Sytuacja nowej na polskim rynku linii lotniczej robi się coraz bardziej skomplikowana. Pierwsze loty 4You Airlines mają wystartować 3 listopada, a spółka nadal nie otrzymała koncesji na przewozy lotnicze. W piątek (12 września) firma opuściła w pośpiechu swoją Warszawską siedzibę.


Bilety na loty z Łodzi i Rzeszowa do największych miast zachodniej Europy można było kupić od 12 sierpnia bieżącego roku. Już wtedy 4You Airlines budziło wiele kontrowersji związanych z ich domniemaną działalnością przewoźnika lotniczego. Firma powstała i zaczęła kampanię marketingową nie posiadając koncesji na wykonywanie przewozów lotniczych. Klienci, którzy nabyli już bilety mogą mieć problem nie tylko z wylotem, ale nawet z odzyskaniem swoich pieniędzy. W ramach testu, bilet zakupiła redaktor Bankier.pl – Malwina Wrotniak-Chałada.

Nie udało nam się skontaktować z rzecznikiem prasowym 4You Airlines – Martą Białasiewicz z Made in PR. W kontakcie z portalem LubieLatac.pl podała do informacji, że nie miała miejsce żadna wyprowadzka pracowników firmy z biura w warszawskim hotelu Gromada. Z kolei informator portalu twierdzi, że firma w pośpiechu opuszczała budynek, a jedną z przyczyn były problemy z regulowaniem kosztów wynajmu. Na tę chwilę nie ma jak skontaktować się z firmą, ponieważ na stronie widnieje stary adres siedziby.
Na stronie linii lotniczej widnieje również podejrzana informacja o problemach z płatnościami za pomocą kart kredytowych. Za bilety zapłacić można tylko przelewem.
Informacje udzielane przez pracowników spółki i biuro prasowe są mętne i rozbieżne. Choćby w kwestii samolotów jakie mają być do dyspozycji przewoźnika. Raz podano informację o wykorzystaniu Boeingów litewskiej linii lotniczej, w innym przypadku poszukiwano stewardess do obsługi Airbusów. Ostatecznie Bialasiewicz z biura prasowego twierdzi, że nie ma żadnych informacji o tym jakie samoloty będą latać pod szyldem 4You. W sprawie firmy postępowanie prowadzi również UOKiK. Urząd bada czy klienci mogli zostać oszukani przez firmę.
Komentarz eksperta
Płacisz przelewem na własne ryzyko
Warto pamiętać, że karty płatnicze dają nam możliwość reklamowania transakcji, np. wtedy, gdy nie otrzymamy zamówionej usługi. W razie konieczności możemy wykorzystać procedurę chargeback, czyli obciążenia zwrotnego. W odróżnieniu od płatności plastikiem, polecenia przelewu nie można cofnąć.
Obciążenie zwrotne to procedura wdrożona przez organizacje płatnicze. Polega ona na pobraniu w razie konieczności środków od agenta rozliczeniowego, który obsługuje daną firmę. Tego typu reklamację składa się w banku, który wydał naszą kartę. Należy w niej opisać nasze roszczenia i wskazać, że nie udało nam się dojść do porozumienia ze sprzedawcą (np. załączając korespondencję).
Płatność przelewem na rachunek firmy nie daje nam podobnych możliwości, co transakcja kartą. Dlatego, gdy mamy jakieś wątpliwości wobec kontrahenta, użycie plastiku to zawsze dobry wybór. Jeśli sprzedawca nie oferuje takiej opcji, to można to potraktować jako sygnał ostrzegawczy - być może agenci rozliczeniowi nie chcą z nim współpracować ze względu na wysokie ryzyko chargebacków.
Mateusz Gawin
































































