Władze Turcji podejmą odpowiednie kroki po decyzji o samorozwiązaniu Partii Pracujących Kurdystanu (PKK), by zapewnić płynność procesowi budowy państwa wolnego od terroru - zapewnił w poniedziałek Fahrettin Altun, rzecznik prezydenta Recepa Tayyipa Erdogana.


Wcześniej tego dnia PKK, uznawana za organizację terrorystyczną m.in. przez Turcję, UE i USA, ogłosiła decyzję o złożeniu broni i samorozwiązaniu. Do zaprzestania walk wezwał w lutym więziony od ponad 25 lat lider organizacji, Abdullah Ocalan.
"Turcja słono zapłaciła, poświęcając swoje dzieci dla dobra ojczyzny. W końcu, po ponad 40 latach, dożyliśmy tego dnia" - napisał na platformie X Altun, komentując decyzję władz PKK. "Republika Turcji wykorzysta całą swoją wiedzę, potencjał i zasoby, aby stworzyć środowisko, w którym panować będą pokój i stabilność" - dodał.
Decyzja PKK została również pozytywnie przyjęta przez największe prokurdyjskie ugrupowanie polityczne Turcji, Ludową Partię Równości i Demokracji (DEM). Jej posłanka, Pervin Buldan, powiedziała w rozmowie ze stacją Haberturk, że "po latach bezproduktywnych starań w końcu znaleźliśmy się w momencie pełnym nadziei".
PKK ogłosiła w poniedziałek, że ich walka odniosła sukces i "zatrzymała politykę unicestwiania naszego ludu oraz doprowadziła kwestię kurdyjską do punktu rozwiązania jej poprzez politykę demokratyczną".
Lider PKK wezwał pod koniec lutego członków organizacji do złożenia broni. Kilka dni później grupa ogłosiła jednostronnie zawieszenie broni, mające "utorować drogę do wprowadzenia w życie wezwania przywódcy do pokoju i utworzenia (w Turcji) społeczeństwa demokratycznego".
PKK rozpoczęła działania zbrojne przeciwko Ankarze w 1984 r. W trwającej 40 lat wojnie zginęło ok. 40 tys. osób. Walki, poza samą Turcją, prowadzono też w sąsiednich Iraku i Syrii. Schwytany w Kenii w 1999 roku Ocalan jest więziony na wyspie położonej na południe od Stambułu.
Poprzednią próbę rozmów pokojowych między PKK a Ankarą rozpoczęto ponad 10 lat temu. W 2013 r. Ocalan wezwał swoich bojowników do zawieszenia broni. Krótkotrwały rozejm załamał się w 2015 r. po ataku PKK na tureckich policjantów. Atak był odpowiedzią na zarzucaną Ankarze współpracę z Państwem Islamskim (IS), które przeprowadziło zamach samobójczy w Suruc na południu Turcji.
Część tureckich komentatorów zwróciła uwagę, że poprzez rozpoczęcie procesu pokojowego prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan chce pozyskać poparcie kurdyjskich deputowanych dla wprowadzenia zmian w konstytucji, umożliwiających przedłużenie jego władzy. Obecna kadencja Erdogana na stanowisku głowy państwa - według obowiązujących przepisów - jest ostatnią. Kolejne wybory prezydenckie zaplanowano na 2028 rok.
Ekspertka: Erdogan chce, by Kurdowie wsparli jego starania o przedłużenie rządów
Wspierając turecko-kurdyjski proces pokojowy, prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan chce pozyskać głosy Kurdów, które pomogłyby mu w zmianie konstytucji i umożliwiły kolejną kadencję na stanowisku - powiedziała PAP Meghan Bodette z think tanku Kurdish Peace Initiative.
Partia Pracujących Kurdystanu (PKK) ogłosiła w poniedziałek zakończenie 40-letniego powstania zbrojnego przeciwko władzom Turcji. Decyzja zapadła po apelu więzionego lidera PKK Abdullaha Ocalana o złożenie broni. Pod koniec 2024 roku Devlet Bahceli, lider nacjonalistycznej Partii Narodowego Działania (MHP) i sojusznik prezydenta Erdogana, wezwał PKK do zakończenia walk.
Komentując polityczny kontekst decyzji PKK i wspieranego przez tureckie władze nowego procesu pokojowego, rozmówczyni PAP zwróciła uwagę, że "Ankara od dekad wiedziała, że kwestii kurdyjskiej nie da się rozwiązać wyłącznie środkami militarnymi".
"Obecnie Erdogan jest zainteresowany konsolidacją władzy i utrwaleniem swojego dziedzictwa. Aby ubiegać się o kolejną kadencję prezydencką, musi zmienić konstytucję. Zakończenie konfliktu z PKK mogłoby zapewnić mu poparcie partii prokurdyjskich i ich wyborców w tych staraniach" - wyjaśniła Bodette.
Mówiąc o środowisku międzynarodowym i jego wpływie na proces pokojowy, analityczka zauważyła, że "Turcja martwi się wpływami Izraela i potencjalną niestabilnością w Iranie". "Ankara chce się upewnić, że w tak niestabilnej sytuacji będzie miała Kurdów po swojej stronie. Wielkie znaczenie ma też w tym kontekście upadek reżimu Baszara al-Asada w Syrii, bo przyszłość syryjskich Kurdów jest bezpośrednio związana z kwestią kurdyjską w Turcji" - powiedziała.
Jak podkreśliła, "ogłoszenie rozbrojenia to początek procesu, a nie jego koniec". Na pytanie, czy decyzja liderów PKK będzie respektowana przez jej dowódców w terenie, odparła, że "PKK jest wysoce zorganizowaną i zdyscyplinowaną organizacją, która z dużym prawdopodobieństwem będzie przestrzegać rozkazów swoich przywódców".
"Rozbrojenie w praktyce będzie wymagało pewnego rodzaju procesu amnestii, w którym zdemobilizowani członkowie PKK będą mogli wrócić do domu lub udać się na wygnanie. Zmiany polityczne w celu zagwarantowania praw Kurdów w Turcji będą jeszcze bardziej złożone i zajmą jeszcze więcej czasu. Jak we wszystkich procesach pokojowych, (tak i tu) istnieje wielki potencjał do zaprzepaszczenia dotychczasowych postępów" - przestrzegła rozmówczyni PAP.
W ramach najnowszych wysiłków pokojowych PKK podnosiła postulat uwolnienia jej lidera, który od 1999 roku odsiaduje wyrok dożywocia w więzieniu na wyspie na Morzu Marmara. "Grupa oczekuje, że Ocalan poprowadzi proces polityczny, który nastąpi po zakończeniu walki zbrojnej. Chociaż jest mało prawdopodobne, by rząd go uwolnił, Ocalan może zostać umieszczony w areszcie domowym lub otrzymać lepsze warunki, które pozwolą mu komunikować się ze zwolennikami i kurdyjskimi politykami" - powiedziała Bodette.
Odnosząc się do stosunku kurdyjskiej ludności Turcji do ostatnich wysiłków na rzecz zakończenia konfliktu PKK z rządem, badaczka zaznaczyła, że "każdy krok na drodze do pokoju, sprawiedliwości i równych praw (Kurdów i Turków - PAP) zostanie powitany z radością".
"Jeśli rozbrojenie PKK doprowadzi do uwolnienia więźniów politycznych, zakończenia represji wobec legalnej polityki prokurdyjskiej oraz prawnych gwarancji praw i tożsamości Kurdów, z pewnością zostanie to przyjęte z zadowoleniem" - oceniła.
Analityczka ostrzegła jednak, że "jeśli Turcja będzie nadal uciskać kurdyjską ludność cywilną mimo zakończenia wojny, prawdopodobnie powstanie inna grupa, która zajmie miejsce PKK i będzie reprezentować Kurdów, którzy czują się w Turcji prześladowani".
Erdogan: oczekujemy, że złożenie broni przez PKK obejmie też Irak, Syrię i Europę
Oczekujemy, że decyzja o samorozwiązaniu i złożeniu broni przez Partię Pracujących Kurdystanu (PKK) poza Turcją obejmie też Irak, Syrię i Europę - powiedział w poniedziałek prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan.
Prezydent Erdogan określił decyzję PKK jako "ważny krok, który będzie przez Ankarę uważnie monitorowany". "Wraz z całkowitym wyeliminowaniem terroru i przemocy otworzą się drzwi nowej ery w każdej dziedzinie, a szczególnie w zakresie wzmocnienia demokratycznego potencjału naszej polityki" - powiedział prezydent podczas posiedzenia rządu w Ankarze.
PKK ogłosiła w poniedziałek zakończenie 40-letniego powstania zbrojnego przeciwko władzom Turcji. Decyzja zapadła po apelu więzionego lidera PKK Abdullaha Ocalana o złożenie broni. Pod koniec 2024 roku Devlet Bahceli, lider nacjonalistycznej Partii Narodowego Działania (MHP) i sojusznik Erdogana, wezwał PKK do zakończenia walk.
W ostatnich latach toczono je przede wszystkim na północy Iraku, w autonomicznym Regionie Kurdystanu, gdzie zarówno PKK, jak i Turcja utrzymują swoje bazy wojskowe. Turcja podjęła też szereg ofensyw przeciwko Kurdom syryjskim, których uważa za filię PKK. Kurdyjskie Ludowe Jednostki Samoobrony (YPG) działające na północy Syrii są głównym sojusznikiem USA w walce przeciwko rozproszonym już komórkom dżihadystycznego Państwa Islamskiego (IS).
Syryjscy Kurdowie odrzucają powiązania z PKK. Mazlum Abdi, dowódca Syryjskich Sił Demokratycznych (SDF), których trzon stanowią oddziały YPG, powiedział wcześniej w tym roku, że ewentualne rozwiązanie PKK będzie dotyczyło wyłącznie tej organizacji, ale "w żadnym wypadku nas w Syrii". W marcu Abdi podpisał z rządem w Damaszku umowę o włączeniu SDF w powstające instytucje Syrii.
PKK napisała w opublikowanym w poniedziałek komunikacie, że jej walka zakończyła się sukcesem i "zatrzymała politykę unicestwiania naszego ludu oraz doprowadziła kwestię kurdyjską do punktu rozwiązania jej poprzez politykę demokratyczną". "Wszelka działalność prowadzona pod szyldem PKK została zatem zakończona" - dodano.
Erdogan skomentował też w poniedziałkowym wystąpieniu przed rządem nadchodzące rozmowy pokojowe Rosji i Ukrainy w Stambule. "Turcja stała się krajem, który świat postrzega jako kluczowego aktora dyplomacji pokojowej" - zaznaczył prezydent.
"Rozmawiałem z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim. W zeszłym tygodniu omawialiśmy tę kwestię z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Popieram starania mojego przyjaciela (Trumpa) o rozwiązanie konfliktów poprzez dialog i dyplomację" - powiedział Erdogan.
"Turcja jest gotowa wnieść swój wkład do czwartkowych rozmów pokojowych rosyjsko-ukraińskich w Stambule i chętnie będzie ich gospodarzem" - zapewnił polityk. Erdogan dodał, że wierzy, że ta szansa "nie zostanie zmarnowana".
Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ akl/


























































