Każda domena, czyli adres internetowy, może mieć tylko jednego właściciela, a właściwie „abonenta”. Niektórym udaje się to — świadomie lub nie — wykorzystać. Najgłośniejszy proces w Polsce dotyczący prawa do domeny rozpoczął się w marcu ub.r. Po tym, jak na aukcji internetowej Allegro wystawiono adres microsoft.pl, a oferowana kwota szybko sięgnęła 25 tys. zł, aukcja została usunięta przez pracownika serwisu. Właścicielem domeny okazała się firma zielarska z Łodzi Microsoft Roberta Rudeckiego. Microsoft Corporation, gigant komputerowy, zażądał od Rudeckiego 145 tys. zł odszkodowania i odstąpienia domeny za darmo. Proces sądowy z powództwa Microsoft Corp. zakończył się w połowie 2004 r. zakazem używania słowa „Microsoft” w nazwie firmy i nazwie domen internetowych Roberta Rudeckiego. Zasądzono odszkodowanie na rzecz amerykańskiego koncernu w wysokości 25 tys. zł i pokrycie kosztów procesu 14 tys. zł przez pozwanego. Gdyby nawet Rudecki nie przegrał procesu proceduralnie — nie stawił się na sprawę, bo wezwanie doszło na nieaktualny adres i nie zdążył odwołać się od wyroku — jego szanse na wygraną były niewielkie. — To był przypadek cybersquattingu— mówi Radosław Chmura, mediator w Sądzie Polubownym ds. Domen Internetowych przy Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji. — W momencie rejestracji domeny znak Microsoftu był już w Polsce powszechnie znany i renomowany.
Znaki renomowane, czyli te zarejestrowane w Urzędzie Patentowym, są silniej chronione prawnie niż znaki towarowe. Naruszenie praw do nich polega nie tylko na ich bezprawnym użyciu, ale też na wykorzystaniu podobieństwa i czerpaniu nienależnych korzyści z takiego działania. Przed piractwem domenowym chronią też ustawa Prawo własności przemysłowej i ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, a także kodeks cywilny.
— Przepisy, które obowiązują w Polsce, są wystarczające — uważa Radosław Chmura. — Trzeba je tylko stosować. Oddzielna regulacja byłaby pozbawiona sensu. Dlatego piraci domenowi, zanim zdecydują się na rejestrację adresu internetowego, powinni się mocno zastanowić.
— Nie możemy odmówić rejestracji domeny, ale jeśli ktoś upomni się o prawo do danej nazwy, można ją stracić — mówi Tomasz Żyła, dyrektor ds. marketingu Netart. Od pół roku możliwe jest nabycie opcji na domenę. Usługa ta polega na złożeniu rezerwacji na domenę, która obecnie jest zarejestrowana na rzecz innego podmiotu. Po jej ewentualnej likwidacji, np. z powodu nieopłacenia abonamentu, posiadacz opcji ma pierwszeństwo do jej rejestracji.
— Operatorzy sprzedają opcje w cenie zakupu: ok. 150 zł — mówi Bartosz Wiśniewski z Domain Maker.
Wśród wolnych adresów zdarzają się bardzo interesujące: markandspencer.pl, pirelli.com.pl, pko-inteligo.pl, pzu.com.pl, gmacbank.pl. Na Allegro można znaleźć ponad 200 ofert różnego rodzaju domen. Ceny wynoszą od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Każdy użytkownik Internetu może sprawdzić, czy istnieje dowolny adres internetowy zawierający np. jego nazwisko, na stronie ww.dns.pl. Jeśli jeszcze nikt go nie zarezerwował, warto się zastanowić nad rejestracją. Bo kto pierwszy, ten lepszy.
Marta Chmielewska
Więcej w najnowszym numerze Gazety Finansowej
























































