Wtorkowa sesja przyniosła kontynuację spadków na nowojorskich giełdach. Najmocniej przeceniano wielkie spółki technologiczne spod szyldu „Wspaniałej Siódemki”. Pojawiły się dane o bezprecedensowym odwrocie kapitału od amerykańskich akcji.


Po dwóch dniach przerwy na Wall Street powróciły spadki. Dow Jonesa osunął się o 0,62%, schodząc do poziomu 41 581,31 punktów. S&P500 zniżkował o 1,07%, kończąc dzień na wysokości 5 614,66 pkt. Nasdaq ponownie zniżkował najmocniej, tracąc 1,71% i finiszując z wynikiem 17 504,12 pkt.
Jak już to było wiele razy w tym roku najmocniej przeceniano wielkie spółki technologiczne, które były ulubieńcami inwestorów przez poprzednie dwa lata. I tak akcje Tesli poszły w dół o 5,3%, Nvidii o 3,4%, Mety o 3,7%, a Broadcomu o 3%. Pod kreską znalazły się także papiery Alphabetu (czyli Google’a), które straciły 2,2% oraz Microsoftu (-1,3%). ETF na akcje „Wspaniałej Siódemki” podczas wtorkowej sesji notowany był na najniższym poziomie od pół roku.
- Panuje ogromna niepewność względem ceł i tego, jak obszerne będą i jak wpłyną na gospodarkę oraz jak bardzo Fed może ewentualnie złagodzić politykę – powiedział Tim Ghriskey, starszy strateg portfelowy w nowojorskim Ingalls & Snyder wypowiadający się dla agencji Reuters.
W zasadzie od początku 2025 roku na Wall Street przeważają spadki, ale dopiero od miesiąca możemy mówić o bardziej konkretnym trendzie spadkowym. W tym czasie Nasdaq Composite oddał przeszło 13%, a S&P500 stracił niespełna 10%. Skala przeceny amerykańskich akcji nie jest zatem jakoś specjalnie głęboka.
Tym bardziej dziwi panika, z jaką do sprawy podchodzą inwestorzy z USA. Wskaźnik sentymentu amerykańskich inwestorów indywidualnych szoruje po historycznych minimach. Przerażeni są także „krawaciarze” zarządzający funduszami. Według ankiety Bank of America marzec przyniósł największy we współczesnej historii spadek alokacji w amerykańskie akcje. Co więcej, blisko 7 na 10 ankietowanych profesjonalistów przyznało, że Stany Zjednoczone osiągnęły szczyt swojej „wyjątkowości”. Takiego pesymizmu na Wall Street nie widziano przynajmniej od covidowego krachu sprzed 5 lat.
Skalę lęku obrazują też szybko rosnące notowania złota, które po przekroczeniu granicy 3 000 USD/oz. nie ogląda się wstecz. We wtorek notowania „barbarzyńskiego reliktu” sięgnęły 3045 USD za uncję. Zwyżkę kursu złota można wiązać z zerwaniem przez Izrael rozejmu w strefie Gazy. Niewiele pomogły tu doniesienia o planach kadłubkowego rozejmu na Ukrainie, który miałby obejmować jedynie 30-dniowe wstrzymanie rosyjskich nalotów na infrastrukturę energetyczną Ukrainy.
Na froncie makroekonomicznym pozytywnie zaskoczyły dane z przemysłu USA. Amerykańska produkcja przemysłowa w lutym była o 0,7% wyższa niż w styczniu, kiedy to urosła o 0,3% (po rewizji z 0,5%). Ekonomiści spodziewali się wzrostu tylko o 0,2%, więc nawet po rewizji danych za styczeń można mówić o pozytywnej niespodziance. Lepiej od oczekiwań wypadły także lutowe statystyki z budownictwa mieszkaniowego.
We wtorek rozpoczęło się dwudniowe posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku. Nikt nie spodziewa się zmiany poziomu stóp procentowych, a następna obniżka wyceniana jest dopiero na czerwiec. Niemniej jednak znaczenie dla inwestorów może mieć układ marcowych „fedokropek”, nowe projekcje makroekonomiczne FOMC oraz ton konferencji prasowej przewodniczącego Powella.

























































