Dlaczego niektóre sklepy Reserved, House i Cropp są zamknięte?

2020-06-01 15:39
publikacja
2020-06-01 15:39

Choć od otwarcia galerii handlowych minął już blisko miesiąc, nadal wiele sklepów pozostaje zamkniętych. Dotyczy to m.in. popularnych marek Reserved, House, czy Cropp. 

W galeriach handlowych nadal wiele sklepów pozostaje zamkniętych. Dotyczy to m.in. popularnych marek Reserved, House, czy Cropp. / fot. Adam Trochała / Bankier.pl

Obostrzenia ograniczające działalność galerii handlowych w związku z koronawirusem zostały zniesione 4 maja 2020 roku, o powrocie do przedpandemicznej normalności nadal jednak daleko. I nie chodzi tylko o maski, rękawiczki i inne środki ostrożności, ale i fakt, że klienci nadal nie mogą korzystać ze wszystkich sklepów. Tak jest m.in. w przypadku pomorskiej firmy LPP, która posiada sklepy pięciu marek:

  • Reserved
  • Cropp
  • House
  • Mohito
  • Sinsay

Ograniczenia władze LPP zapowiadały już na początku maja i niedługo po otwarciu galerii okazało się, iż wielu klientów Reserved, czy House po prostu "pocałowało klamkę". Tuż po weekendzie majowym działało ok. 20 proc. sklepów marek należących do LPP i po miesiącu firmie nadal daleko do pełnego otwarcia. Z najnowszych danych wynika, że swe podwoje otworzyło dla klientów ok. 35 proc. sklepów Reserved i około 50 proc. House. Dla Croppa, Mohito i Sinsey odsetek ten jest wyższy, dla całego LPP nadal wynosi jednak tylko 53 proc.

/ Trigon DM

Sklepy są sukcesywnie otwierane, ale klienci nie powinni łudzić się, że niebawem będą mogli skorzystać ze wszystkich. Wszystko przez koronawirusa, który uderzył w spółki odzieżowe nie tylko zamknięciem sklepów, ale i po ich otwarciu przełożył się na niższe obroty. Z opublikowanej w piątek na naszych łamach analizy zmian odwiedzalności oraz obrotów firm handlowych i usługowych zrzeszonych w Związku Polskich Pracodawców Handlu i Usług wynika, iż Polacy po otwarciu sklepów robią w centrach handlo wych zakupy o 40-50 proc. mniejsze niż rok temu. - Po blisko miesiącu aktywności handlowej widzimy, że jest tendencja wzrostowa, ale nawet dziś osiągamy ledwo połowę zeszłorocznych wyników dla analogicznych okresów - podał zarząd ZPPHiU w komunikacie prasowym.

W galeriach nie jest po staremu

Jak zwracają uwagę analitycy, klienci nie odwiedzają centrum handlowego dla rozrywki, czy by zjeść rodzinny obiad, ale realizują konkretne zadania zakupowe. To przekłada się na spadek atrakcyjności sklepów w galerii względem zwykłych sklepów "na ulicy". Ratunkiem dla spółek są promocje (napędzają przychody, ale uderzają w marżę) oraz kanał internetowy, który wspierał je już w czasie zamknięcia sklepów. Sytuacja jest jednak zupełnie inna, niż ta przed zamknięciem sklepów, o czym detaliści alarmowali już w kwietniu, gdy pojawiły się pierwsze pogłoski o otwarciu galerii.

Największe wyzwanie stanowią czynsze, które dostosowane są do starych poziomów sprzedaży. Póki galerie były zamknięte, sklepy wspierało rządowe zamrożenie czynszów. To właśnie jeden z głównych powodów wstrzymywania się z otwarciem sklepów przez LPP, spółka bowiem chce bowiem przynajmniej częściowo dopasować strukturę wydatków do nowej rzeczywistości. W efekcie bądź negocjuje niższe czynsze, bądź wypowiada umowy. 

- Wypowiedzieliśmy umowy na 30 proc. powierzchni handlowej. Negocjacje ciągle trwają. Jedna trzecia umów jest zrenegocjowana, w przypadku pozostałych rozmawiamy. To są trudne negocjacje, pewnie potrwają miesiąc lub dwa - poinformował przed dwoma tygodniami wiceprezes LPP Przemysław Lutkiewicz. Listę otwartych sklepów można na bieżąco sprawdzać na stronach internetowych marek oraz niektórych galerii handlowych.

Nie tylko LPP. Inni też zapowiadają cięcia

Nie tylko LPP zapowiedziało cięcia w kwestii sklepów. O podobnym ruchu informowało w maju m.in. CCC, dla którego duże sklepy stacjonarne stanowiły problem jeszcze przed koronakryzysem. Umowy z galeriami jeszcze w kwietniu rozwiązywał Empik, negocjacje z opcją wycofania się z galerii prowadzi też Ambra, właściciel m.in. sklepów Centrum Wina. - Zakładamy, zależnie od wyników negocjacji, wycofanie się z części galerii i likwidację tych placówek, które przed pandemią miały najniższe zyski, a po ponownym otwarciu centrów handlowych przestały być rentowne - deklarował na łamach "Pulsu Biznesu" szef Ambry. O dopasowywaniu kosztu najmów do obecnych realiów w najnowszym liście do akcjonariuszy pisał też Wiesław Wojas, prezes Wojasa. 

To tylko część przykładów, zasady gry zmieniły się bowiem de facto dla wszystkich i o ile sklepom zależy na niższych czynszach, tak na drugiej szali leży interes operatorów galerii, którzy także nie są przecież winni obecnemu kryzysowi. Negocjacje zatem nie są łatwe dla żadnej ze stron.

Ceny najmu to jedno, oprócz tego podejmowane są inne kroki antykryzysowe. U niektórych detalistów dochodzi np. także do reformy zatrudnienia, która zaowocowała cięciem etatów i de facto dociążeniem pozostałych pracowników. Detaliści postulują także zmiany w samym handlu, jak np. przywrócenie możliwości zakupu produktów w sklepie stacjonarnym w niedziele.

Adam Torchała

Źródło:
Tematy
Pożyczka Konsolidacyjna z RRSO 10,59%

Pożyczka Konsolidacyjna z RRSO 10,59%

Komentarze (11)

dodaj komentarz
gawda78
A co mają płacić tyle samo za najem co przed pandemią, jak teraz ruch jest znacznie mniejszy? Ten kryzys nie może być tylko na głowie najemców i właściciele centrów powinni to zrozumieć bo inaczej zostaną z pustymi powierzchniami handlowymi. Ale widząc to co się dzieje, większość właścicieli dogadała się z najemcami.A co mają płacić tyle samo za najem co przed pandemią, jak teraz ruch jest znacznie mniejszy? Ten kryzys nie może być tylko na głowie najemców i właściciele centrów powinni to zrozumieć bo inaczej zostaną z pustymi powierzchniami handlowymi. Ale widząc to co się dzieje, większość właścicieli dogadała się z najemcami. Ciężki okres trzeba działać razem żeby z niego wyjść, obie strony muszą stracić, żeby w przyszłości wrócić szybciej do normalności.
aniary
Moim zdaniem najlepsze rozwiązanie jakie mogli wymyślić. Aby zachować płynność spółki trzeba było podjąć niełatwe decyzje, które w najbliższej przyszłości powinny im przynieść sporo korzyści.
hodler
Polacy spłacamy kredyty i przestajemy kupować aby zniszczyć aktualnie istniejący system finansowy! Podczas kryzysu okazuje się, że możemy żyć bez kupowania drogich gadżetów czy nowych ciuchów. Wręcz nadmiar pierdół przeszkadza żyć zdrowo.
mwl
brak popytu = rosnące bezrobocie. ale faktem jest że bez jakichś 70% rzeczy z galerii spokojnie można się obyc
degrengolada
był już przesyt odzieży. Dziewczyny potrafiły kupić szmatkę żeby raz ją ubrać i wrzucić do żelaznego kosza przed blokiem na Caritas. Szafy się nie domykają. Buty się nie mieszczą. Wyrzuca się dobrą odzież i obuwie tylko dlatego że jest niemodne albo się znudziło. Przyszedł czas żeby się zastanowić nad tym był już przesyt odzieży. Dziewczyny potrafiły kupić szmatkę żeby raz ją ubrać i wrzucić do żelaznego kosza przed blokiem na Caritas. Szafy się nie domykają. Buty się nie mieszczą. Wyrzuca się dobrą odzież i obuwie tylko dlatego że jest niemodne albo się znudziło. Przyszedł czas żeby się zastanowić nad tym dzikim konsumpcjonizmem. Naprawdę jeśli rynek się oczyści z kilku najsłabszych ogniw w branży odzieżowej to tylko na + wyjdzie.
(usunięty)
(wiadomość usunięta przez moderatora)
no_comment
Po pierwsze biorą galerie na przetrzymanie (w stylu kto najbardziej zejdzie z czynszem u tego się otworzymy) a po drugie tych sklepów i galerii jest za dużo i Covid jest dobrą wymówką żeby to zredukować. W każdym dużym mieście co parę kilometrów jest wielka galeria a w niej dokładnie to samo: duży market i wianuszek Po pierwsze biorą galerie na przetrzymanie (w stylu kto najbardziej zejdzie z czynszem u tego się otworzymy) a po drugie tych sklepów i galerii jest za dużo i Covid jest dobrą wymówką żeby to zredukować. W każdym dużym mieście co parę kilometrów jest wielka galeria a w niej dokładnie to samo: duży market i wianuszek identycznych marek sprzedających szmaty z z Chin i Bangladeszu. Zero różnorodności. To już się ludziom wcześniej powoli przeżerało a covid to tylko przyśpieszy.
andregru
Przed wirusokryzysem sklepy były zawalone szmatami na który nie było zbytu. Po prostu na rynek trafia za dużo "szmat" na które nie mogą znaleźć nabywców .
mwl
czyli teraz rozwiązaniem jest nieotwieranie sklepów?

Powiązane: Koronawirus a gospodarka

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki