Jakość edukacji przede wszystkim zależy od tego, co się dzieje między nauczycielem a uczniem – uważa dr hab. Roman Dolata z Uniwersytetu Warszawskiego. Dlatego – jak powiedział – doskonaląc edukację, przede wszystkim trzeba zadbać o nauczycieli; konieczna jest też selekcja do zawodu.


PAP zwróciła się do dr. hab. Romana Dolaty, profesora Uniwersytetu Warszawskiego, kierownika Katedry Polityki Oświaty i Społecznych Badań nad Edukacją, z pytaniem, czy należy reformować edukację, a jeśli tak, to jak.
"Słowo +reforma+ zużyło się, ma negatywne konotacje, kojarzy się z takimi hasłami jak +szkoła w ruinie+, +szkoła XIX-wieczna+, z chaosem, który trzeba opanować, jest obraźliwe dla nauczycieli. Kojarzy się też z przymusem, ze zmianą wprowadzaną odgórnie, stąd zamiast używać terminu +reforma edukacji+, lepiej mówić o +doskonaleniu edukacji+" – powiedział.
Podkreślił, że doskonalenie jest procesem ciągłym, nieskończonym, ewolucyjnym.
"W niewielkim stopniu jest on dekretowalny, czyli regulowany przez akty prawne: zarządzenia, rozporządzenia, ustawy czy nawet przez konstytucje. Oczywiście pewne ramy prawne mogą sprzyjać dobrej edukacji bądź nie przeszkadzać jej, ale są to kwestie drugo– i trzecioplanowe, bo sednem edukacji są relacje" – powiedział.
Wyjaśnił, że chodzi o relacje uczniów z rówieśnikami, z nauczycielem, generalnie z dorosłymi, a także z kulturą i ze wspólnotą. Zaznaczył, że bardzo ważne jest dbanie o te relacje we wszystkich wymiarach. Jednak – jak podkreślił – kluczowa jest autonomia jednostki w wymiarze rozwoju umysłowego i moralnego zarówno uczniów, nauczycieli jak i szkoły.
Wskazał, że w doskonaleniu edukacji bardzo ważne jest tworzenie, rozwijanie i udostępnianie zasobów. Chodzi o finansowanie oświaty, krajowy program (w Polsce tę role spełnia podstawa programowa), podręczniki i szeroko pojęte materiały dydaktyczne, system egzaminacyjny (zarówno system wewnątrzszkolny, jak system egzaminów zewnętrznych) i o badania edukacyjne. "Potrzebujemy sylwetki systemu szkolnego, a nie ucznia" – zaznaczył.
"Najważniejszym z wszystkich zasobów są nauczyciele i dyrektorzy" – podkreślił badacz. "Jakość edukacji przede wszystkim zależy od nich, od tego, co się dzieje między nauczycielem, a uczniem, co się dzieje w szkole" – podkreślił. Dlatego – jak mówił – przede wszystkim trzeba zadbać o nauczycieli i dyrektorów.
Według niego fundamentalne znaczenie ma selekcja do zawodu, a później kształcenie nauczycieli. Zdaniem Dolaty należy zwiększyć atrakcyjność zawodu nauczyciela – z jednej strony trzeba zwiększyć wynagrodzenia, a z drugiej podnieść prestiż zawodu poprzez reglamentację uprawnień uczelni do kształcenia nauczycieli.
"Trzeba zdecydować się na odważny krok i przyznać uprawnienia do kształcenia nauczycieli na wszystkich poziomach tylko tym, które mają przyznaną kategorię A, być może też B plus, w zakresie pedagogiki. Warto przyjrzeć się też naukom wspomagającym pedagogikę, czyli socjologii i psychologii" – zaznaczył.
Jak mówił, być może na początku byłoby bardzo trudno, byłyby komplikacje z naborem, ale w dłuższej perspektywie mogłoby to przełożyć się na prestiż tego zawodu.
"Mamy niż demograficzny i będzie on coraz głębszy. Więc być może nawet pewne kłopoty wynikające z naboru na te ekskluzywne kierunki nauczycielskie nie byłyby tak znaczące" – ocenił.
Jeśli zaś chodzi o samo kształcenie nauczycieli, to – zdaniem Dolaty – najważniejsze jest to, co nazywane jest pedagogią kształcenia.
"Nauczyciel uczy tak, jak sam był uczony na poziome edukacji podstawowej, średniej i wyższej" – powiedział.
Stąd – według niego – równie ważne jak zwiększenie nakładów na oświatę, jest zwiększenie nakładów na kształcenie przyszłych nauczycieli. Tymczasem – jak mówił – w rozporządzeniach ministra nauki i szkolnictwa wyższego współczynnik kosztochłonności, np. w kształceniu w zakresie edukacji początkowej, określono na najniższym poziomie.
"To zachęta dla uczelni, by kształcić przyszłych nauczycieli, tylko poprzez wykłady, bo wtedy kosztochłonność spada" – powiedział. Podkreślił, że trzeba to zmienić.
Zdaniem Dolaty większe nakłady na kształcenie nauczycieli umożliwiłyby zmiany w dydaktyce: pomogłyby odbudować dydaktyki szczegółowe dla poszczególnych przedmiotów oraz stworzyć szkoły ćwiczeń z prawdziwego zdarzenia – szkoły eksperymentalne, w których przyszli nauczyciele mogliby poznać inspirujące metody i praktyki pracy. Wyjaśnił, że chodzi o stworzenie bazy, która byłaby punktem odniesienia dla przyszłych i dla obecnych nauczycieli, gdzie mogliby uzyskać w razie potrzeby wsparcie i radę.
"Jeżeli nie pochylimy się teraz nad nauczycielami, to chyba możemy pożegnać się z myślą o doskonaleniu edukacji" – powiedział. Zaznaczył, że to "będzie długi marsz", który przyniesie owoce po wielu latach, ale jeśli się go nie rozpocznie, to tych owoców nigdy nie będzie.
Prace nad całościową reformą edukacji rozpoczęły się wiosną 2024 r. Ministerstwo Edukacji Narodowej powierzyło je Instytutowi Badań Edukacyjnych – Państwowemu Instytutowi Badawczemu. Według IBE reforma ma opierać się na ośmiu filarach: wiedza, kompetencje, sprawczość uczniów i uczennic; wzmocnienie nauczycieli; wspierające ocenianie; mądre egzaminy; wspomaganie pracy szkół; rola wychowawcza szkoły; dobre podręczniki i redefinicja autonomii – więcej elastyczności i odpowiedzialności.
Prace rozpoczęto od opracowania profilu absolwenta, czyli od odpowiedzi na pytanie, kim ma być absolwent polskiej szkoły, jakie ma mieć umiejętności, jaką wiedzę, wartości i jaką sprawczość. Opracowany profil jest punktem wyjścia do przygotowania zupełnie nowej podstawy programowej.
Zgodnie z zapowiedziami MEN reforma edukacji ma wejść do szkół 1 września 2026 r. wraz z zupełnie nową podstawą programową. (PAP)
dsr/ joz/ js/

























































