Korek jachtów do portu - to nowa codzienność bogaczy posiadających statki. Tak jak ty szukasz miejsca na osiedlowym parkingu na Seata, tak oni... no cóż - muszą czekać u wybrzeży Korfu czy Nicei aż zwolni się miejsce przy kei. To powoduje, że poszukiwania wyglądają jak polowanie na osiedlowe miejsce parkingowe.


- Z roku na rok na Morzu Śródziemnym pojawia się coraz więcej jednostek - mówi Olivier Doerschuck, dyrektor generalny D-Marin, firmy, która jest m.in. właścicielem portu Gouvia na 1300 jednostek od wielopiętrowych jachtów do małych łodzi motorowych. O ile jeszcze kilka lat temu można było znaleźć tu miejsce, teraz - panuje tu ścisk.
Na jedno miejsce cumowania przypada od trzech do czterech łodzi ubiegających się o nie - podkreśla.
Superbogacze zderzają się z "parkingową rzeczywistością"
To powoduje, że superbogacze otrzymują szansę zderzenia się z rzeczywistością, w której wszystkie pieniądze świata nie są w stanie zapewnić im miejsca do cumowania tam, gdzie by chcieli. Coś jak miejsce pod dyskontem w sobotnie przedpołudnie (albo przy nekropoli przed Wszystkimi Świętymi).
Jak wskazują dane łączna liczba jachtów o długości powyżej 12 metrów, a więc takich, które z trudem mogą zimować na lądzie - osiągnęła 210 tys. co roku przybywa 8 tys. nowych. Z kolei liczba superjednostek o długości większej niż 30 metrów wzrosła o około 40 proc. do 6,2 tys. w 2025 roku. Mariny dysponują 160 tys. miejsc.
- Zakotwiczenie nie tylko jest droższe, ale ponieważ jachty są większe, a liczba miejsc jest ograniczona, największą zmianą jest to, czy uda się zdobyć to miejsce, które się chce - wyjaśnia w "Financial Times" Josephine De Luca, która prowadzi niezależną firmę doradczą reprezentującą właścicieli łodzi.

Wraz z rosnącą liczbą milionerów rośnie popyt na jachty w myśl zasady: pokaż się. Pomogła w tym pandemia i rozwój internetu satelitarnego - teraz można bowiem pracować z każdego miejsca na Ziemi, w tym odległych lokacji na morzu.
Boom na jachty zablokował porty. Nocleg w marinie kosztuje już ponad 15 tysięcy złotych
Spośród około 6 tys. marin na całym świecie około 60 proc. znajduje się w USA. Reszta jest rozrzucona po wybrzeżach Europy i na Karaibach. Rynek w Azji i na Bliskim Wschodzie jest w powijakach, ale już widać, że rozwój wcisnął gaz do dechy (albo raczej złapał wiatr w żagle). Np. w Turcji czy Hongkongu zapowiadane są nowe inwestycje.
Do tego dochodzi fakt, że zwykły jacht o długości do około 50 metrów, raczej nie pokonuje Atlantyku, dlatego np. bogaci Amerykanie muszą opłacać cały rok cumowania u wybrzeży Europy.
I o ile liczba jachtów gwałtownie rośnie od czasów pandemii, o tyle przystani nie przybywa m.in. przez ograniczenia środowiskowe, projektowe i przepisy krajowe Stąd też niektórzy kapitanowie ratują się rzucaniem cum w portach handlowych. Nic więc dziwnego, że o każde takie miejsce toczy się inwestorski bój.
- Fakt, że popyt przewyższa podaż, jest niepodważalny - opisuje John Nery, partner zarządzający w Squircle Capital, właścicielu grupy MB92 zajmującej się naprawą superjachtów. - Tereny nadbrzeżne są rzadkością, a uzyskanie pozwoleń jest trudne. Istnieją wysokie bariery wejścia na rynek - dodaje.
W ciągu 10 lat cena za cumowanie wzrosła około dwukrotnie. Teraz noc w szczytowych miesiącach letnich w najlepszych lokalizacjach kosztuje 3,5 tys. euro (ponad 15 tys. zł). Postoje trzeba planować z co najmniej trzy- lub czteromiesięcznym wyprzedzeniem, choć latem i tak okazuje się ono często niewystarczające.
Morze Śródziemne nie mieści już milionerów. Trzy statki walczą o jedno miejsce przy kei
Z drugiej strony branża portów staje się atrakcyjna dla inwestorów. - Istnieją dwa czynniki, które sprawiają, że branża ta jest tak atrakcyjna. Pierwszym z nich jest po prostu fundamentalny wzrost popytu na jachty. A liczba miejsc do cumowania jest z natury ograniczona. Jeśli połączymy to wszystko, mariny stają się klasą aktywów infrastrukturalnych.10 czy 20 lat temu nikt o tym nie myślał w ten sposób - podkjreśla Nery z Squircle Capital, firmą zajmującą się naprawą jachtów.
Prywatne porty zdają się więc mieć wszystkie cechy dobrego i wiarygodnego modelu biznesowego:
- rosnący popyt,
- ograniczona podaż,
- stałe dochody,
- fragmentacja sprzyjająca konsolidacji.
Zgodnie z szacunkami rynek obecnie ma wartość 15 mld dolarów i do 2030 roku będzie rósł w tempie o 8 proc. rocznie.
Przykładem atrakcyjności tego rynku jest transakcja z zeszłego roku. Firma Blackstone zapłaciła 5,7 mld dolarów za Safe Harbor Marinas, największą firmę zajmującą się obsługą marin i superjachtów w USA. Następnie, w sierpniu tego roku, należąca do Blackstone spółka Safe Harbor zgodziła się przejąć MarineMax za 1,5 mld dolarów, płacąc niemal 100-proc. premię w stosunku do ceny akcji spółki sprzed ujawnienia zainteresowania przejęciem tej grupy.
Przedstawiciele branży przyznają, że istnieje ryzyko, iż boom inwestycyjny i ciągła „premiumizacja” mogą sprawić, że te przedsiębiorstwa stracą swój urok lub osobisty charakter. - Kiedy w grę wchodzą duże pieniądze, fundusze private equity lub duże marki, wywołuje to wiele negatywnych reakcji i jest to coś, z czym boryka się wiele platform - podkreslają eksperci.
opr. aw





























































