
Pękające bańki
Pierwszy globalny kryzys energetyczny spadł na glob w 1973 roku (z powodu embarga na sprzedaż ropy krajom, które poparły Izrael podczas wojny z Egiptem), drugi w 1979 roku (ucieczka szacha Pahlawi zrujnowała irański przemysł naftowy), w 1997 roku kryzys finansowy ogarnął Azję (bo pękła spekulacyjna bańka na tajskim rynku nieruchomości), a rok później - kraje strefy rubla. W 2000 roku pękła bańka internetowa i nie minęła dekada, gdy w 2008 roku to samo spotkało rynek finansowy, doprowadzając do największego kryzysu od 1929 roku.
Nie widać w tym żadnej cykliczności i prawidłowości. - Rośnie złożoność, kompleksowość i stopień powiązań gospodarczych - ocenia Mariusz Przybylik z A.T. Kearney. - Gdy jeden element układanki ulega uszkodzeniu lub okazuje się wadliwy, wywraca się wiele innych elementów, niczym klocki domina.
Płacimy cenę za globalizację, czyli niestabilne postępowanie graczy giełdowych i finansowych, choć nie jest to nowe zjawisko (już w Mezopotamii cenę zboża obliczano na podstawie prognozy przyszłych zbiorów). Nie wyciągamy wniosków z powtarzających się błędów, co stwierdziło w marcu siedmiu ekonomistów z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, oceniając zachowanie instytucji finansowych.
Zobacz też: Hiszpania balansuje na krawędzi bankructwa
Paradoksalnie płacimy też cenę za postęp i tempo informacji. Świat śledził on-line, jak 11 marca fala tsunami atakuje Japonię. Jeszcze pół wieku temu pierwsze depesze agencyjne o takim zdarzeniu zostałyby przetworzone w młynach prasowych po dwóch dniach, a 150 lat temu, ktoś by o tym wspomniał po miesiącu, mówiąc o zatopieniu kilku wiosek rybackich. Dziś nie ma już dramatycznego wydarzenia lokalnego, które nie miałoby znaczenia dla rynków regionalnych lub nawet światowych. Wiele z nich wywołuje przyroda.
Silniejsi wolniejsi
W swoim tegorocznym raporcie World Economic Outlook Międzynarodowy Fundusz Walutowy skorygował w dół prognozy wzrostu ekonomicznego dla krajów wysoko rozwiniętych, z USA na czele. MFW przewiduje teraz, że amerykański produkt krajowy brutto wzrośnie w tym roku o 2,8 proc. - o 0,2 punktu procentowego mniej niż prognozowano jeszcze trzy miesiące temu. Fundusz obniżył też prognozę wzrostu dla Wielkiej Brytanii i dotkniętej trzęsieniem ziemi Japonii, gdzie kataklizm pochłonie od 3 do 5 procent PKB. Zdaniem autorów raportu, programy ograniczenia wysokiego deficytu budżetowego w USA i Japonii nie są wiarygodne.
Wysoki wzrost przewidywany jest natomiast w krajach rozwijających się, w tym w grupie „BRIC” (Brazylia, Rosja, Indie i Chiny). Gospodarka Chin, według prognozy MFW, wzrośnie w tym roku o 9,6 proc., Indii o 8,2 proc., Rosji o 4,8 proc., a Brazylii o 4,5 proc.
Cała światowa gospodarka - przewiduje MFW - wzrośnie w tym roku o 4,8 proc. Zaznaczą się jednak wielkie różnice między krajami wysoko rozwiniętymi, gdzie PKB wzrośnie średnio o 2,4 proc., a rozwijającymi się, gdzie przewiduje się wzrost 6,5 proc.
Japoński rząd przyznał w comiesięcznym raporcie, że niszczycielskie trzęsienie ziemi i tsunami będą miały negatywny wpływ na gospodarkę. W sumie, jak się ocenia, kataklizm będzie kosztować około 300 mld dol., czyli zostanie zakwalifikowany jako najbardziej kosztowna katastrofa naturalna w historii.
Zobacz też: Gorący temat: Państwa nad przepaścią
- Skutki trzęsienia ziemi będą jednak przejściowe - powiedział japoński minister finansów Kaoru Yosano. Zaznaczył przy tym, że kataklizm skutkować będzie różnymi niebezpośrednimi negatywnymi skutkami, takimi jak na przykład pogorszenie nastrojów konsumenckich.
Największe zagrożenia - uważają japońskie władze - związane są z rozwojem sytuacji w elektrowni atomowej Fukushima I, zniszczonej podczas trzęsienia ziemi i tsunami z 11 marca. Pogorszyły się też prognozy dla eksportu, produkcji przemysłowej i konsumpcji prywatnej. Do tego dochodzą problemy w przywracaniu linii zaopatrzeniowych i rosnące ceny ropy - wynika z oceny władz w Tokio.
Podgrzewanie rynku
- Szef Rezerwy Federalnej Ben Bernanke jest mordercą klasy średniej - stwierdził Marc Faber, wydawca „The Gloom Boom & Doom Report”, uważany za guru amerykańskich inwestorów. Jego zdaniem - jak poinformowała TVN CNBC Biznes - druk pieniędzy napędza inflację i szkodzi Amerykanom. Nie trafiają one na te rynki, gdzie mogłyby pomóc Amerykanom - na przykład na rynek nieruchomości mieszkaniowych. Idą natomiast na rynek towarów, co tylko może nakręcać inflację.
Rezerwa Federalna od miesięcy utrzymuje luźną politykę monetarną, co ma pobudzać wzrost gospodarczy. Między innymi przeznaczyła 600 mld dol. na program wykupu obligacji, który w praktyce oznacza pompowanie pieniędzy do banków, w nadziei, że rozruszają one gospodarkę, udzielając kredytów.
Wzrost cen surowców, takich jak ropa naftowa, może podciąć siłę nabywczą gospodarstw domowych, choć Rezerwa Federalna twierdzi, że poziom inflacji nie wymaga na razie podejmowania żadnych działań.
Zza oceanu docierają jednak także dobre informacje. Amerykańska stopa bezrobocia poszła w dół. W marcu wskaźnik wyniósł 8,8 proc., wobec 8,9 proc. w lutym. Dane pozytywnie zaskoczyły ekonomistów. Analitycy, ankietowani przez agencję Bloomberg, spodziewali się w marcu stopy bezrobocia w USA na poziomie 8,9 proc. Rynek pracy jest jednym z najlepszych mierników koniunktury w gospodarce. Z tego powodu poprawa sytuacji zatrudnieniowej pozytywnie wpłynęła na notowania giełdy. Indeksy na Wall Street otworzyły się na plusie.
Za wcześnie na nekrolog
Portugalia, której parlamentarzyści odrzucili program ostrych cięć wydatków, poprosiła Unię Europejską o pomoc - poinformowała wyborcza.biz. - Musimy to zrobić, żeby nie pogorszyć sytuacji naszego kraju - powiedział ustępujący premier Portugalii Jose Socrates. Decyzja zapadła podczas nadzwyczajnego posiedzenia rządu. Już przed spotkaniem komunikat o konieczności takich działań przekazał prasie minister finansów Fernando Teixeira dos Santos. - Nasz kraj poprzez nierozważne działania wewnętrzne został wpędzony w trudną sytuację na rynkach finansowych - stwierdził.
Hiszpania, która stoi w kolejce do bankructwa, chce jednak radzić sobie sama. - Podjęliśmy poważne zobowiązanie, by zredukować deficyt i udaje nam się to - oświadczyła minister finansów tego kraju Elena Salgado. Hiszpania wyszła z trwającej 18 miesięcy recesji na początku ubiegłego roku, jednak wzrost gospodarczy od tamtej pory nie był znaczny. Hiszpański rząd przewiduje, że PKB wzrośnie w 2012 roku o 2,3 proc. i o 2,4 proc. w 2013.
Na pytanie, czy Hiszpanii grozi kryzys, podobny do tego w Grecji i Irlandii, premier Luis Rodriguez Zapatero zapewnia, że dadzą sobie radę na 100 proc. Celem rządu jest ograniczenie deficytu budżetu centralnego, wprowadzenie reguły wydatkowej i zdyscyplinowanie budżetów regionów autonomicznych. A także zmiana układów zbiorowych. Następnie - zwiększanie konkurencyjności i pobudzanie wzrostu gospodarki. - Mój rząd wprowadza reformy, które są konieczne, wymagają wysiłku i poświęceń - zapewnił.
Wśród analityków dominuje przekonanie, że Unia wyjdzie z tej opresji obronną ręką. Członków wspólnoty łączy bowiem zbyt wiele interesów, żeby, kierując się egoistycznymi interesami, doprowadzili do katastrofy. Na pisanie unijnego nekrologu jest więc zdecydowanie za wcześnie.
Cezary Rybski
Zobacz też:
» Rynek świętego spokoju
» Rośnie zagrożenie dla polskich eksportów
» Pogłoski o śmierci Stanów Zjednoczonych są mocno przesadzone
» Rynek świętego spokoju
» Rośnie zagrożenie dla polskich eksportów
» Pogłoski o śmierci Stanów Zjednoczonych są mocno przesadzone
























































