Gdy masy wychodzą na ulice, by protestować, ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują organizatorzy, jest nagłe odcięcie od mediów społecznościowych. Dokładnie to spotkało grupę No Kings Coalition. Instagram zablokował ich konto w samym szczycie ogólnokrajowej mobilizacji w terenie. Meta bije się w pierś i tłumaczy, że to wina nadgorliwych algorytmów, ale trudno o gorszy (i bardziej podejrzany) moment na taką "pomyłkę".


Cyfrowy knebel w szczycie mobilizacji?
Do samych wyborów (tzw. midterms zaplanowanych na 3 listopada) zostało wprawdzie jeszcze trochę czasu, więc trudno mówić o ostatniej prostej czy ciszy wyborczej, ale dla koalicji No Kings miniony weekend był absolutnie kluczowy z punktu widzenia akcji w terenie. Grupa zrzeszająca przeciwników Donalda Trumpa zorganizowała szeroką akcję profrekwencyjną - blisko 3 tysiące wydarzeń we wszystkich 50 stanach i przede wszystkim w samym Waszyngtonie, a miliony ludzi zaangażowano w promowanie wczesnego głosowania.
I właśnie wtedy, gdy koordynacja działa na najwyższych obrotach, instagramowy profil koalicji nagle... wyparowuje z sieci. Przez półtorej godziny konto było całkowicie niedostępne, a organizatorzy pozostawali odcięci od panelu administracyjnego jeszcze długo po tym, jak strona znów stała się widoczna dla świata (pełen dostęp odzyskali dopiero w sobotę późnym popołudniem). Odcięcie głównego kanału komunikacji w takim momencie to rzecz jasna nokaut operacyjny, ale też szansa na zadanie pytania: przypadek czy "przypadek"?
Meta zmienia wersję wydarzeń
Gigant technologiczny posypał głowę popiołem, ale jego tłumaczenia rodzą więcej pytań niż odpowiedzi. Zaczęło się od informacyjnego chaosu. Jeszcze w sobotę Meta twierdziła, że zawieszenie to po prostu efekt "niezwykle wysokiego wskaźnika publikowania, udostępniania i komentowania". System miał uznać społeczników za spamerów.
Jednak w niedzielę Andy Stone, wiceprezes Mety ds. komunikacji, zaserwował rynkowi zupełnie nową, dość zaskakującą narrację. Okazało się, że to nie nadmierne publikowanie, ale... zbyt szybkie "czytanie" przez jeden z dużych modeli AI uruchomiło blokadę.

Złowrogi bot czy wygodna wymówka?
Zgodnie z najnowszą wersją, winowajcą ma być narzędzie oparte na sztucznej inteligencji Claude (stworzone przez firmę Anthropic). Według Mety, oprogramowanie to skanowało profile, posty i hashtagi koalicji w tak szaleńczym tempie (czterokrotnie szybszym niż norma) i w tak gwałtownych seriach, że zautomatyzowane systemy bezpieczeństwa wzięły to za zmasowany atak botów.
Z punktu widzenia technologicznego brzmi to być może wiarygodnie, ale wizerunkowo sprawa pachnie fatalnie. Oświadczenie Mety wygodnie przemilcza, z jakiej dokładnie wersji narzędzia Claude korzystano, kto za nim stał i co najważniejsze po co w ogóle ktoś tak agresywnie skanował konto "No Kings" akurat w momencie ich największej aktywności na ulicach.
Przedstawiciele No Kings Coalition zapowiedzieli na środę specjalną naradę, której głównym tematem będzie organizacja działań na ostatniej prostej przed dniem wyborów.
Niezależnie od faktycznych przyczyn awarii, incydent ten uwypukla, jednak rosnące ryzyko związane z uzależnieniem politycznej i społecznej komunikacji od infrastruktury Big Techu.
Oprac. AO.





























































