REKLAMA

Bankowość niewykorzystanych możliwości

2012-11-30 09:30
publikacja
2012-11-30 09:30
Czy czeka nas renesans bankowości hipotecznej i listów zastawnych? Tomasz Mozer, prezes zarządu Pekao Banku Hipotecznego, nie ma wątpliwości. Jesteśmy w dobrym miejscu, w dobrym czasie – zapewnia w rozmowie z Grzegorzem Brudzińskim.

Druga szansa to dar od regulatora czy od rynku?


– Tu akurat zbiegają się oczekiwania regulatora co do kształtu przyszłej struktury finansowania sektora bankowego z doświadczeniami wielu jego uczestników z ostatnich lat. Bo przekonali się, że ani papiery rządowe wielu krajów, ani obligacje korporacyjne, jak chociażby branży budowlanej, nie są w stanie zapewnić porównywalnego poziomu bezpieczeństwa do listów zastawnych. Same procedury udzielania kredytu hipotecznego oraz ustalania wartości bankowo-hipotecznej powodują, że aktywa, które są podstawą do emisji listów zastawnych są wyjątkowo dobrej jakości. Kolejnym elementem podnoszącym ich bezpieczeństwo jest ocena agencji ratingowej.

Podkreślam – mówimy tu o papierach długoterminowych, których wykorzystanie prowadzi do spełnienia przez bank kryteriów długoterminowej płynności. A to jest kwestia, która będzie zyskiwała na znaczeniu z uwagi na wymogi regulacyjne.

Czy aby zrobić miejsce dla bankowości hipotecznej powinna nastąpić zmiana modelu bankowości uniwersalnej?


– Sądzę, że nie ma nawet takiej potrzeby, a przede wszystkim nie ma takiej możliwości. My funkcjonujemy w sytuacji, gdy fundamenty systemu bankowego w naszym kraju zostały już ukształtowane i zmiana ich, bez wyjątkowo mocnych ku temu argumentów biznesowych czy regulacyjnych, nie wchodzi w grę. To, co jest możliwe, to poszukiwanie optymalnego miejsca i roli dla banku hipotecznego w jego macierzystej grupie kapitałowej, zwłaszcza w odniesieniu do jego zasadniczego trzonu, jakim jest bank uniwersalny. Tak przecież funkcjonują oba banki hipoteczne w Polsce.

Tu, wbrew pozorom, nie brakuje miejsca. Tylko trzeba je umiejętnie zagospodarować z korzyścią dla grupy. Bankowość hipoteczna tak naprawdę składa się z dwóch obszarów, które mogą, choć nie muszą, iść w parze. Po pierwsze, mówię tu o działalności w roli emitenta listów zastawnych, a po drugie o działalności biznesowej w roli centrum kompetencyjnego przy organizowaniu chociażby finansowania typu project finance dla klientów zaliczanych do grupy SME. Jeśli skoncentrujemy się na funkcji w roli emitenta, to także i tu można dostrzec, że możemy emitować listy zastawne w oparciu o akwizycję własną klientów, jak i dzięki transferowi do nas wierzytelności z banku uniwersalnego. Jeśli mówimy zatem o potrzebie zmian, to takich, aby taki transfer przebiegał jak najbardziej gładko.

Kluczowa jest tu zatem miejsce w grupie?


– Dokładnie. Rolą banku hipotecznego powinno być dostarczanie długoterminowej płynności dla grupy poprzez emisję listów zastawnych. Tak, aby zostały spełnione wszystkie jej normy oraz nastąpiła dywersyfikacja źródeł finansowania. Dzielą nas tylko tygodnie od chwili, gdy sektor bankowy znajdzie się pod rządami Bazylei III, a ubezpieczeniowy pod rządami pakietu Solvency II.

Podobnie powinniśmy patrzeć na bank hipoteczny jako centrum kompetencji, które także powinno kierować się logiką funkcjonowania i podziału zdań w grupie, jeśli chodzi o finansowanie nieruchomości komercyjnych. W tym obszarze stanowimy unikalne połączenie umiejętności zarządzania ryzykiem ze znajomością obsługi finansowej procesów inwestycyjnych. Jak każdy bank, jesteśmy zobowiązani posiadać cały pion zarządzania i kontroli ryzyka, które w tym przypadku ma dość charakterystyczny profil i to jest ogromny atut.

Proszę jednak nie zapominać, że działalność bankowa ściśle się wiąże z korzyściami skali. Wraz z rozwojem działalności, zdobywaniem doświadczenia i prowadzeniem coraz większej liczby projektów jednostkowe koszty spadają. Monoproduktowość to zaleta, jeśli na bank hipoteczny patrzy się jak na jedno z ogniw biznesowej działalności prowadzonej w ramach grupy. Bo to oznacza specjalizację, a nie zachętę do dublowania niektórych funkcji banku uniwersalnego.

Jak sieć sprzedaży?


– To ogromny atut bankowości uniwersalnej, zwłaszcza jeśli mówimy o sieci fizycznych placówek, do których przychodzi klient zainteresowany kredytem mieszkaniowym czy przedsiębiorca prowadzący małą czy średnią firmę. Być może nawet sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby nie fakt, że ustawa o listach zastawnych i bankach hipotecznych weszła w życie w chwili, gdy wokół banków uniwersalnych okrzepła już sieć dystrybucji. Kilka lat później, na przełomie wieków, nastąpiła kolejna rewolucja. Tym razem zmieniła się filozofia prowadzenia bankowości detalicznej.

Kredyt mieszkaniowy, i to w walucie obcej, stał się głównym produktem, który miał przyciągnąć do banku uniwersalnego klienta skuszonego nienaturalnie niską marżą. Ją natomiast miały z nawiązką zrekompensować przychody ze sprzedaży całej palety produktów, jaką tylko mógł zaoferować jemu bank uniwersalny. Takie podejście było niemożliwe do zastosowania w bankowości hipotecznej. Bo tu z mocy ustawy możemy zaoferować tylko jeden produkt, który z góry musi być rentowny. W przeciwieństwie do rynku detalicznego szanse od zawsze wyrównane były za to w sektorze korporacyjnym. Bo tu mamy do czynienia z finansowaniem konkretnego projektu i to najczęściej formie spółki celowej. Tu rentowność zarówno bank uniwersalny, jak hipoteczny kalkuje tak samo.

W przypadku segmentu detalicznego sytuacja zaczęła się znów zmieniać, gdy banki uniwersalne zaprzestają udzielać kredytów walutowych, czy nie godzą się na marże, które nie zawierają racjonalnej stopy zwrotu. Coraz częściej także koszt finansowania banków zaczyna dyskontować dywersyfikację źródeł jego pozyskania oraz wydłużenia terminów zapadalności, co oczywiście wiąże się ze wzrostem ceny pieniądza. W takich warunkach i model bankowości hipotecznej dla segmentu detalicznego zaczyna się kierować w stronę osiągnięcia rentowności na każdym produkcie. Czy do tego dojdzie i ewentualnie kiedy, to w dużym stopniu zależy od regulatora. Dziś jednak mamy inny atut, czyli...

...przywilej emisyjny?


– A jest on niezmiennie domeną banków hipotecznych, bo regulator nie dał się przekonać, aby prawo emisji listów zastawnych miały też banki uniwersalne, co jest zgodne z szerszym podejściem, aby rozdzielać ryzyka płynące z różnych działalności bankowych i nie kumulować ich w jednym banku. Przy tym podejściu unikamy za to trudnego wyboru, kto miałby pierwszeństwo do zaspokojenia roszczeń, gdyby doszło do upadłości banku uniwersalnego emitującego listy zastawne. Deponenci takiego banku czy posiadacze emitowanych przez niego listów zastawnych.

Pamiętając o trudnych pytaniach, powinniśmy się jednak skoncentrować na jak najpełniejszym wykorzystaniu możliwości obecnego stanu prawnego i usunięciu barier, które to uniemożliwiają. Przy Związku Banków Polskich istnieją trzy zespoły tematyczne, które zajmują się właśnie problematyką listów zastawnych, obligacji oraz sekurytyzacji przez subpartycypację. W przypadku listów zastawnych oczekujemy m.in. zmian w prawie o księgach wieczystych w części dotyczącej wierzyciela hipotecznego. Niezbędne jest także doprecyzowania zapisów dotyczących funkcjonowania banku hipotecznego w przypadku jego ewentualnej upadłości czy też zwiększenie jego biznesowych możliwości działania lub przenoszenia wierzytelności. Liczymy także, że sam regulator zdecyduje się na odświeżenie Rekomendacji F i K, które nie były nowelizowane od chwili ich wejścia w życie dekadę temu. Zdajemy sobie sprawę, że kwestie podatkowe nie zaliczają do spraw, gdzie szybko można spodziewać się zmian, a czasu jest coraz mniej.

Proszę nie zapominać, że regulacje związane z Bazyleą III czy z Solvency II zaczynają wchodzić w życie od nowego roku i dlatego banki uniwersalne będą musiały się zdecydować, jak odpowiedzieć na to wyzwanie. Jedną z dopuszczalnych opcji jest tu emisja listów zastawnych, ale...

nie jedyna, bo w grę...


–… może wychodzić chociażby emisja obligacji. Teoretycznie jednak jest to droższy wariant i to też trzeba mieć na uwadze. Jeśli wykorzysta się do emisji listów zastawnych udzielane kredyty hipoteczne, to tu kryje się ogromny potencjał. Największe banki sprzedają miesięcznie po 500-600 mln zł kredytów w segmencie detalicznym i drugie tyle w obszarze korporacyjnym. Wykorzystanie tego potencjału do emisji listów zmieni źródła finansowania i strukturę bilansów. Oczywiście pojawia się pytanie, jak to zrobić.

Jednym z możliwych tu teoretycznie rozwiązań jest zawężenie roli banku hipotecznego do „biura” emisji długu i skoncentrowanie się na maksymalnym usprawnieniu procedur transferu wierzytelności w ramach grupy. W tym podejściu bank uniwersalny przejąłby na siebie ciężar udzielania kredytów na cele hipoteczne, które następnie byłyby transferowane do banku hipotecznego, aby pod te zabezpieczenie emitować właśnie listy zastawne. Alternatywnym podejściem może być dołączenie do centrum emisyjnego także centrum kompetencji biznesowych w obszarze kredytów hipotecznych dla segmentu detalicznego, jak i SME, o którym wcześnie mówiliśmy. Wybór zależy nie tylko od stanu rozwoju rynku i parametrów cenowych, ale także od filozofii, jaką kieruje się grupa. Ryzyko związane z rynkiem nieruchomościowym jest specyficzne i jeśli bank uniwersalny bierze na swoje barki jego kredytowanie, to może ono zniekształcać ocenę bilansu i czynić go mniej transparentnym. Korzystniejsze zatem może się okazać umiejscowienie jednorodnych ryzyk w poszczególnych podmiotach grupy. Wszystko to jednak zależy od indywidualnej sytuacji.

Kiedy możemy spodziewać się rozstrzygnięcia?


– Myślę, że wciągu najbliższych dwóch, trzech lat, jeśli kierować się obecnymi terminami wdrażania Bazylei III. Dlatego tak ważne jest jak najszybsze wdrożenie w żywcie postulatów zespołów tematycznych przy Związku Banku Polskich. Udrożnienie procedur związanych z transferem wierzytelności pozwoli bankom hipotecznym wyjść na rynek ze znacznie większymi niż obecnie transzami listów zastawnych. To jest niezwykle ważna kwestia, której pokonanie umożliwi zwiększenie płynności tego rynku. Nawet patrząc na popyt zgłaszany przez odbiorców z poza grupy, czyli funduszy emerytalnych i inwestycyjnych czy na firmy ubezpieczeniowe, jestem przekonany, że rynek jest bardzo daleki od nasycenia, a poprawa płynności przyniesie otwarcie na niego kolejnych grup inwestorów. Niestety bariera jest nadal po stronie podaży.

Jeśli uda się i ten próg pokonać, to zapewne będzie to pora, aby zastanowić się, jak szeroko rozbudowane powinno być centrum kompetencji biznesowych.

Bankowość hipoteczna wróci na rynek mieszkaniowy?


– Jesteśmy przekonani, że absolutnie tak. Jeśli patrzymy na parametry cenowe, czy w ogóle sytuację rynkową, to powoli staje ona coraz bardziej korzystna z naszego punktu widzenia. Tylko trzeba pamiętać, że ten, kto ma dostęp do klienta, ten ma przewagę konkurencyjną. W przypadku naszego banku uniwersalnego jest to niemal tysiąc placówek i grzechem byłoby tego atutu nie wykorzystać. Dlatego postrzegam nasz bank hipoteczny, mimo wszystko, w roli komplementarnej do niego zarówno w segmencie detalicznym, jak i SME. Bank Hipoteczny dysponuje tańszym finansowaniem. Przy projektach do 50 mln zł finansowanie bankowe jest tańsze dla przedsiębiorstw, niż emitowanie własnych obligacji, a w ramach grupy jesteśmy tu przecież bardzo konkurencyjni. Mam nadzieję, że wraz z rozwojem banku będzie też rosła skala obsługiwanych projektów u coraz większych klientów.

Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 zł. Skorzystaj z wyjątkowej oferty dla firm!
Nawet 6 miesięcy za 0 zł. Skorzystaj z wyjątkowej oferty dla firm!
Advertisement

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Sektor bankowy

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki