Kto pcha złotego w górę?
3,6447 złotego - to nowy rekordowo niski kurs koszyka walut złożonego po połowie z dolara i euro. Mniej więcej w połowie dnia za dolara trzeba było płacić jedynie 3,9460 a za euro 3,3435 złotego, w tym samym momencie, co w efekcie dało właśnie ten rekordowy wysoki kurs złotego (lub rekordowo niski kurs koszyka - ja kto woli). O sile naszej waluty powoli zaczyna decydować nie atrakcyjność naszych papierów skarbowych (w poniedziałek dramatycznie zakończył się przetarg na bony skarbowe - praktycznie nie istniał popyt na bony 13 i 26 tygodniowe - ale o tym w komentarzu pieniężnym), lecz psychologia.
Większość analityków i ekonomistów wskazuje na silne oczekiwania przepływu przez nasz rynek walutowy wielkiej ilości marek niemieckich, które muszą zostać sprzedane, by wypłacić w złotówkach odszkodowania byłym pracownikom przymusowym podczas II Wojny Światowej.
Mnie jednak zastanawia inny fakt (dało mi to do myślenia szczególnie po otrzymaniu e-maila od jednego z moich czytelników, za który gorąco dziękuję), czy aby naprawdę przez nasz rynek przepłyną te marki, czy może jest to tylko nadzieja wszystkich graczy na tym rynku.
Dlaczego tak uważam? Od momentu założenia fundacji odszkodowawczej po obu stronach granicy na Odrze, upłynęło tak dużo czasu, że wielce prawdopodobnym wydaje się taki oto scenariusz. Strona niemiecka zdając sobie sprawę, że jedynie może grać na czas i zwlekać z wypłatą odszkodowań. Wypłaty te jednak prędzej czy później należałoby i tak wypłacić. Cóż zatem robią? Sukcesywnie wcześniej wymieniają marki na złotówki i dokupują nasze bony skarbowe i obligacje. W ten sposób od pół roku ponad mogli "parkować" odszkodowawcze marki w naszych papierach skarbowych. Teraz wystarczy wobec tego powoli zacząć spieniężać taką porcję papierów dziennie, aby akurat starczyło na wypłatę. Dla osób znających się choć trochę na finansach, ustalenie terminu spieniężania papierów (czyli innymi słowy zarządzanie płynnością) nie jest żadną wielką sztuką. Marki więc, mogą już dawno być sprzedane za złotówki, które teraz spokojnie leżakują sobie zaparkowane w naszych papierach skarbowych.
Kolejny argument zwiększający prawdopodobieństwo takiego stanu rzeczy jest taki, że od dłuższego czasu popyt na nasze papiery skarbowe gwałtownie zmalał. Mówi się wręcz, ze na rynku wtórnym króluje podaż ze strony inwestorów zagranicznych. Po sprzedaży papierów należałoby odkupić swoją własną rodzimą walutę, co przy dużych transakcjach powinno wpłynąć na wzrost kursu walut obcych do złotego. Tak się jednak nie dzieje. Zainkasowane złotówki ze sprzedaży papierów gdzieś znikają. Gdzie? Jeśli odrzucić pomysł z praniem brudnych pieniędzy, to zostaje właśnie przeznaczanie ich na odszkodowania, a pośrednio przelew tych środków na jakieś specjalne konto bankowe. To wszystko tylko moje domysły oczywiście.
No dobrze, to kto wobec tego tak chętnie kupuje złotówki - a raczej sprzedaje (może nawet na krótko) waluty obce? Myślę, że w głównej mierze są to nasze krajowe banki, które zostały wciągnięte w wir spekulacji na masową skalę. Kto wie, czy za parę tygodni, a może już za parę dni (tego nie sposób przewidzieć) banki nasze nie zostaną z pełnymi "skarbcami" (myślę tu o wirtualnych skarbcach będących zapisem elektronicznym, gdyż w realnych skarbcach ilość banknotów leżących na półkach jest relatywnie taka sama) tracących na wartości złotych, podczas gdy zagraniczni inwestorzy już dawno będą mieli odkupione tanio swoje dolary, marki i funty.
Nam jedynie pozostaje korzystać z uroków silnego złotego, konsumując towary z importu.
Ja właśnie skorzystałem z tej okazji i wczoraj wykupiłem wreszcie wycieczkę na tydzień odpoczynku do Turcji. Być może za parę dni byłoby jeszcze taniej, ale i tak ceną, jaką uzyskałem po, przeliczeniu na złotówki bardzo mnie usatysfakcjonowała ("tu se dureń trudne słowo wymyślił" - Kaberet Piasecki - Zygmunt). Tak więc wyjeżdżam w piątek rano, co oznacza, że w czwartek napiszę dłuższy komentarz - quasi weekendowy - poczym na tydzień zniknę. Pojawię się ponownie w niedzielę 24 czerwca. Podczas mojej nieobecności na stronie walutowo-pieniężnej pojawiać się będą komentarze analityków bankowych.
I tym optymistycznym akcentem kończę dzisiejszy komentarz, życząc udanych inwestycji. (JM)


























































