Rzadko zdarzają się w indeksach koniunktury tak negatywne zaskoczenia jak wczorajszy odczyt indeksu PMI dla polskiego przetwórstwa. A to ważny indeks, bo powstaje na podstawie ankiety wśród menedżerów zamówień, którzy są pierwsi „na linii frontu”, czują rosnącą lub słabnącą koniunkturę. Tenże PMI spadł w sierpniu do 51,4 pkt (wobec 52,9 pkt przed miesiącem), czyli był niemal 2 pkt poniżej oczekiwań rynkowych. Tak mocne zaskoczenia w tym indeksie zdarzają się raz, dwa razy do roku.


Nie tylko PMI pokazuje słabnącą koniunkturę. Indeksy koniunktury GUS, które również są obserwowane przez analityków i w przeszłości czasami lepiej opisywały stan gospodarki niż PMI, też znacznie obniżyły się w sierpniu. Na poniższym wykresie widać subindeks koniunktury dla przetwórstwa przemysłowego mierzący bieżącą produkcję. I na jego tle dynamikę produkcji przemysłowej. Wprawdzie sama dynamika produkcji była w ostatnich miesiącach bardzo wysoka, ale to raczej przejściowe zjawisko.
Co z tego wynika? Szczyt koniunktury w przemyśle już jest za nami. To wiadomo od wielu miesięcy, od kiedy niemiecki przemysł obniżył trend wzrostu produkcji. Indeksy koniunktury tylko to potwierdzają. Kluczowe pytanie brzmi, czy nadchodzi jakieś głębsze spowolnienie? Na razie niewiele sygnałów na to wskazuje. Indeksy koniunktury wskazują raczej na normalizację po doskonałym przełomie 2017/2018 niż na recesję. W Niemczech niektóre indeksy (jak IFO) już wykazują wyraźną poprawę. Obecne pogorszenie nastrojów można traktować jako falę reakcji na salwy w wojnie handlowej. Ale dopóki ta wojna nie przybierze dużych rozmiarów, nie powinno wyniknąć z niej nic bardzo bolesnego.
Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.


























































