Po ostatniej aukcji Pride of Poland rządzący ogłosili wielki sukces po tym, jak wylicytowano wszystkie wystawione konie. Dwa miesiące po jej zakończeniu co trzecia klacz wciąż czeka na płatność, która powinna nastąpić w 14 dni od aukcji - czytamy we wtorkowym wydaniu „Rzeczpospolitej”.


Zdaniem PSL, partii z koalicji rządzącej, aukcja Pride of Poland wypadła o wiele lepiej niż za rządów PiS, gdy media często donosiły o popsuciu renomy polskiej hodowli. Koronnym dowodem miała być sprzedaż wszystkich 16 wystawionych koni, co zdarzyło się po raz pierwszy od lat - wskazuje gazeta.
Tymczasem wynik aukcji, podczas której wylicytowano konie nawet za milion euro, po średniej cenie 62 tys. euro, może okazać się dużo gorszy, niż przedstawiała to ekipa rządowa. Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, choć od Pride of Poland minęły już dwa miesiące, w Polsce wciąż przebywa pięć z szesnastu koni, a stadniny nie mogą się doczekać płatności za wylicytowane na nie kwoty.
Wśród nieodebranych klaczy uwagę zwraca zwłaszcza Poganinka, bo była drugim najwyżej wylicytowanym koniem podczas Pride of Poland. Za 140 tys. euro kupił ją klient z Iraku, co od początku budziło mieszane komentarze wśród specjalistów, bo kraj ten nie jest typowy, jeśli chodzi o zakup koni arabskich. Na liście nieodebranych koni ceną wyróżnia się też Efidenia, wylicytowana za 70 tys. euro przez klienta z Arabii Saudyjskiej. Pozostałe konie są mniej cenne. Dwa z nich, Escadrillę i Perallę, wylicytował jeden nabywca – Łotysz. (PAP)
lm/wr/



























































