REKLAMA

Inwestowanie w sztukę współczesną

2011-02-22 13:46
publikacja
2011-02-22 13:46

Czym się różni kolekcjonowanie sztuki dawnej i współczesnej, w co warto inwestować i jakie są trendy – opowiada Yuryi Stetsyk, marszand i właściciel BK Contemporary Showroom.

Zacznijmy od początku – co to jest inwestowanie w sztukę.

Jest to zespół czynności związanych z procesem odnajdywania atrakcyjnych okazji cenowych i wyłapywania młodych talentów oraz trendów w świecie sztuki. Należy rozgraniczyć definitywnie szczegóły inwestowania w sztukę dawną i współczesną. Inwestowanie w sztukę dawną zazwyczaj wiąże się z inwestowaniem w dzieła artystów już nieżyjących. Znamy ich dorobek, możemy ocenić ich okresy twórczości – wczesny, wschodzący, szczytowy i końcowy. Przy sztuce współczesnej możemy określić tylko pierwsze dwa. Dalsze zależą od sprytu i wyczucia kolekcjonera. Kupowanie młodej sztuki to przygoda. Dziś ten artysta może być początkujący, jutro zdobyć uznanie w całym kraju, a pojutrze może być znanym artystą na całym świecie. A dzięki temu, że kupiliśmy u niego w okresie przełomowym, możemy go wspomóc. Kto wie, możemy też być nieświadomie takim aniołem biznesu.
Mogę przytoczyć przykłady wielu młodych artystów, w których biografii pojawił się taki przełomowy kolekcjoner. Trzeba pamiętać, że inwestowanie w sztukę to nie inwestowanie na giełdzie. Nie jest to otwieranie i zamykanie krótkich pozycji, a budowanie kolekcji, która pozostanie dla naszych potomków. I często też oni będą kontynuować zaczęte przez nas kolekcjonowanie. Natomiast w sytuacjach losowych czy kryzysowych dobrze zainwestowana sztuka w ujęciu finansowym jest dobrą, alternatywną lokatą kapitału.

Początki kolekcjonowania

Chciałbym od razu obalić mit, że aby kolekcjonować, trzeba być bardzo zamożnym. Można mieć przeciętne środki. Nie musimy kupować reprodukcji w Ikei. Na przykładzie naszej działalności możemy przytoczyć wiele przykładów, gdzie młodzi twórcy sprzedają obrazy po atrakcyjnych cenach, np. na Dzień Kobiet był organizowany wernisaż młodej artystki, której prace były prezentowane w jednej promocyjnej cenie po to, by każda kobieta o różnych dochodach, od studentki po bizneswoman, mogła sobie pozwolić na zakup obrazu. Gdy zaczynamy przygodę z kolekcjonowaniem, na początek dobrze jest się zgłosić do profesjonalisty: galerii sztuki, marszanda czy po prostu kolekcjonera ze stażem.
Na pewno podpowiedzą kierunki w strategii inwestowania. Zawodowy uczestnik rynku posiada też w swojej ofercie zróżnicowaną ofertę cenową dla każdego klienta. Taka instytucja bądź osoba zna się najbardziej na tym rynku i podpowie nam, jaka strategia kolekcjonowania jest najbardziej odpowiednia dla naszego portfela, a także preferowanej estetyki. Poza tym ustrzeże nas od przykrych błędów. Kiedy kupujemy bezpośrednio od malarza, istnieje ryzyko zauroczenia się jego osobowością. A dzieła sztuki i twórca to dwie różne kategorie. Lepiej zdać się na chłodne oko specjalistów.

Kolejna zasada: nie można kupować sztuki, która się nie podoba. Każdą sztukę trzeba wybierać tak, by się nam podobała, by pełniła funkcję estetyczną i terapeutyczną. Gdy patrzymy na obraz, oczy same nam się uśmiechają. Jest to też wtedy dobra inwestycja – w nasze dobre samopoczucie. Nigdy nie kupujmy obrazu, który ktoś nam poleca, ale nam się nie podoba. Nie ma nic gorszego niż znienawidzony obraz. Kolejną zasadą kolekcjonera conemporary art jest zawsze inwestować w młodych, a nie starych. Chodzi o frajdę, gdy dojdziemy w naszej kolekcji do 100 obrazów i każdy z nich podwoił, a nawet dziesięciokrotnie zyskał na wartości… Artyści ze starszego pokolenia nie podwajają ceny tak, jak młodzi.

Warto odwiedzać również wernisaże, galerie czy publiczne instytucje kultury, którym nie zależy na komercyjnym celu. One pokazują sztukę taką, jaka ona jest, bez przekłamania.



Trendy w Polsce

Sztuka współczesna zaczyna się w Polsce od 1980 roku. Błędem, jaki popełnia się w tym kraju, jest mylenie modernizmu i postmodernizmu z contemporary art. Na polskich aukcjach sztuki wrzuca się je do jednego worka, a sztuka contemporary pojawia się tam jako ciekawostka. Modne są też ostatnio aukcje młodej sztuki w miejscach zaniżających poziom dynamicznie rozwijających się artystów, którzy już osiągnęli pewien sukces i nie mieszczą się w formacie sztuki od 500 zł, natomiast nie mogą jeszcze konkurować z Nowosielskim i Fangorem. Jeśli chodzi o trendy w przypadku młodych twórców, to przede wszystkim najlepszym artystą jest ten, który tworzy przekaz międzynarodowy. Wtedy taka sztuka osiąga sukces na Zachodzie, rozgłos medialny, a także sukces komercyjny.
Przykładem może być Julita Malinowska. Zaliczana według zachodnich kwalifikacji do emerging artist, po bardzo dobrym zapleczu edukacyjnym – doktorat ASP w Krakowie, finalistka Samsung Art Master, z bardzo dużym dorobkiem wernisażowo-wystawowym w instytucjach kultury. Trafiła do Kompasu Sztuki i uprawia prężnie działalność międzynarodową. Brała udział w sierpniowej wystawie współorganizowanej przez Instytut Polski w Wiedniu, jeździ na liczne zagraniczne plenery malarskie, np. w Hiszpanii i Portugalii, a w listopadzie weźmie udział w Assesible Art Fairs w Brukseli.

Kolejnym przykładem może być Małgorzata Kosiec, artystka, która zaczerpnęła dużo inspiracji w Stanach Zjednoczonych, co wpłynęło znacząco na jej twórczość, czy Lech Bator, który bardzo się rozwija. Pochodzi z rodziny grafików, ale coraz śmielej sobie radzi w malarstwie, a jego obrazy są już nawet u kolekcjonerów w Anglii, Francji i Włoszech. Bardzo dobrze zapowiada się również polska fotografia czy instalacje, natomiast jest zauważana bardziej przez zachodnich kolekcjonerów, a kolekcjoner polski dopiero zaczyna z nią przygodę. To bardzo dobry do inwestowania segment sztuki wizualnej, bo w horyzoncie czasowym 5-10 lat przyniesie wymierny zysk.

Trendy w Europie

Kolekcjonuje się prace na ekomateriale, np. przerobiony papier czy drewno. Ten trend zarysował się bardzo wyraźnie, szczególnie na Art Bazel i Berlińskim Biennale sztuki. Kolejnym trendem jest inwestowanie w artystów szybko rozwijających się regionów typu Afryka, Indie, Chiny, Zatoka Perska czy Ukraina i Rosja. Kolekcjonerzy w swoich odruchach estetycznych i inwestycyjnych dzielą się na tych z rejonów północnych: Anglosasów, Niemców i Skandynawów oraz tych z Południa. Różni ich wrażliwość i wykorzystywana paleta kolorów.
Na Zachodzie liczą się prace młodych artystów, którzy mają chociażby minimalny uznany dorobek, a ich prace swoją historię na wystawach. Należy śledzić topowe galerie w Europie, jak np. Gaugosian, Saatchi czy Carpenters. Patrząc na przeprowadzoną przez nich selekcję młodych twórców (a nie tych zasłużonych, bo z zasłużonych jest dużo mniejsza stopa zwrotu), trzeba iść ich śladem i kupować to, co wypatrzą. Na uwagę zasługują też młodzi twórcy, którzy dostają się do zbiorów instytucji finansowych. Polscy kolekcjonerzy starają się naśladować zachodnich, ale tylko ci z listy najbogatszych Polaków „Forbes”. Jedno jest pewne: Polakom jeszcze daleko do zachodnich sąsiadów, gdzie sztuka jest kupowana masowo i wisi w każdym domu klasy średniej.

Na koniec zalecam wzorowy model portfela naszej domowej kolekcji: 60% malarstwo i grafika, 20% rzeźby, po 10% fotografia i instalacje.

wysłuchała Magdalena Antolina

Źródło:
Tematy

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Inwestowanie

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki