Postępowanie UOKiK w sprawie Google może nie wystarczyć, by zmusić giganta do zmiany stosowanych praktyk - oceniła w rozmowie z PAP Marta Sznajder z Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych na UW. W jej ocenie skuteczna może być suma postępowań prowadzonych przez europejskie instytucje.


Prezes UOKiK postawił zarzuty czterem spółkom z grupy kapitałowej Google w związku z podejrzeniem nadużywania pozycji dominującej wobec polskich wydawców medialnych - poinformował urząd w poniedziałek. Chodzi o kwestię wynagrodzeń za artykuły pojawiające m.in. w wyszukiwarce Google.
- Google przedstawia treści, które wydawcy medialni publikują na swoich stronach. Pobiera z nich kluczowe informacje i umieszcza np. w zredagowanym przez AI podsumowaniu. W ten sposób platforma korzysta z pracy dziennikarzy, którzy nie są jednak za nią odpowiednio wynagradzani - powiedziała Marta Sznajder z Centrum Studiów Antymonopolowych i Regulacyjnych na Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego.
Jak zauważyła, sprawa dotyczy nadużywania pozycji dominującej. To szczególne ograniczenie, które dotyczy wielkich firm. Powinny one działać tak, by pozwolić mniejszym graczom funkcjonować na rynku w warunkach uczciwej konkurencji.
- Postępowanie, które wszczął UOKiK, dotyczy sposobu, w jaki Google negocjował warunki lokowania materiałów prasowych. W ocenie urzędu nie spełniały one kryteriów dotyczących wynagradzania twórców, a przewidzianych w prawie autorskim - powiedziała Sznajder.
Ekspertka zwróciła uwagę, że praktyki stosowane przez internetowych gigantów naruszają nie tylko prawa autorów, ale również interesy wydawców.

- Koncerny internetowe odbierają mediom odbiorców, którzy przestają wchodzić na strony, gdzie publikowane są teksty źródłowe, tylko poznają te treści za pośrednictwem platform. Uderza to w pluralizm medialny, który jest wartością chronioną przez prawo europejskie - zaznaczyła.
W ocenie ekspertki praktyki platform mogą doprowadzić do tego, że odbiorcy nie będą mieli dostępu do rzetelnych informacji podanych przez dziennikarzy.
Sznajder dodała, że postępowanie Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nie jest pierwszym, w którym instytucja z Unii Europejskiej postawiła Google zarzuty dotyczące stosowania praktyk monopolistycznych. Podobne postępowanie prowadził już francuski organ ochrony konkurencji, a Google został we Francji ukarany.
- Pojawia się pytanie, czy polski organ może nałożyć na Google kary, które byłyby dla koncernu na tyle dotkliwe, że zmusiłyby go do zmiany dotychczasowych praktyk. W mojej ocenie jest to mało prawdopodobne, ale postępowanie UOKiK ma znaczenie w szerszym kontekście, czyli w sytuacji, kiedy również inne europejskie organy, a wśród nich Komisja Europejska, prowadzą podobne postępowania. Skumulowane działania mogą skłonić wielkie platformy do innego traktowania wydawców medialnych - powiedziała Sznajder.
Ekspertka zauważyła jednak, że postępowania antymonopolowe są trudne i skomplikowane dowodowo. Nie należy zatem oczekiwać, że zostaną szybko zakończone.
Prowadzone przez UOKiK postępowanie i zarzuty dotyczą podejrzenia stosowania przez Google praktyki zakazanej w prawie ochrony konkurencji, czyli nadużywania pozycji dominującej.
Zarzuty dotyczą spółek: Alphabet Inc., Google LLC, Google Ireland Limited oraz Google Poland. Maksymalna kara za nadużywanie pozycji dominującej może wynieść 10 proc. obrotu przedsiębiorcy - podano.
Urząd poinformował, że koncern Google nie podpisał z większością polskich wydawców prasy umów określających warunki korzystania z ich publikacji oraz wysokość wynagrodzenia z tego tytułu. Taki obowiązek wynika z unijnej dyrektywy DSM - ws. praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym. (PAP)
gkc/ mmu/



























































