Iran jest najbliżej broni jądrowej, Arabia Saudyjska buduje własny program nuklearny, a pod względem technologicznym zaskakują Japonia i Niemcy.


Klub jądrowy liczy obecnie zaledwie dziewięciu członków, jednak architektura bezpieczeństwa, która przez dekady powstrzymywała jego rozszerzanie, chwieje się w posadach. Iran dysponuje najbardziej zaawansowanymi zdolnościami spośród państw nieposiadających broni jądrowej, Arabia Saudyjska uruchamia cywilny program nuklearny, a Korea Południowa i Japonia testują trwałość amerykańskiego parasola atomowego. Jeśli jednak spojrzeć wyłącznie na technologię, największym zaskoczeniem okazują się Japonia i Niemcy.
Kto mógłby zbudować bombę najszybciej?
Na pierwszy rzut oka najbardziej prawdopodobnym kandydatem na kolejne mocarstwo jądrowe jest Iran: dysponuje wiedzą nuklearną, technologią rakietową oraz wyprodukował już znaczne ilości wysoko wzbogaconego uranu. Irańska bomba mogłaby całkowicie zmienić kalkulacje Arabii Saudyjskiej, która właśnie kładzie podwaliny pod własny program jądrowy.
Jednak gdy zapytaliśmy eksperta ds. bezpieczeństwa jądrowego Miroslava Gregoriča, byłego dyrektora w Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (MAEA), które kraje w razie decyzji politycznej miałyby pod względem technicznym najprostszą drogę do broni jądrowej, przedstawił zaskakujący ranking.
– Gdybym miał ułożyć kolejność, pierwsi byliby Japończycy, drudzy Niemcy, trzecia Korea Południowa, a Arabia Saudyjska znalazłaby się na samym końcu – wskazuje Gregorič.

Kraje, które technicznie najłatwiej mogłyby wyprodukować broń jądrową, nie są więc koniecznie tymi, które z największym prawdopodobieństwem rzeczywiście to zrobią.
"Klub atomowy" to dziś dziewięciu elitarnych członków
Na początku tego roku USA, Rosja, Chiny, Francja, Wielka Brytania, Indie, Pakistan, Korea Północna oraz Izrael posiadały łącznie około 12 187 głowic jądrowych – szacuje Sztokholmski Międzynarodowy Instytut Badań nad Pokojem (SIPRI). Stany Zjednoczone i Rosja kontrolują około 86 proc. tego arsenału.
Pięć państw – USA, Rosja, Chiny, Francja i Wielka Brytania – posiada status państw jądrowych na mocy Układu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT). Indie, Pakistan i Izrael nigdy do niego nie przystąpiły, a Korea Północna się z niego wycofała.
| "Klub atomowy" | |||
|---|---|---|---|
| Państwo | Głowice jądrowe (2026)* | Pierwszy test jądrowy | Status wg NPT |
| Rosja | 5 459 | 1949 | Państwo jądrowe |
| USA | 5 177 | 1945 | Państwo jądrowe |
| Chiny | 620 | 1964 | Państwo jądrowe |
| Francja | 290 | 1960 | Państwo jądrowe |
| Wielka Brytania | 225 | 1952 | Państwo jądrowe |
| Indie | 180 | 1974 | Poza NPT |
| Pakistan | 170 | 1998 | Poza NPT |
| Izrael | 90 | brak potwierdzonego testu | Poza NPT |
| Korea Północna | 50 | 2006 | Wycofała się z NPT |
Szacunki SIPRI. Źródło: SIPRI
Kto w kolejce? Iran - Nie wiemy, ale możemy spekulować
Iran pozostaje najbardziej wyrazistym przykładem państwa stojącego na progu atomowym. Przed ubiegłorocznymi amerykańskimi i izraelskimi atakami na irańskie obiekty nuklearne MAEA potwierdziła obecność około 440,9 kg uranu wzbogaconego do 60 proc.
Nie jest to jeszcze uran o czystości militarnej (ok. 90 proc.), jednak przy poziomie 60 proc. zdecydowana większość skomplikowanego procesu separacji została już zrealizowana. Nawet posiadanie wystarczającej ilości materiału rozszczepialnego nie oznacza gotowej bomby: konieczna jest budowa samego ładunku, opracowanie funkcjonalnej głowicy bojowej oraz niezawodnych systemów dowodzenia i kontroli zapobiegających przypadkowej detonacji.
Po uderzeniach kluczowe pytanie brzmi: co właściwie zostało z irańskiego programu?
– Nie wiemy. Możemy jedynie spekulować – przyznaje Gregorič.
MAEA utraciła ciągłość monitorowania części programu, niejasny pozostaje także los wcześniej wyprodukowanego wysoko wzbogaconego uranu. Naloty nie mogły jednak wymazać samej wiedzy.
– Irańczycy wciąż mają know-how. Ich baza naukowców i inżynierów jądrowych jest znacznie większa niż u większości arabskich sąsiadów. Nie wszystkie zakłady zostały zniszczone – ostrzega Gregorič.
Do zbliżonych wniosków dochodzą analizy Arms Control Association: infrastrukturę fizyczną można zniszczyć, lecz wiedzy o produkcji i eksploatacji wirówek nie da się zlikwidować nalotami.
Arabia Saudyjska? Jeśli Iran zdobędzie broń, to Saudowie też
To właśnie Iran stanowi główny powód, dla którego należy uważnie przyglądać się Arabii Saudyjskiej.
22 lipca USA i Królestwo podpisały porozumienie o pokojowej współpracy nuklearnej (tzw. 123 Agreement), które otwiera drogę do realizacji saudyjskiego cywilnego programu jądrowego na szeroką skalę.
Dokument nie wyklucza przyszłego wzbogacania uranu na terytorium Arabii Saudyjskiej. Po przeprowadzeniu dwuletniego wspólnego studium Waszyngton i Rijad mogłyby w drodze pisemnego porozumienia dopuścić wzbogacanie w kraju. W instalacji opartej na technologii z USA limit wynosiłby początkowo 5 proc., a po spełnieniu dodatkowych procedur mógłby sięgnąć 20 proc. To wciąż daleko od uranu militarnego, jednak opanowanie własnego cyklu paliwowego zbliżyłoby Rijad do progu nuklearnego.
Mimo to Gregorič umieszcza ten kraj na końcu swojej listy:
– Jeśli zaczną teraz, potrzebują co najmniej pięciu lat, aby cokolwiek w ogóle powstało – ocenia. Arabia Saudyjska ma też znacznie skromniejszą bazę ekspertów jądrowych niż Japonia, Niemcy czy Korea Południowa.
Polityczny impuls jest tu jednak znacznie bardziej czytelny. Następca tronu Mohammed bin Salman wprost deklarował, że jeśli Iran pozyska broń jądrową, Arabia Saudyjska zrobi to samo.
– Gdyby Iran wszedł w posiadanie bomby, po stronie Saudyjczyków pojawiłaby się bezsprzecznie ogromna determinacja – potwierdza Gregorič.
Japonia: Technologicznie gotowi, politycznie zablokowani
Największą niespodzianką w zestawieniu Gregoriča jest Japonia. Ze względu na traumatyczne doświadczenia historyczne w społeczeństwie i kręgach politycznych panuje silny opór wobec broni jądrowej. Pod względem technologicznym sytuacja wygląda jednak zupełnie inaczej.
Tokio dysponuje około 8,6 tony wyseparowanego plutonu – surowca odzyskanego z wypalonego paliwa jądrowego. Całość znajduje się pod międzynarodowym nadzorem. Jest to pluton reaktorowy, różniący się od typowego plutonu militarnego i mniej od niego optymalny, lecz wciąż zdatny do celów wojskowych.
– Japonia mogłaby pójść zarówno ścieżką plutonową, jak i uranową – ocenia Gregorič.
W Rokkasho działa japoński zakład wzbogacania uranu, a potężny kompleks przetwarzania wypalonego paliwa znajduje się w fazie testów. Szacunki Gregoriča nie oznaczają, że Japonia przygotowuje bombę, lecz że dysponuje niemal wszystkimi elementami niezbędnymi do jej stworzenia, gdyby doszło do radykalnego załamania architektury bezpieczeństwa.
W tym roku debata na ten temat w Japonii przestała być tematem tabu. W ramach rewizji doktryny obronnej pojawiły się postulaty modyfikacji zasady zakazującej wprowadzania broni jądrowej na terytorium kraju.
Badanie opublikowane na łamach magazynu „Foreign Affairs” przez Victora Chę i Kristi Govellę z waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) pokazuje jednak, że potencjał technologiczny nie idzie w parze z poparciem społecznym: 79 proc. ankietowanych Japończyków sprzeciwiło się wejściu w posiadanie broni atomowej lub nie miało w tej sprawie zdania.
Korea Południowa jeszcze nie ma zdolności, ale wszystko może się zmienić
Korea Południowa posiada jeden z najlepiej rozwiniętych sektorów energetyki jądrowej na świecie, a także potężne zaplecze naukowe, przemysłowe i rakietowe. W przeciwieństwie do Japonii Seul nie dysponuje jednak komercyjnymi instalacjami do wzbogacania uranu, a porozumienie nuklearne z USA uzależnia kluczowe etapy obróbki paliwa od zgody Waszyngtonu. Obie stolice prowadzą obecnie rozmowy o ewentualnym dopuszczeniu wzbogacania i przetwarzania materiałów rozszczepialnych w Korei.
– Zajęłoby to co najmniej pięć lat – ocenia ostrożnie Gregorič czas potrzebny na zbudowanie brakującej infrastruktury.
Sytuacja Korei Południowej jest przy tym znacznie bardziej złożona. W trakcie zimnej wojny USA utrzymywały na Półwyspie Koreańskim znaczny arsenał jądrowy, wycofany w 1991 roku. Z tego względu w Seulu regularnie powraca pytanie o trwałość amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa.
Potwierdzają to ustalenia Chana i Govelli: w scenariuszu hipotetycznego ograniczenia amerykańskiej obecności wojskowej na Półwyspie aż 72 proc. mieszkańców Korei Południowej i 38 proc. Japończyków opowiedziałoby się za pozyskaniem własnej broni jądrowej.
– USA mogą skutecznie przeciwdziałać proliferacji wśród sojuszników, budując zaufanie do swojego zaangażowania w regionie oraz prowadząc ścisłe konsultacje – podkreśla Govella.
Victor Cha zwraca uwagę na fizyczną obecność wojsk: – Dla wiarygodności odstraszania kluczowa jest obecność amerykańskich sił lądowych, ponieważ gwarantuje ona bezpośrednią odpowiedź Waszyngtonu na atak.
Amerykański parasol jądrowy stanowi więc barierę przed proliferacją wewnątrz sojuszu. Pojawienie się broni atomowej u sąsiada wywołuje natychmiastową reakcję łańcuchową: bomba w rękach Tokio nasiliłaby presję na zbrojenia w Seulu – i odwrotnie. Według autorów badania ten efekt domina działa silniej niż same obawy przed wycofaniem się Amerykanów.
W Niemczech trauma jeszcze trwa (chociaż zdolności są). Berlin idzie jednak w stronę Nuclear Sharing
Zaskakujące może być również to, że na drugim miejscu pod względem zdolności technicznych Gregorič umieścił Niemcy – tuż za Japonią.
Decyduje o tym potężne zaplecze przemysłowe. W Gronau działa duży zakład wzbogacania uranu o wydajności około 3,4 mln jednostek pracy rozdzielczej (SWU) rocznie, wsparty zaawansowanym sektorem chemicznym, maszynowym i naukowym. W Gronau operuje Urenco – jeden z globalnych liderów w produkcji wirówek do wzbogacania uranu, stanowiących fundament cyklu paliwowego.
Politycznie Berlin podąża jednak w odmiennym kierunku: uczestniczy w programie NATO Nuclear Sharing (kupując m.in. przystosowane do przenoszenia bomb jądrowych myśliwce F-35), a równolegle zacieśnia współpracę z Francją.
Francuska bomba zamiast własnej?
Francja po raz pierwszy sformalizowała w tym roku współpracę jądrową z grupą państw europejskich w ramach tzw. wysuniętego odstraszania (forward deterrence).
– To bezprecedensowy krok: współpraca i koordynacja nuklearna między Francją a sojusznikami w Europie zyskały formalne ramy w koncepcji forward deterrence – zauważa Héloïse Fayet, kierująca programem ds. odstraszania i proliferacji we Francuskim Instytucie Stosunków Międzynarodowych (IFRI).
W inicjatywie bierze udział dziewięć państw, a najdalej posunięte rozmowy Paryż prowadzi z Berlinem – Niemcy mają m.in. wziąć udział we francuskich manewrach jądrowych. W lipcu Francja otworzyła podobny kanał dialogu z Polską.
– Przewidziano wspólne ćwiczenia i analizę scenariuszy użycia broni jądrowej w Europie, choć nie oznacza to wspólnego planowania w rozumieniu struktur NATO – zaznacza Fayet. Na wypadek wojny rozważana jest również opcja czasowego rozmieszczenia francuskich ładunków poza granicami kraju. Deklarację prezydenta Emmanuela Macrona, że żywotne interesy Francji mają „wymiar europejski”, ekspertka odczytuje jako sygnał, że Francja mogłaby użyć broni jądrowej w przypadku ataku na sojusznika, o ile naruszałoby to fundamentalne interesy Paryża.
Liviu Horovitz z berlińskiego Niemieckiego Instytutu Spraw Międzynarodowych i Bezpieczeństwa (SWP) zachowuje większy dystans:
– Obserwujemy tworzenie zrębów europejskiego filaru jądrowego wewnątrz NATO, a nie budowę operacyjnej alternatywy dla parasola USA – ocenia. Jego zdaniem pogłębiona koordynacja w Europie jest znacznie bardziej realna niż powstawanie nowych narodowych arsenałów.
Podobnie uważa Fayet. Własna bomba w rękach Berlina czy Warszawy jest teoretycznie możliwa, lecz mało prawdopodobna.
– Kiedy te państwa podnoszą kwestię broni jądrowej, jest to raczej apel o wzmocnienie sojuszniczych gwarancji niż wiarygodna zapowiedź budowy własnego arsenału – mówi. W razie osłabienia zaangażowania USA pierwszą reakcją Europy byłoby najpewniej oparcie się na połączonym potencjale odstraszania Francji i Wielkiej Brytanii, a nie budowa niemieckiej czy polskiej bomby.
Amerykański paradoks jądrowy...
Wszystkie te wątki sprowadzają się do roli Waszyngtonu.
Stany Zjednoczone umożliwiają Arabii Saudyjskiej rozwój programu cywilnego – z potencjalną furtką do wzbogacania uranu – starając się jednocześnie zabezpieczyć go przed militaryzacją. Japonii i Korei Południowej proponują inny układ: rezygnację z własnego arsenału w zamian za amerykańską ochronę.
W Europie broń z USA pozostaje trzonem natowskiego odstraszania, podczas gdy wokół Francji i Wielkiej Brytanii kształtuje się dodatkowy, europejski filar. Gregorič uważa jednak, że obecny model NATO Nuclear Sharing traci rację bytu. W epoce rakiet dalekiego zasięgu samo składowanie bomb grawitacyjnych w europejskich bazach ma mniejsze znaczenie operacyjne, ponieważ nowoczesne pociski docierają do celu nieporównywalnie szybciej niż samoloty bojowe.
Na tym polega paradoks: zacieśnianie współpracy w ramach sojuszy ogranicza liczbę nowych państw nuklearnych. Erozja amerykańskich gwarancji uruchomiłaby proces odwrotny.
Kto więc zostanie kolejnym członkiem "klubu"?
Odpowiedź zależy od przyjętych kryteriów. Iran znajduje się najbliżej politycznej decyzji o przełamaniu barier, natomiast Japonia i Niemcy deklasują konkurencję pod względem bazy przemysłowo-technologicznej.
Gregorič zwraca uwagę na jeszcze jednego gracza: Turcję. Gdyby bombę zdobył Iran, a za nim poszła Arabia Saudyjska, natychmiast otworzyłoby się pytanie, w którą stronę pójdzie Ankara.
Największym zagrożeniem może nie być zatem samo pojawienie się dziesiątego mocarstwa atomowego, lecz efekt domina. Na Bliskim Wschodzie reakcja łańcuchowa mogłaby objąć Iran, Arabię Saudyjską i Turcję. W Azji Wschodniej krok Japonii wywarłby potężną presję na Koreę Południową – i odwrotnie. Europa wybiera na razie inną ścieżkę: wzmacnianie wspólnego odstraszania.
Kluczowe pytanie nie sprowadza się więc wyłącznie do tego, kto będzie dziesiąty, lecz co musiałoby pęknąć w obecnym systemie sojuszy, by państwa dysponujące odpowiednią technologią uznały, że cudzy parasol atomowy przestał im wystarczać.
Gorazd Suhadolnik, "Finance" / Bonnier Share / AO































































