PPL ma pomysł na duoport. Aby go zrealizować, próbuje przejąć nierentowne lotnisko od marszałka i agencji wojskowej. Bez sukcesu.
Warszawa, rok 2045. Samolot Alitalii z Rzymu ląduje na lotnisku w Modlinie. Pasażerowie wysiadają, wsiadają do pociągu, który w 20 minut dowozi ich do centrum. W tej samej chwili rejs z Warszawy do Pekinu startuje z Lotniska Chopina. Rocznie warszawski duoport obsługuje 40 mln pasażerów, którzy już tylko rzucają okiem na bilet, żeby sprawdzić, z którego lotniska wylatują. To bez znaczenia, oba lotniska są równie dobrze skomunikowane, a terminale wyglądają podobnie i mają te same sklepy i restauracje. Mrzonka? Nie — wizja.
Jej autorem jest Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (PPL), właściciel 30,39 proc. udziałów w lotnisku Modlin. W maju PPL złożyło ofertę zakupu udziałów pozostałym wspólnikom — Agencji Mienia Wojskowego (AMW, 34,43 proc.), marszałkowi województwa mazowieckiego (30,37 proc.) i burmistrzowi Nowego Dworu Mazowieckiego (4,81 proc.). Celem jest konsolidacja kapitałowa i stworzenie duoportu. Zasadność jego utworzenia potwierdzają analizy. Duoporty działają w Rzymie, Mediolanie, Paryżu, Brukseli i Berlinie. Dają synergie kosztowe i przychodowe. Warszawski mógłby, zdaniem PPL, zastąpić planowane kilka lat temu Lotnisko Centralne.
— Chopin i Modlin nie mogą konkurować, bo to wcześniej czy później doprowadzi do upadku tego drugiego. Modlin powinien mieć ofertę komplementarną do Lotniska Chopina. Oferta na zakup jest wiążąca do 31 stycznia 2016 r., a PPL chciałoby przeprowadzić transakcję jak najszybciej. Dotychczas jednak nie dostaliśmy żadnej konkretnej odpowiedzi — Michał Kaczmarzyk, dyrektor generalny PPL.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"
























































