Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty stwierdził po odwołaniu prezydenta Częstochowy Krzysztofa Matyjaszczyka, że zgodnie z zasadami demokracji, gdy ludzie widzą, że coś im nie odpowiada, mają prawo zabrać głos. Ludzie rozsądni ufają demokracji w każdym wymiarze - zaznaczył.


Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk (Lewica) i rada miasta zostali odwołani w niedzielnym referendum.
Delegatura Krajowego Biura Wyborczego poinformowała, że w referendum wzięły udział 51863 osoby - przy wymaganym minimum do jego ważności 46625. 97 proc. głosów oddano za pozbawieniem prezydenta urzędu.
Odwołano też radę miasta. W tej sprawie wypowiedziały się w niedzielę 51844 osoby (96,2 proc. było za odwołaniem rady) przy progu ważności referendum 48754 głosujących.
Czarzasty o odwołanie Matyjaszczyka i rady miasta był pytany w poniedziałek na konferencji prasowej w Bystrej (Śląskie). Jak podkreślił, takie rzeczy się zdarzają. Przypomniał, że w Krakowie w referendum został odwołany prezydent Krakowa związany z Koalicją Obywatelską.

- Demokracja na tym polega, że w momencie, kiedy ludzie widzą coś, co im nie odpowiada, mają prawo zabrać głos, również w formie referendum. Demokracja ma swoje prawa. Ludzie rozsądni ufają demokracji w każdym wymiarze, bez względu na to, czy to dotyka jednych, czy to dotyka drugich - zauważył marszałek Sejmu.
- Komentuję to z dystansem. Taki jest wybór. Za chwilę będą następne wybory w Częstochowie. Życie toczy się dalej - dodał Czarzasty.
Prezydent Częstochowy Krzysztof Matyjaszczyk od ośmiu miesięcy nie mógł pełnić swej funkcji, wchodzić do urzędu miasta ani kontaktować się z pracownikami - wobec prokuratorskich środków zapobiegawczych. Jego obowiązki sprawował I zastępca Zdzisław Wolski.
Centralne Biuro Antykorupcyjne zatrzymało prezydenta Częstochowy 25 lutego br. Prokuratura przedstawiła mu zarzut przyjęcia co najmniej 40 tys. zł w zamian za zmiany w budżecie miasta pozwalające na realizację zamówienia publicznego z korzyścią dla jednego z przedsiębiorców oraz przyjęcie od wielu osób korzyści majątkowych w łącznej kwocie nie mniejszej niż 129 tys. zł.
Krzysztof Matyjaszczyk twierdzi, że padł ofiarą pomówień. Zgodził się na podawanie nazwiska. Od czerwca nie wypowiada się publicznie.
Do czasu wyjaśnienia sprawy decyzją władz partii został zawieszony w prawach członka Nowej Lewicy.
Inicjatorzy referendum stawiali też prezydentowi zarzut nepotyzmu w Urzędzie Miasta i spółkach komunalnych. Wskazywali m.in., że partnerka Krzysztofa Matyjaszczyka (obecnie żona) stanęła na czele utworzonego Biura Ładu Korporacyjnego (kilka tygodni temu p.o. prezydenta je zlikwidował). Mówili też o zadłużeniu Częstochowy, braku kluczowych inwestycji, np. stadionu Rakowa.
W kampanii przedreferendalnej władze miasta podkreślały, że zadłużenie Częstochowy w stosunku do wysokości budżetu jest mniejsze, niż w wielu dużych miastach. Skupiły się na pokazywaniu, jak rozwinęła się Częstochowa nie tylko w tej, ale i poprzednich kadencjach.
Komitet referendalny stworzyła grupa aktywistów miejskich oraz osób, które w ostatnich wyborach samorządowych kandydowały do rady miasta z listy Trzeciej Drogi (ugrupowanie nie uzyskało mandatów).
Głośne referendum przeprowadzono wcześniej – 24 maja - w Krakowie. W efekcie odwołano Aleksandra Miszalskiego (KO) z urzędu prezydenta miasta. 11 października w II turze wyborów na nowego prezydenta zwyciężył Łukasz Gibała.
Od 30 lipca br. w Warszawie zbierano podpisy pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta miasta Rafała Trzaskowskiego i rady. Pod koniec września poinformowano, że wynik zbiórki wyniósł poniżej zakładanego w sprawie minimum; tym samym referendum nie odbędzie się. (PAP)
mtb/ par/


























































