Należący do Wielkiej Brytanii skrawek Półwyspu Iberyjskiego od 300 lat stoi ością w gardle Hiszpanii, która chętnie zmieniłaby jej status. Rozpoczynający się właśnie proces wystąpienia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może być do tego świetną okazją, ale może też stanowić okazję dla brytyjskiej kolonii.
Gibraltar znalazł się w rękach Brytyjczyków w 1704 r. w wyniku działań związanych z wojną o hiszpański tron. Stan ten został zalegalizowany 9 lat później podczas zawierania pokoju w Utrechcie i do dziś pozostaje względnie niezmieniony. Od tego czasu stanowi ważny port przeładunkowy i strategiczną bazę dla Royal Navy dzięki usytuowaniu na szlaku pomiędzy Morzem Śródziemnym i Oceanem Atlantyckim. Jego znaczenie dodatkowo wzrosło po wybudowaniu Kanału Sueskiego.
Dla Hiszpanów był on jak drzazga – może nie szczególnie niebezpieczny, ale bardzo irytujący. Już w XVIII wieku podejmowali próby odzyskania Skały poprzez oblężenia i działania utrudniające życia jej mieszkańcom. Tradycje te kontynuował generał Franco, który w 1969 r. zamknął granicę z brytyjskim obszarem zamorskim. Została ona ponownie otwarta dopiero w 1985 r.
Złoty czas
Otwarcie granicy z Hiszpanią pozwoliło Gibraltarowi na nieskrępowany handel z innymi krajami Unii Europejskiej, dzięki czemu mógł w pełni cieszyć się z członkostwa we Wspólnocie, do której przystąpił wraz z patronem w 1973 r. Zachowuje on przy tym szczególny status. Dzięki związkowi z Wielką Brytanią ma dostęp do Wspólnego Rynku, ale nie jest członkiem Unii Celnej i jest wyłączony ze wspólnego systemu VAT.
W ramach Zjednoczonego Królestwa cieszy się szeroką autonomią i Londynem łączy go właściwie tylko wspólna polityka zagraniczna i obronna. Prowadzi natomiast samodzielną politykę fiskalną, z której chętnie korzysta. Na terytorium nie istnieje podatek od dywidend, a CIT wynosi tylko 10 proc. i to jedynie dla dochodów uzyskanych na Gibraltarze. Pozostałe są nieopodatkowane.
To wszystko tworzy atrakcyjne warunki dla inwestorów, które pozwalają im równocześnie na swobodne działanie w innych krajach Unii Europejskiej i cieszenie się niskimi podatkami. To sprawiło, że Gibraltar stał się ważnym centrum offshore’owym, który szczególnie upodobały sobie firmy z sektora finansowego, ubezpieczeniowe oraz internetowe portale hazardowe.
Dodatkowy rozwój handlu i turystyki skutkował dynamicznym rozwojem gospodarczym, który sprawił, że główne niegdyś źródło utrzymania terytorium, czyli brytyjska Marynarka Wojenna, dziś odpowiada za niecałe 6 proc. jego dochodu.
PKB per capita Gibraltaru w roku fiskalnym 2015-16 według regionalnego rządu przekroczył 90 tys. USD, czyli był ponad dwukrotnie wyższy niż w pozostałej części Zjednoczonego Królestwa. Czyni go to czwartym najbogatszym obszarem administracyjnym na świecie, po Katarze, Luksemburgu i Makau, a przed Singapurem. Sytuacja gospodarcza jest tak dobra, że pomimo niskich stawek podatkowych budżet od kilku lat notuje regularne nadwyżki.
Biorąc pod uwagę świetną sytuację gospodarczą, nie jest zaskoczeniem, że niemal 96 proc. mieszkańców przylądka w referendum w sprawie Brexitu opowiedziało się za pozostaniem Gibraltaru w Unii Europejskiej.
Hiszpania bliska, choć daleka
Jednym ze skutków bogacenia się Gibraltaru był wzrost zapotrzebowania na siłę roboczą, co prowadziło do regularnego wzrostu populacji. Na terytorium liczącym zaledwie 6,5 km2, czyli trochę mniej niż Jejkowice, najmniejsza w Polsce gmina wiejska, mieszka obecnie około 33 tys. osób. Miejsce na osadnictwo się skończyło, ale pracownicy nadal są potrzebni, więc dziś rynek mieszkaniowy u podnóża Skały pod względem cen przypomina raczej Londyn niż Andaluzję po drugiej stronie granicy. Z tego powodu obecnie połowa pracowników przylądka, czyli mniej więcej 12 tys. osób, dojeżdża do pracy z mieszkań położonych na terytorium Hiszpanii.
Ponadto miasto importuje przez ląd dobra, głównie codziennego użytku, których wartość w ciągu roku wynosi około 420 mld euro, co ma pozytywny wpływ także na hiszpańską gospodarkę. Szacuje się, że brytyjskie terytorium zamorskie zwiększa PKB andaluzyjskiego regionu Campo de Gibraltar o około jedną czwartą.
Jeszcze pod koniec marca wydawało się, że strona hiszpańska rozumie te zależności i leży jej na sercu przede wszystkim na dobrej sytuacji Campo. Minister Spraw Zagranicznych Dastis Quecedo podkreślał, że będzie się starał zagwarantować, by warunki wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej zagwarantowały przede wszystkim interesy hiszpańskich obywateli i firm działających na Gibraltarze i granica pozostanie otwarta, a kontrole będą takie, jak do tej pory.
Dyplomatyczny kryzys
Sytuacja zaogniła się na początku kwietnia, czyli zaraz po rozpoczęciu procedury Brexitu. W wytycznych dotyczących negocjacji z Wielką Brytanią przygotowanych przez komisję Europejską problem przylądka wydawałby się raczej nieistotny, znalazł się wśród najważniejszych 26 punktów. Ustalono, że po wystąpieniu Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej, żadne ustalenia w sprawie Gibraltaru nie będą ważne bez osobnej zgody z Hiszpanią.
Oznacza to, że na jakichkolwiek zasadach miałoby się odbyć wyjście z Unii Europejskiej Gibraltaru, Madryt mógłby to zawetować. Brytyjczycy nie mają wątpliwości, że ten zapis znalazł się w dokumencie z inspiracji dawnego właściciela skrawka ich terytorium i uważają go za próbę przejęcia kontroli nad nim.
Do tego nagle zaczęło dochodzić do dziwnych incydentów, takich jak naruszenia brytyjskich wód terytorialnych wokół Gibraltaru przez hiszpański niszczyciel czy uszczegółowienie kontroli granicznych, co było powodem gigantycznych korków na granicy obu państw.
Powrót do idei wspólnej administracji?
Istnieją obawy, że obecne działania dyplomatyczne Hiszpanów mają na celu wznowienie dyskusji na temat zmiany statusu Gibraltaru, który miałby być terytorium rządzonym wspólnie przez Hiszpanię i Wielką Brytanię. Miałoby to nie wpłynąć w żaden sposób na mieszkańców terytorium, którzy zachowaliby brytyjski styl życia, a musieliby jedynie zaakceptować hiszpańską flagę powiewającą na szczycie Skały.
Korzyściami z takiego rozwiązania miałoby być zażegnanie trwającego 300 lat sporu terytorialnego, wzmocnienie autonomii przylądka przez zerwanie powiązań kolonialnych, całkowitą likwidację kontroli granicznych oraz możliwość rozbudowy wspólnego portu Gibraltar-Algeciras. Wówczas mieszkańcy newralgicznego skrawka terenu odrzucili w referendum taką możliwość. Dziś pojawia się możliwość poddania ich naciskom, by tę decyzję jeszcze raz dokładnie przemyśleli.
Rząd Gibraltaru jest negatywnie nastawiony do Brexitu, ale traktuje go jako szansę, z nadzieją patrząc na rozmowy handlowe, które w przyszłości Wielka Brytania zamierza wynegocjować, szczególnie z USA i krajami Brytyjskiej Wspólnoty Narodów. Otwarcie tych rynków jest rozważane w kategoriach szansy nawet większej niż obecność w Unii Europejskiej. To jednak wymaga ustalenia warunków wystąpienia z UE, a Hiszpania właśnie zyskała potężną broń, pozwalającą jej na rozegranie własnej gry. I najwyraźniej zamierza z niej skorzystać.


























































