Do zestrzelenia obiektu wystarczająca będzie jego pozytywna identyfikacja, a nie jak wcześniej identyfikacja wzrokowa — mówił w Sejmie wiceszef MON Cezary Tomczyk, odnosząc się do nowych procedur zestrzeliwania statków powietrznych. Jak dodał, musi wynikać ona z kilku informacji, które pozwalają określić cel.


Wiceminister obrony narodowej odpowiadał w piątek na pytanie grupy posłów KO „w sprawie nowych procedur zestrzeliwania statków powietrznych i wejścia samolotów FA-50 GF w dyżury bojowe”.
1 października weszły w życie nowe procedury wojska ws. prostszych zasad identyfikowania i zestrzeliwania obcych obiektów w polskiej przestrzeni powietrznej.
Tomczyk przekazał, że istotna zmiana w procedurach dotyczy odejścia „od sytuacji, w której warunkiem do otwarcia ognia musi być identyfikacja wzrokowa obiektu”, do takiej, w której wystarczająca będzie jedynie jego „identyfikacja pozytywna”.
Doprecyzował, że identyfikacja pozytywna musi wynikać z kilku informacji, które „razem pozwalają odpowiednio określić cel albo z odpowiednio dużym prawdopodobieństwem, czy pewnością określić, z czym mamy do czynienia”.

- To znaczy, że jeżeli pilot z kilku źródeł pozyska informację, np. z radaru, że obiekt wleci do strefy zakazanej, ma informację od sojuszników, to zbiór tych informacji pozwala na tzw. identyfikację pozytywną i na użycie uzbrojenia wobec takiego celu — wyjaśnił wiceszef MON. Jednocześnie dodał, że ostateczną decyzję co do użycia ognia podejmuje Dowódca Operacyjny.
Wiceminister podkreślił, że zmiana podyktowana jest tym, że „zmieniły się warunki, w związku z tym polskie siły zbrojne do tych warunków muszą się dostosować”. - Na pewno nie jest tak, że będziemy tutaj stać z założonymi rękami. Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych gen. Ireneusz Nowak na bieżąco zmienia procedury tak, żeby dostosować je do sytuacji — powiedział.
Zaznaczył jednocześnie, że w tym wszystkim warto rozróżnić, iż „w warunkach wojennych zestrzelenie obiektu jest możliwe z wielu kilometrów przy pełnym wykorzystaniu sprzętu”. Natomiast w warunkach pokoju, w których znajduje się Polska — jak dodał — mówimy o operowaniu jednoczesnym samolotów pasażerskich, awionetek, śmigłowców, samolotów wojskowych oraz samolotów sojuszniczych.
- Może dojść do awarii transpondera, utraty łączności, zakłóceń systemu nawigacji satelitarnej. To wszystko musimy wziąć pod uwagę, bo te zasady dotyczą również naszych pilotów. Również nasi piloci mogą znaleźć się w sytuacji zagrożenia czy niebezpieczeństwa — zaznaczył wiceszef MON.
FA-50 wreszcie w dyżurach bojowych
Na początku października wicepremier, szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że w dyżury bojowe weszły lekkie samoloty FA-50GF. Tomczyk stwierdził, że samoloty te już dawno powinny były na takie dyżury wejść. Jak jednak dodał, nie stało się tak, ponieważ te zakupione wcześniej przez byłego szefa MON Mariusza Błaszczaka, nie posiadały uzbrojenia.
Wiceszef MON mówił też o przepisach przygotowywanych od kilkunastu tygodni, które mają być tzw. ustawą przedwojenną. - Wnioski z Ukrainy pokazują(...), że całe państwo musi być gotowe na prowadzenie ewentualnej operacji obronnej. Musi być gotowa administracja, musi być gotowy samorząd i muszą być gotowe wszystkie części składowe. Dlatego właśnie te przepisy — podkreślił.
Jak wyjaśnił, przepisy te mają być „określeniem warunków, w jakich państwo może przygotowywać się na kryzys pomiędzy stanem pokoju a stanem wyjątkowym, albo stanem wojennym, czy wreszcie stanem wojny”.
Zapewnił też, że wszystkie z elementów, które mają znaleźć się w tzw. ustawie przedwojennej, MON stara się konsultować z Biurem Bezpieczeństwa Narodowego. Jak podkreślił, „tutaj musi być pełna synergia i ustawy, które proponuje resort obrony, na końcu muszą znaleźć aprobatę prezydenta”. - Uważam, że tutaj trzeba działać razem, mówić jednym głosem — zaznaczył.
FA-50 to lekki samolot bojowy produkowany przez południowokoreańską firmę KAI. Rząd polski zakupił je - obok armatohaubic K9, czołgów K2 i wyrzutni Homar-K - pod koniec lipca 2022 r., kiedy Polska i Korea Południowa zadeklarowały strategiczne partnerstwo w dziedzinie zbrojeń. Samoloty zostały zamówione jako maszyny szkolno-bojowe, co oznacza, że są dostosowane przede wszystkim do szkolenia nowych pilotów wojskowych (np. samolotów F-16), ale mogą także wykonywać misje bojowe, mimo iż nie mają możliwości „pełnoprawnych” samolotów bojowych, takich jak F-16 czy F-35.
Łącznie Polska miała otrzymać 48 sztuk FA-50. Pierwszych 12 zamówionych przez polski resort obrony samolotów FA-50GF dotarło do Polski w lipcu 2023 r. Kolejne zamówienie przewidywało w latach 2025-28 dostawę dalszych 36 maszyn w spolonizowanej wersji FA-50PL. Dostarczone już samoloty koreańskiej produkcji trafiły na wyposażenie bazy lotniczej w Mińsku Mazowieckim po przekazaniu tamtejszych MiGów-29 Ukrainie. W ub. roku resort obrony zapowiadał, że w tym roku FA-50 wejdą w system dyżurów bojowych. (PAP)
jj/ par/






























































