Bardzo niskie stopy procentowe zniechęcały część Polaków do trzymania pieniędzy na lokatach. Niektórzy skierowali swój kapitał na giełdę, licząc na większe stopy zwrotu. Niestety, kto w połowie lipca zainwestował 10 tys. zł w akcje KGHM-u, dzisiaj jest biedniejszy o ok. 1,5 tys. zł.


Taki sam efekt przyniosły inwestycje w papiery Tauronu. Blisko 5% straty przyniosłyby także inwestycje w PKO BP i PZU. Połowa kapitału na GPW pochodzi od zagranicznych inwestorów. Jeśli się wycofają, to notowania naszych spółek pójdą mocno w dół.
Dzisiejszy dramat na światowych rynkach zaczął się w Chinach. Na parkiecie w Szanghaju doszło do silnej przeceny o ponad 8%. Pekin, w opozycji do oczekiwań inwestorów, nie interweniował. To zapoczątkowało całą serię spadków na giełdach światowych, które niestety nie ominęły Polski. Wiele wskazuje na to, że dane dotyczące gospodarki chińskiej były silnie napompowane - inwestorzy obawiają się, że w Państwie Środka w rzeczywistości mamy recesję. Na te informacje bardzo negatywnie zareagowały notowania akcji KGHM-u - polski potentat miedziowy w dużym stopniu uzależniony jest od popytu na ten surowiec ze strony Chin.
Na giełdowych spadkach tracą nie tylko posiadacze akcji, ale cała gospodarka, m.in. z powodu niższych wpływów z podatków czy osłabienia kursu walutowego, etc. Sytuacja na giełdzie ma wpływ na koniunkturę. Jeżeli ta osłabnie, to możemy zapomnieć o 3,5% wzroście PKB, spadku bezrobocia i podwyżkach wynagrodzeń.




























































