Według zrewidowanych prognoz Banku Światowego, ostateczny deficyt sektora finansów publicznych może wynieść 2,1 proc. PKB, a nie 2,9 proc., jak przewidziano w ustawie budżetowej. Z jednej strony jest to zasługa wyższych wpływów podatkowych, z drugiej - niższych wydatków. To drugie jednak wcale nie musi być dobrą wiadomością.
Rok 2016 na razie jest wyjątkowo łaskawy dla rządzących. Dobra koniunktura przekłada się na wysoką konsumpcję wspomaganą przez program Rodzina 500 plus, a także świetną sytuację na rynku pracy, która objawia się rekordowo niskim bezrobociem i dynamicznym wzrostem płac. Skutkiem tej sytuacji są stosunkowo wysokie wpływy z podatków.
Patrząc na rynek pracy i ruch w osiedlowych dyskontach, można odnieść wrażenie, że gospodarka ma się świetnie. Mimo to analitycy z Banku Światowego, agencji ratingowych, a nawet samego Ministerstwa Finansów tną prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski. Dziś szacuje się, że nasza gospodarka zamiast o 3,7-3,8 proc. prognozowane jeszcze kilka miesięcy temu, w 2016 r. urośnie raczej o 3,1-3,2 proc.
Zobacz także
Za spadek dynamiki PKB w naszym kraju odpowiada spadek inwestycji. Nie jest tutaj zaskoczeniem stosunkowo niewielka wartość inwestycji prywatnych, ponieważ na całym świecie przedsiębiorstwa wstrzymują się z podejmowaniem ryzyka i budową nowych fabryk w warunkach niepewności gospodarczej. Dziwić może natomiast znaczny spadek inwestycji publicznych i właśnie na to zwraca uwagę Bank Światowy.
W budżecie na 2016 rok na wydatki majątkowe, czyli głównie szeroko pojęte inwestycje, przewidziano niecałe 18 mld zł, z czego do lipca wydano mniej niż 3,7 mld, a więc około 20 proc. Ta pozycja zawiera m.in. dotacje na inwestycje samorządów. Choć wykonanie jest znacznie niższe niż w poprzednich latach, nie jest to jeszcze powód do niepokoju. Każdego roku znaczną część wydatków majątkowych księguje się w grudniu, jednak w tym roku może być inaczej.
Inwestycje spadają już od początku roku. Na koniec drugiego kwartału spadek rok do roku wynosił 7,1 proc. Największa obniżka nastąpiła w branży wodno-kanalizacyjnej, gdzie nakłady inwestycyjne spadły w ciągu roku o połowę. Problem dotyczy w głównej mierze dopiero wdrażanej unijnej perspektywy budżetowej 2014-20, z której środki jeszcze nie są dysponowane w takiej skali, jak miało to miejsce z poprzednią perspektywą. Bank Światowy szacuje, że tak duży spadek inwestycji publicznych doprowadzi do powstania nadwyżki budżetowej w samorządach i spadku deficytu sektora finansów publicznych do 2,1 proc. PKB zamiast planowanych 2,9 proc. PKB, czyli około 15 mld zł.
Choć spadek deficytu powinien cieszyć, bo to zawsze kilkanaście miliardów złotych mniej długu publicznego do późniejszej spłaty, to przyczyna tego spadku - zmniejszenie inwestycji - jest powodem do niepokoju. Wielu ekonomistów wyraża pogląd, że zaciąganie długu przez państwo w warunkach dobrej koniunktury jest uzasadnione wyłącznie na poczet wydatków, które w przyszłości wygenerują dochód, czyli na inwestycje. Tutaj właśnie ta kategoria jest zmniejszana.
Innym niepokojącym sygnałem jest także niezdolność ekipy rządzącej do przygotowania projektów inwestycyjnych. W budżecie są pieniądze, jednak aby je wydać, należy przygotować dokumentację, przeprowadzić przetargi, projekty, wnioski. Bank Światowy ma wątpliwości, czy uda się to zrobić do końca roku.
W przyszłym roku można się spodziewać, że wydatkowanie publicznych pieniędzy na inwestycje wróci do normy. O ile będzie taka wola polityczna, bo nie jest tajemnicą, że kiedy zaczyna brakować w budżecie pieniędzy, w pierwszej kolejności tnie się wydatki majątkowe. A coraz liczniejsze programy społeczne sprawiają, że w budżecie robi się ciasno.
Życie ponad stan kosztuje Polskę więcej niż wojsko

Zadłużenie Skarbu Państwa jest obecnie niemal najwyższe w historii. Przyszłe pokolenia będą musiały ten dług spłacić, obecne muszą go utrzymywać. A to – jak wynika z projektu budżetowego – koszt większy, niż wydatki na obronę narodową.



























































