REKLAMA

Historia o wilkach i owcach, czyli co stało u źródeł Kryzysu

2008-10-08 06:00
publikacja
2008-10-08 06:00

Chociaż obecny kryzys finansowy jeszcze nie dobiegł końca (a może nawet nie osiągnął apogeum), to wielu ekonomistów i publicystów próbuje zdiagnozować jego przyczyny. Często słychać o błędach rynku, chciwości finansistów, czy wręcz o klęsce kapitalizmu. Ale to tylko część prawdy.

Prawdą jest, że rynek błędnie oszacował ryzyko związane z rynkiem kredytów hipotecznych. Mechanizmy sekurytyzacji zamiast rozproszyć ryzyko, zgromadziły je na Wall Street. Katastrofalne skutki przyniosła wiara w wieczny wzrost cen domów oraz system udzielania kredytów, w którym nikt nie ponosił ryzyka, zaś bankierzy za krótkoterminowe wyniki dostawali premie liczone w milionach dolarów. Zupełnie zawiodły agencje ratingowe, które śmieciowym papierom przyznawały najwyższe oceny. Bezradny okazał się też nadzór finansowy w postaci SEC oraz Fed-u. Nie wykazali się też audytorzy, którzy aprobowali manipulacje księgowe banków inwestycyjnych. To wszystko prawda, ale są to mechanizmy powstania kryzysu, lecz nie jego przyczyny. W końcu, czy większe pretensje można mieć do wilka pożerającego owce, czy do pasterza, który świadomy zagrożenia pozostawia je bez opieki?


- Piotr Kuczyński: Fed nie pomógł rynkom akcji

Aby zrozumieć rzeczywiste przyczyny obecnego kryzysu, należy cofnąć się do dość odległej przeszłości. Amerykański system finansowania rynku nieruchomości powstał po Wielkim Kryzysie w latach 30-tych XX wieku. Z inicjatywy prezydenta Franklina D. Roosevelta została utworzona agencja Fannie Mae, której zadaniem było wsparcie Amerykanów marzących o własnym domu. Fannie skupowała od banków kredyty hipoteczne i korzystając z gwarancji rządowych tworzyła z nich obligacje (MBS), które następnie sprzedawała inwestorom. Dzięki wiarygodności rządu Stanów Zjednoczonych papiery te zapewniały tanie refinansowanie akcji kredytowej, co z kolei obniżało oprocentowanie i zwiększało dostępność kredytów mieszkaniowych.

Przez wiele lat system działał bez zarzutów - korzystały z niego osoby o dobrej wiarygodności kredytowej, a banki skrupulatnie oceniały ryzyko. Sytuacja uległa zmianie pod koniec ubiegłego stulecia. W roku 1999 pod naciskiem administracji prezydenta Billa Clintona (Demokrata) Fannie Mae poluzowała kryteria, według których oceniała kupowane kredyty. Banki zostały oficjalnie zachęcone do udzielania pożyczek osobom o słabej kondycji finansowej. Nikt nie ukrywał, że chodziło o to, by przedstawiciele „kolorowych” mniejszości etnicznych (tradycyjnie głosujących na Demokratów) mogły łatwiej i taniej dostać kredyt mieszkaniowy. Ówczesny szef Fannie Mae nazwał nowy rynek skromnym mianem „subprime”. Zadziwiające jest, że wszyscy zdawali sobie wówczas z ryzyka tej decyzji.

- Ekspert: Kryzys na rynkach pośrednio dotyka już polską gospodarkę

Kolejny element kryzysowej układanki pojawił się już dwa lata później. Od stycznia 2001 roku do czerwca 2003 Rezerwa Federalna pod przewodnictwem Alana Greenspana obniżyła stopę funduszy federalnych z 6,5% do zaledwie 1%. Ruch ten był reakcją na pęknięcie giełdowej bańki spekulacyjnej powstałej w branży internetowej. Chcąc pomóc giełdowym inwestorom i uchronić USA przed (zapewne krótką i łagodną) recesją Greenspan zdecydowanie poluzował politykę monetarną – czasy niesamowicie taniego pieniądza trwały przez rok. Owce zostały wypuszczone na nieogrodzoną łąkę.

Atakowanie zwierząt hodowlanych

Dopóki jest wystarczająco zwierzyny łownej, wilki zdają się unikać atakowania trzód, kompletnie je ignorując. Jednak niektóre wilki i wilcze watahy mogą się wyspecjalizować w atakowaniu słabo zabezpieczonych hodowli, jeśli się tego wyuczą, pomimo powszechności naturalnej zwierzyny. Jak wynika z badań prof. Simony Kossak sytuacja ta dotyczy 10% polskich watah. W takich sytuacjach owce są zazwyczaj najbardziej zagrożone, ale konie i bydło również nie są bezpieczne.

Specjalne ogrodzenia, pastuchy elektryczne, wywieszenie fladr, psy strażnicze i relokacja wilków są jedynymi metodami, aby skutecznie przeciwdziałać polowaniom przez wilki na zwierzęta hodowlane. Natomiast, wbrew powszechnej opinii, odstrzał wilków może zwiększyć poziom zagrożenia dla zwierząt hodowlanych. Dzieje się tak, gdyż w przypadku rozbicia w wyniku odstrzału struktury watahy trudniej wilkom polować na dziką zwierzynę.

Przez kilka stuleci pasterze i hodowcy psów stosowali hodowlę selektywną, by uzyskać duże psy, które skutecznie broniłyby stad przed drapieżnikami. W Stanach Zjednoczonych z powodu ponownego zasiedlenia pewnych obszarów przez wilki i inne duże drapieżniki, amerykański Departament Rolnictwa interesował się takimi rasami, jak akbash dog, maremma, czy kuvasz, aby pomóc ograniczać przypadki atakowania stad przez wilki.

Źródło: Wikipedia

W efekcie amerykańskie banki zostały zalane ogromną ilością tanich dolarów. W okresie zaledwie 3,5 roku podaż pieniądza M3 wzrosła o 28%, osiągając wartość 9.300 mld dolarów (w marcu 2006 Rezerwa Federalna zaprzestała publikacji tego wskaźnika – ciekawe dlaczego? Według szacunków organizacji pozarządowych we wrześniu 2008 r. agregat M3 osiągnął wartość 13.600 mld $). Przy niskiej rentowności obligacji skarbowych wszyscy inwestorzy szukali okazji do jakiegokolwiek zarobku (chociażby powyżej inflacji). W ten sposób banki zostały przez rząd i Fed zachęcone do udzielania coraz większej ilości kredytów typu subprime, na które bez problemu znajdowano kupców w Nowym Jorku. Wilki ruszyły na polowanie.

Czujność banku centralnego została uśpiona przez oficjalnie niską inflację (w 1990 roku zmieniono sposób jej obliczania): w latach 2001-06 wskaźnik CPI praktycznie nie przekraczał 4%. Za część takiego stanu rzeczy odpowiadała zmiana metodologii, tanie towary importowane z Chin oraz stabilne ceny ropy naftowej. Jednakże pod okiem władz monetarnych rósł kolejny bąbel spekulacyjny – tym razem na rynku nieruchomości. W 2005 roku ceny domów w niektórych stanach (Arizona, Kalifornia, Floryda) rosły po ok. 25% r/r. W latach 2000-2006 indeks S&P/Case-Shiller (mierzący ceny domów w 20 amerykańskich metropoliach) wzrósł o prawie 90%.

- Jan Winiecki: Magia "huraganu Alan" prysła

Aż do roku 2007 wszyscy byli zadowoleni: budownictwo i konsumpcja napędzały wzrost PKB (na kredyt), banki i inwestorzy zarabiali dziesiątki miliardów dolarów, a na Wall Street trwała hossa. Miliony niezbyt bogatych Amerykanów mogły sobie pozwolić na zakup wymarzonych domów (myśląc, że ich wartość zawsze będzie rosła, więc banki pozwolą zrefinansować kredyt nowymi pożyczkami). Wilki były syte.

- MFW apeluje o pomoc dla banków centralnych

Chociaż bańka na rynku nieruchomości zaczęła pękać już w 2006 roku, to o kryzysie zaczęto mówić dopiero latem ubiegłego roku. Jeszcze w listopadzie pod wpływem redukcji stóp procentowych przez Rezerwę Federalną S&P500 ustanowił nowy rekord wszech czasów. Ale to był fałszywy sygnał – rozpoczęta wówczas bessa jesienią 2008 zaczęła być nazwana Krachem, powtórką Wielkiego Kryzysu, finansową Apokalipsą itp. Co ciekawe – powszechnie zaczęto oczekiwać ratunku z Rezerwy Federalnej i rządu, których decyzje zapoczątkowały cały kryzys. Wilki zaczęły błagać o ratunek. Pytanie, czy gospodarz dysponuje jeszcze jakimiś owcami.

Krzysztof Kolany
Bankier.pl

Źródło:

Do pobrania

A11DEPjpg
Tematy
Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Sprawdź jak zyskać 300 zł z Kontem Jakie Chcę

Advertisement

Komentarze (33)

dodaj komentarz
~baran
Podoba mi się porównanie do stada owiec.Duży Szacunek dla autora tekstu :)).
~di@bolo
Istotą permanentnych kryzysów jest opanowanie i faktyczne sprawowanie władzy przez gangsterów finansowych, które manipulując rządami i wymuszają dla siebie korzystne regulacje prawne. W Polsce to zjawisko mamy jak na dłoni od 18 lat.
Obecnie wbrew oczywistym faktom, na siłę, pachołki gangsterów z Brukseli usiłują
Istotą permanentnych kryzysów jest opanowanie i faktyczne sprawowanie władzy przez gangsterów finansowych, które manipulując rządami i wymuszają dla siebie korzystne regulacje prawne. W Polsce to zjawisko mamy jak na dłoni od 18 lat.
Obecnie wbrew oczywistym faktom, na siłę, pachołki gangsterów z Brukseli usiłują zlikwidować polską walutę narodową i wprowadzić obcą, manipilowaną wlaśnie przez tych gangsterów finansowych.
Przy okazji pozbawiają naród polski resztek suwerenności - idea Hitlera zwycięża.
Brawo Gargamela Merkel !
~di@bolo odpowiada ~di@bolo
PS. Wykład XI &4 "Protokółów mędrców syjonu"
- Goje to stado baranów, my zaś jesteśmy wobec nich wilkami, a wiecie wszak, co się staje z owcami, kiedy do owczarni zakradną się wilki"
Ciekawą inspirację miał autor artykułu !
~George_2
Klęska kapitalizmu? Dobre sobie. To jest klęska socjalizmu, co nie jest zresztą dziwne. Od kiedy zrezygnowano z parytetu złota i wprowadzono socjalistyczne rozwiązania i recepty pseduonauk Keynesa, państwowe instytucje przystąpiły natychmiast do psucia pieniądza. Ostry kryzys był tylko kwestią czasu. Cała sytuacja wskazuje Klęska kapitalizmu? Dobre sobie. To jest klęska socjalizmu, co nie jest zresztą dziwne. Od kiedy zrezygnowano z parytetu złota i wprowadzono socjalistyczne rozwiązania i recepty pseduonauk Keynesa, państwowe instytucje przystąpiły natychmiast do psucia pieniądza. Ostry kryzys był tylko kwestią czasu. Cała sytuacja wskazuje dobitnie, do czego prowadzi socjalizm. Jedyna rada to natychmiastowe przywrócenie zdrowych zasad w finansach, czyli powrót do kapitalizmu.
~makmaf
Wszyscy mówią o przewartościowanych nieruchomościach na kredyt, to jest prawda. Ale wydaje sie że jeszcze bardziej przewartościowane są spółki na giełdzie, i to przedewszystkim pogrążyło banki inwestycyjne, które grały pieniędzmi na kredyt. Poza tym instrumenty giełgowe są coraz bardziej zbliżone do hazardu.
~jk
Po pierwsze, kryzys ma swoje źródło i przyczynę w polityce monetarnej i nie chodzi mi tu o takie __drugorzędne__ sprawy jak wysokości stóp, politykę kredytową, mieszkaniową itd, tylko o samą zasadę funkcjonowania pieniądza.

Kluczowe są tu dwa elementy:
1. przymus państwowy stosowania pieniądza "fiducjarnego",
Po pierwsze, kryzys ma swoje źródło i przyczynę w polityce monetarnej i nie chodzi mi tu o takie __drugorzędne__ sprawy jak wysokości stóp, politykę kredytową, mieszkaniową itd, tylko o samą zasadę funkcjonowania pieniądza.

Kluczowe są tu dwa elementy:
1. przymus państwowy stosowania pieniądza "fiducjarnego",
2. brak realnej wartości pieniądza.

Choć oba te elementy wydają się dziś większości osób "naturalne", to są one stosunkowo świeżym wynalazkiem - zostały wprowadzone na masową skalę dopiero na początku XX wieku! Mówię tu oczywiście o odejściu od pierwotnego znaczenia banknotu - jako noty bankowej (bank note) gwarantującej okazicielowi jej wymianę na określoną ilość jakiegoś towaru. Ze względów praktycznych było to złoto lub srebro. Na allegro można jeszcze kupić banknoty dolarowe z adnotacją "In silver payable to the bearer on demand". Pozostałością po pierwotnej funkcji banknotu jest też napis na brytyjskich funtach "I promise to pay the bearer on demand the sum of TEN Pounds", który obecnie nie ma żadnego sensu! Bank Anglii wypłaci posiadaczowi banknotu dziesięciofuntowego... 10 funtów. Zanim wprowadzono pieniądz "fiducjarny" bank zobowiązywał się do wypłaty posiadaczowi banknotu 10 funtów (wagowych!) złota.

Dlaczego jest to istotne? Przed rewolucją monetarną, pieniądz miał realną wartość - równą wartości towaru (złota), który emitent zobowiązywał się wydać okazicielowi.
Wartość to oczywiście podlegała rynkowym fluktuacjom, ze względu na zmiany popytu i podaży złota, ale jak się popatrzy np. na ceny zbóż w XIX w. to okaże się, że nie ma zjawiska inflacji! Są znaczne zmiany, wynikające też z popytu i podaży zboża, ale nie ma stałej wzrostowej tendencji.

Bank emitujący pieniądz, mógł zobowiązanie wypełnić tylko wtedy jeśli miał w skarbcu tyle złota ile wyemitował pieniądza. Wyemitowanie większej ilości byłoby traktowane jako oszustwo. Czy zastanawialiście się, skąd dziś biorą się pieniądze? W obiegu jest ich coraz więcej. Kto i dlaczego dostaje je jako pierwszy? Dziś wygląda to tak: przychodzi bank X do banku centralnego i mówi dajcie mi kredyt na 100 mln. Bank centralny drukuje pieniądze (albo i nawet to nie - mamy dziś komputery!) i daje je bankowi X. Po stronie pasywów zapisuje 100mln pieniądza po stronie aktywów 100mln (plus odsetki) należności od banku . Bilans się zgadza! Uważny czytelnik zapyta, jak w takim razie banki X,Y,Z... spłacą odsetki skoro dostały tylko np. 300 mln. To proste - z kolejnych kredytów. Bank X teraz może udzielać kredytów firmom i zarabiać na nich. Ile może udzielić kredytów? Ma 100mln, ale może udzielić znacznie, znacznie więcej! (około kilkadziesiąt razy - zależy to od stopy rezerw obowiązkowych) Widzimy więc, że po pierwsze, system bankowy może wyprodukować praktycznie dowolną ilość pieniądza, po drugie pieniądz zamiast złotem w skarbcu, jest zabezpieczony długiem, czyli tym co bank centralny ma w swoich aktywach. Formy długu mogą być różnorakie: należności od kredytobiorców, obligacje skarbu państwa, inne papiery wartościowe jak na przykład... posklejane w "paczuszki" należności od osób biorących kredyty hipoteczne!

Kilka spraw jest kluczowych:

Po pierwsze, ten system zawali się w momencie gdy kredyt nie będzie przyrastał odpowiednio szybko - jest więcej zobowiązań (odsetki) niż pieniędzy. Gdyby nie ciągła kreacja pieniądza (jak opisałem powyżej, w zasadzie z powietrza) spłacanie należności doprowadziłoby do całkowitego wyssania pieniądza z obiegu, a jeszcze pozostałyby odsetki do spłacenia.

Po drugie, jak widać ilość pieniądza jest wyłącznie zależna od arbitralnych decyzji banków centralnych. Mogą dowolnie zwiększać jego ilość (inflacja) i zmniejszać (deflacja).

Jeśli ktoś ma skojarzenia z piramidą finansową, to jest to jak najbardziej słuszne skojarzenie. Piramidy polegają na tym, że sprzedaje się w rzeczywistości bezwartościowe udziały w jakimś fikcyjnym przedsięwzięciu, które przynoszą zysk tylko dzięki temu, że składają się na niego wpłaty od nowych osób kupujących udziały. Piramida funkcjonuje tak długo jak pojawiają się nowe osoby chętne kupić udziały. Zarobią ci, co wezmą zysk pierwsi. W systemie montarno-bankowym te fikcyjne udziały to kredyty (czyli bezwartościowe papierki), nowi frajerzy to kolejne osoby biorące kredyt. Zarabiają ci co dostają odsetki - banki mają de facto tzw. free lunch - oraz kredytobiorcy na kolejnych kredytobiorcach. Główna różnica między piramidą a systemem monatarno-bankowym polega na roli państwa: rząd Bolka-Krzywą-Gębę za założenie piramidy wsadzi do więzienia a do uczestnictwa w piramidzie monetarnej obywateli przymusi.

Jednak sam przymus państwa, choć kluczowy jest niewystarczający. Przymus państwa utrzymuje piramidę, ale cierpliwość obywateli ma swoje granice! To co dziś określa się mianem polityki monetarnej i jest skomplikowaną nauką, ma w rzeczywistości głównie na celu takie zorganizowanie piramidy, żeby skutki jej działania nie niszczyły nadmiernie realnej gospodarki i były do zniesienia dla "zwykłego człowieka". Efektem działania piramidy, która może istnieć tylko wtedy gdy rośnie, jest ciągły wzrost ilości pieniądza. Oznacza to ciągły spadek jego umownej "wartości", źle widziany przez ludność. Jak zauważa szkoła austriacka, nadmierna produkcja pieniądza i podaż kredytów, powoduje też rozregulowanie gospodarki, w szczególności przeinwestowanie w sektorze dóbr przemysłowych. Na odwrót polityka banków centralnych zmierzająca do ograniczenia tempa przyrastania ilości pieniądza powoduje recesję i bankructwa. Należy tu jednak podkreślić, że przyczyną tych patologii jest działanie systemu monetarnego, a nie realna gospodarka.

To o czym mówi autor i część komentatorów, czyli kwestie nadzoru nad działalnością instytucji finansowych, polityka udzielania kredytów, interwencje rządu w politykę to wyłącznie kwestie stabilności piramidy. Poluzowanie kontroli i rządowe gwarancje pozwoliły na szybszą produkcję papierów "wartościowych" a co za tym idzie zbyt szybkie zwiększanie ilości kredytów. Gdy tempo to zmniejszyło się, to okazało się, że związane z udzielonymi kredytami należności są zbyt duże by w obecnej sytuacji kredytobiorcy mogli podołać spłacie. No i mamy kryzys.

Część osób mówi o porażce liberalizmu i kapitalizmu. Jest to nieporozumienie i to bardzo znaczące! Po pierwsze istnienie obecnego systemu monetarnego jest jedynie możliwe dzięki powstaniu karteli banków centralnych i rządów. Tu uwaga: prawdziwym bankiem centralnym jest bank centralny USA czyli FED, bo przecież w bankach pozostałych krajów są (a przynajmniej były do niedawna) głównie papiery wartościowe denominowane w dolarach, czyli jest to w zasadzie przepakowanie pieniędzy kreowanych przez FED. Trzeba także wspomnieć, że nazwa kartel jest jak najbardziej adekwatna, bo FED jest bankiem... prywatnym. (przy okazji, polecam poszukać w sieci informacji o tym jakie rodziny są głównymi właścicielami FED-u) Tak więc w systemie monetarnym opartym na państwowym przymusie o żadnym liberalizmie nie ma mowy. Miałby on miejsce gdyby prywatne banki mogły swobodnie emitować pieniądze (tak!), a państwo dbało tylko o to, żeby nie dochodziło do oszustwa, czyli emisji pieniądza bez pokrycia. Fakt, że mamy prywatne banki i instytucje finansowe obsługujące końcowego klienta, ma znaczenie porównywalne do listka figowego, choć oczywiście poprawia efektywność systemu.

Jeżeli chodzi o kwestię bankructwa kapitalizmu, to należy zauważyć, że jednym z głównych kredytobiorców banków centralnych oraz największym drenem dochodów obywateli są rządy. W sytuacji permanentnego utrzymywania deficytu budżetowego i zadłużenia, oraz w sytuacji gdy znacząca część dochodu narodowego jest redystrybuowana przez państwo, ciężko mówić o gospodarce kapitalistycznej! Gospodarka kapitalistyczna to taka, w której bankruci upadają a nie "są za duzi żeby upaść", lub co gorzej są rządami...

Na zakończenie jeszcze jedna uwaga: system był stabilniejszy gdy kredyty były zabezpieczone długiem, ale dłużnik dawał realny zastaw. Obecnie gdy zastawem są często inne długi, coraz dokładniej oddziela się świat finansów od świata realnego. W efekcie zmniejszenia tego sprzężenia występujące w świecie finansów fluktuacje będą coraz większe. Ponadto ilość pieniądza wielokrotnie przekracza cały istniejący majątek wyceniany po obecnych cenach. Oznacza to, że w zasadzie ustabilizowanie systemu może wymagać hiperinflacji. żeby tę lukę zniwelować.

Jednak najgroźniejszym aspektem obecnego kryzysu nie jest on sam, gdyż upadek wielu instytucji finansowych nie będzie katastrofą - większość ludzi i tak nie ma znaczących oszczędności (powyżej sum obecnie gwarantowanych), a muszą jeść i ubierać się, więc firmy będą produkować. Znacznie groźniejsze są działania rządów, które znowu zwiększą swój zakres i będą jeszcze umacniać piramidę. Może będzie wojna (jak po Wielkim Kryzysie) albo, co gorsze, socjalizm.
~Adam222
No cóż. Zlepek faktów, które niczego nie wyjaśniają. Ceny domów spadły o kilkanaście procent a banki mają 1,4 biliona strat. Jakim cudem? Ktoś kręci i chce coś dla siebie wyrwać na tym zamieszaniu. Banki ponoć traciły na instrumentach pochodnych. Ale one są tak skonstruowane że jak jeden traci to drugi zarabia. No cóż. Zlepek faktów, które niczego nie wyjaśniają. Ceny domów spadły o kilkanaście procent a banki mają 1,4 biliona strat. Jakim cudem? Ktoś kręci i chce coś dla siebie wyrwać na tym zamieszaniu. Banki ponoć traciły na instrumentach pochodnych. Ale one są tak skonstruowane że jak jeden traci to drugi zarabia. Kto w takim razie zarobił miliardy dolarów? Banki mają drogi kredyt. Ale ktoś im ten kredyt udziela i zarabia krocie. Kto? Postarajcie się solidniej przyłożyć do wyjaśnienia tego co się dzieje. Kto traci a kto zyskuje. Pieniądze przecież nie znikają. A jak nawet to obniża to inflację. Po za tym skończyła się spekulacja na ropie.
~Don
Już wcześniej pisałem,że FED jest prywatnym konsorcjum banków i to oni odpowiadają za wywołany kryzys a nawet może to i sami go wywołali,zeby przejąć za bezcen mniejsze banki.Na czym polega gospodarka globalna pokazali dzisiaj FED,EBC,Bank Anglii,Kanady Szwecji Szwajcarii,Chin.
~di@bolo
Jak to nie znikają ? Znikają, bo istniały tylko w wirtualnym świecie, w zapisach, bez podstawy, bez bazy, bez rzetelnego pokrycia w realnej wartości. Jakby cały świat powiedział dziś " ręce na stół!" to padłoby 99% instytucji finansowych opartych właśnie tylko o ten wciąż pompowany balonik.
Wydrukowałem
Jak to nie znikają ? Znikają, bo istniały tylko w wirtualnym świecie, w zapisach, bez podstawy, bez bazy, bez rzetelnego pokrycia w realnej wartości. Jakby cały świat powiedział dziś " ręce na stół!" to padłoby 99% instytucji finansowych opartych właśnie tylko o ten wciąż pompowany balonik.
Wydrukowałem miliony moich prywatnych pieniędzy - nazywają się euroszambo - sprzedaj mi za nie swój dom i ziemię ! Nie ? Dlaczego ?
A Polskę już prawie całą sprzedano za taką wirtualną, niemal nic nie wartą kasę.
~Don odpowiada ~di@bolo
Islandia jest doskonałym przykładem jak wilki załatwiają chorą owcę którą wpierw uszkodzili i osłabili, oby Polacy mieli swój rozum i nie angażowali się w ten system globalny.

Powiązane

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki