa – sektora rządowego i samorządowego – względem PKB. Tych celów się trzymamy, pytanie tylko, czy my dobrze definiujemy te cele" - wskazał. Zaznaczył, że obecnie, gdy mamy relatywnie tani pieniądz, a zadłużenie do PKB szybko spada, (...), to powinniśmy zastanowić się, czy nie powinnyśmy tego faktu wykorzystać i większego akcentu położyć na tzw. cele rozwojowe.

Projekt ustawy budżetowej na 2020 rok jest obecnie w Sejmie, ale trafił tam jeszcze przed wyborami. W myśl przepisów musi być tam ponowne przekazany przez nowy rząd. Zgodnie z Konstytucją, od momentu wpływu projektu do Sejmu, parlament ma cztery miesiące na przedłożenie budżetu prezydentowi. Jeśli tego nie zrobi, prezydent ma prawo rozwiązać Sejm.

Zgodnie z projektem budżetu dochody i wydatki wyniosą po 429,5 mld zł, co oznacza, że w przyszłym roku w kasie państwa nie będzie deficytu. Założono, że deficyt sektora finansów publicznych (według metodologii unijnej) ukształtuje się na poziomie 0,3 proc. PKB. Projekt zakłada zniesienie limitu 30-krotności prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, dotyczącego składek na ZUS. Chodzi o limit dochodów, po przekroczeniu którego przestaje się płacić składki na ZUS. Zmiana ta oznacza dodatkowe dochody w kwocie 5,1 mld zł netto.

Przyjęto wzrost PKB (w ujęciu realnym) o 3,7 proc., średnioroczną inflację w wysokości 2,5 proc., wzrost przeciętnego rocznego funduszu wynagrodzeń w gospodarce narodowej oraz emerytur i rent o 6,3 proc., wzrost spożycia prywatnego o 6,4 proc.

Na prognozowane dochody mają mieć wpływ m.in. wzrost gospodarczy, przewidywany wzrost inflacji, a także efekt już wdrożonych i aktualnie przygotowywanych zmian systemowych dotyczących dalszego uszczelnienia systemu podatkowego.

Autor: Ewa Wesołowska, Marcin Musiał

Źródło:PAP
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (12)

dodaj komentarz
silvio_gesell
Wystarczy zlikwidować Belkę co zabierze budżetowi -3mld, a przychody z innych podatków wzrosną o wielokrotność tej wartości. Nie znam bardziej szkodliwego podatku.
bt5
Do zennon. Właśnie tym rzecz że dla biedaka z 1000 zł dochodu to 190 zł jest poważną kwotą. A dla zarabiajacego million jak mu zostanie 810.000 zł to z tego może spokojnie odpalić większą dolę na państwo i specjalnie nie zbiednieje. W normalnych krajach czyli wysokorozwiniętych dobrze zarabiający oddają 50% plus 2-3% od wartości Do zennon. Właśnie tym rzecz że dla biedaka z 1000 zł dochodu to 190 zł jest poważną kwotą. A dla zarabiajacego million jak mu zostanie 810.000 zł to z tego może spokojnie odpalić większą dolę na państwo i specjalnie nie zbiednieje. W normalnych krajach czyli wysokorozwiniętych dobrze zarabiający oddają 50% plus 2-3% od wartości domów które mają. System liniowy gdzie biedota postanowiła wywieszać bogatych na linach jest w Chile. Jak tylko spadnie koniunktura w Polsce i budżet państwa się rozsypie jak domek z kart to nastanie w Polsce wariant chilijski. Póki co biedota w Polsce żyje nadzieją kupienia czegoś na kredyt , zarobku za granicą. Ale za chwilę te nadzieje okażą się mrzonkami.
rythonie
To niech biedota ruszy swoje cztery litery i zacznie zarabiać pieniądze jak chcą im więcej. Nikt im nie broni.
cowabunga
I napiszę jeszcze raz to samo - cały czas jest jeszcze moment aby założyć firmę w Estonii i przejść na B2B , wtedy drogie dzieci będziecie mogły pocałować misia w doope. Akurat dostaniecie te 5 miliardów ...
sammler
Ja mam pomysł, który chyba większość osób by przełknęła, a i medialnie dałoby się to sprzedać: obniżenie części składki zdrowotnej, którą można odliczyć od PIT. Zamiast 7,75/9 niech będzie np. 7/9. Dalsze obniżanie - do np. 6/9 - może wywołać protesty kręgów kościelnych, więc na 7/9 poprzestańmy.

Dla tutejszych hejterów specjalne
Ja mam pomysł, który chyba większość osób by przełknęła, a i medialnie dałoby się to sprzedać: obniżenie części składki zdrowotnej, którą można odliczyć od PIT. Zamiast 7,75/9 niech będzie np. 7/9. Dalsze obniżanie - do np. 6/9 - może wywołać protesty kręgów kościelnych, więc na 7/9 poprzestańmy.

Dla tutejszych hejterów specjalne wyjaśnienie: napisałem to ze zwykłego pragmatyzmu. Kasę i tak będą musieli znaleźć, więc lepiej niech szukają jej tam, gdzie cała operacja będzie możliwie bezbolesna prawie dla każdego (każdy zapłaci trochę więcej, ale za to tylko trochę). Oczywiście możemy sobie tu dywagować o ograniczeniu 500+ itp., ale ja wolę rozmawiać o rzeczach realnych. Bajki opowiada się dzieciom na dobranoc.
marianpazdzioch
Jacy się księgowi zrobili.... komedia. Rozwalają setki miliardów na lewo i prawo, a tu nagle załamywanie rąk nad 5 mld.
jarekzbyszek
5 mld zł przychodów z tytułu zniesienia limitu 30-krotności - powinno być z tabelki w Excelu. Podniesienie obowiązkowych świadczeń nie musi oznaczać większych wpływów.
bt5
Do wrazicki. To lemingi i lewiatany najbardziej parli do włączenia Polski do Unii, " bo jak nie unia to Białoruś". A było wiedzieć że wejscie do Unii wiąże się z rozbudową biurokracji. Ta biurokracja w Polsce zwłaszcza jeśli chodzi o inspekcje i kontrole jest mikra w porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich. Prowadziłem Do wrazicki. To lemingi i lewiatany najbardziej parli do włączenia Polski do Unii, " bo jak nie unia to Białoruś". A było wiedzieć że wejscie do Unii wiąże się z rozbudową biurokracji. Ta biurokracja w Polsce zwłaszcza jeśli chodzi o inspekcje i kontrole jest mikra w porównaniu do krajów zachodnioeuropejskich. Prowadziłem z powodzeniem firmę przed Unią , a dziś w czasach biurokracji i mega papierologi nie jestem w stanie. Ale ja głosowałem przeciw wejsciu do Unii. A ci entuzjaści Unii teraz płacić i nie marudzić. Zdecydowanie za mało chodzi inspekcja pracy w Polsce żeby wyłapywać cudzoziemskich szwarcarbajterów. Na zachodzie kontrole miałem co tydzień.
wrazicki
Do @bt5:
Dawno nie czytałem takich bzdur...
Sprawiedliwość jest wtedy gdy wszyscy są równo traktowani. Trzeba zmniejszyć wydatki na ogromny aparat urzędniczy. Pozwolenia, zezwolenia, pełno przepisów z wyjątkami i różnymi przypadkami. Trzeba upraszczać reguły gry, zmniejszać obciążenia.
bt5
Każdy rozwinięty kraj utrzymuje się z podatków progresywnych gdzie kto więcej zarabia tym ma wyższą stopę opodatkowania. Na dodatek bogole w normalnych krajach bulą słony kataster. Tak jest to s*******o ale obdzieranie ze skóry biednych niezaradnych jest 10x większym s*******em. A państwo z czegoś musi utrzymać armię, policję Każdy rozwinięty kraj utrzymuje się z podatków progresywnych gdzie kto więcej zarabia tym ma wyższą stopę opodatkowania. Na dodatek bogole w normalnych krajach bulą słony kataster. Tak jest to s*******o ale obdzieranie ze skóry biednych niezaradnych jest 10x większym s*******em. A państwo z czegoś musi utrzymać armię, policję , oświatę - any robole nie byli analfabetami, służbe zdrowia - aby jak w dawnych wiekach zarazy co rusz nie zabierały 1/2 ludości. Nieopodatkowywanie bogatych prędzej czy pózniej kończy się wariantem chilijskim gdzie wybuch zdesperowana biedotę.

Powiązane: Budżet 2020

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki