Od wielkanocnego szczytu do zeszłej środy kurs miedzi wyrażony w amerykańskich dolarach spadł o blisko 11%, czyli o tysiąc dolarów na tonie. Po tak silnej korekcie na rynku pojawili się spekulanci, którzy ceny poniżej 9.000 USD/t uznali za dobrą okazję do zajęcia długich pozycji.
W przekonaniu o słuszności tej decyzji utwierdzili ich analitycy Macquarie Group, którzy anulowali swój „krótkoterminowy sygnał sprzedaży” miedziowych kontraktów. Zdaniem ekspertów z Macquarie w drugim półroczu cena czerwonego metalu będzie o 25% wyższa niż obecnie, co oznaczałoby przekroczenie lutowego szczytu.
„Perspektywa gwałtownego spadku globalnych zapasów miedzi w drugiej połowie roku oraz odbicie chińskiego importu powinny być katalizatorami następnego ruchu w górę” – napisał w dzisiejszym raporcie Bonnie Liu, analityk Macquarie Group.
Plotki o silnej redukcji chińskich zapasów słyszeli już eksperci Barclays Capital, według których pod koniec kwietnia rezerwy w składach celnych zmniejszyły się o 50 tys. ton. Zupełnie przeciwstawne relacje podawali wcześniej analitycy banku Standard Chartered, według których pozagiełdowe zapasy miedzi w Szanghaju wzrosły do 550 tys. ton wobec 450 tys. ton w lutym i były dwukrotnie większe od średniej.
Bezdyskusyjnym faktem pozostają za to rosnące zapasy metalu zgromadzone w składach monitorowanych przez londyńską giełdę. W piątek w magazynach LME zalegało 468,5 tys. ton rafinowanego surowca, czyli o 24% więcej niż na początku roku.
K.K.
























































