Niezbyt „jastrzębie” stanowisko władz Rezerwy Federalnej doprowadziło do delikatnego osłabienia dolara i wlało nowe siły w polskiego złotego. Nasza waluta na parze z euro walczy o linię 4,40 zł, która została przekroczona blisko tydzień temu.


Wrześniowa decyzja Federalnego Komitetu Otwartego Rynku ani nie zaskoczyła, ani nie zachwyciła. W obliczu trwale podwyższonej inflacji FOMC nie zdecydował się na drugą z kolei podwyżkę stóp procentowych, tłumacząc się potrzebą zebrania większej liczby informacji. Z kolei przewodniczący Warsh nie zasygnalizował podwyżki stóp w grudniu, której nadal spodziewa się rynek. Warto też dodać, że w październiku dwóch członków FOMC otwarcie opowiedziało się za 25-punktową podwyżką.
Decyzja Fedu nie wstrząsnęła z rynkami. Ale mogła być lekkim rozczarowaniem dla tych, którzy spodziewali się „prowadzenia za rączkę” w stylu J. Yellen czy J. Powella. To początkowo osłabiło dolara, który jednak do czwartkowego poranka zdążył odrobić większość strat. O 9:52 euro było wyceniane na 1,1134 USD – czyli prawie tak samo jak przed publikacją komunikatu FOMC.
- Naszym zdaniem dolarowi ciążył mniej jastrzębi od oczekiwań przekaz konferencji K.Warsha, który nie zasygnalizował jednoznacznie podwyżki stóp Fed w grudniu. Presję nasiliły wyniki Alphabet i przecena spółek technologicznych – ocenili analitycy PKO BP.
Dziś czeka nas decyzja Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego, który prawdopodobnie utrzyma stopę depozytową bez zmian na poziomie 2,50%. Tak samo jak w przypadku Fedu rynek jest przekonany, że EBC podniesie stopy procentowe w grudniu.

To stawia w trudnym położeniu polskiego złotego, gdyż Rada Polityki Pieniężnej niczym diabeł święconej wody unika nawet dyskusji o podwyżkach stóp procentowych. W rezultacie atrakcyjność inwestycyjna złotego maleje w relacji do euro i dolara. Odzwierciedleniem tego jest rysujący się od wiosny średnioterminowy trend deprecjacji polskiej waluty.
W czwartek rano euro kosztowało 4,3988 zł i było o pół grosza tańsze niż dzień wcześniej. To już druga próba zejścia poniżej linii 4,40 zł, powyżej której kurs euro znalazł się w zeszły piątek. Nadal jednak notowania eurozłotego utrzymują się blisko najwyższych poziomów od stycznia 2024 roku.
- Jeśli spadki w sektorze AI się pogłębią, a sytuacja na Bliskim Wschodzie się nie poprawi, kursy EURPLN i USDPLN powinny pozostać na wysokich poziomach, choć USDPLN może zbliżyć się do 3,93–3,94. Silny popyt na aukcji MF i łagodniejsza retoryka Fed wsparły krajowe SPW, ale wpływ tych czynników równoważą drożejące surowce energetyczne – napisali eksperci PKO BP w porannym raporcie.
Tymczasem za dolara płacono 3,9486 zł, a więc podobnie jak dzień wcześniej. W środę kurs USD/PLN zawędrował nawet do 3,9653 zł i był najwyższy od marca ubiegłego roku. Na parze dolar-złoty od lutego rysuje się wyraźny trend wzrostowy z potencjalnym zasięgiem na poziomie 4,20 zł.
Blisko tegorocznych szczytów znajduje się też kurs franka szwajcarskiego. O poranku za helwecką walutę trzeba było zapłacić 4,7678 zł. Blisko trzyletnich maksimów notowany był funt brytyjski, wyceniany na 5,2553 zł.
KK



























































