Po wyborze posła skrajnie prawicowej AfD Tobiasa Rauscha na przewodniczącego landtagu Saksonii-Anhaltu w Niemczech koncern BMW wycofał ofertę leasingowego samochodu służbowego dla szefa tego parlamentu - poinformował tygodnik „Die Zeit”, powołując się na administrację landtagu.


Producent samochodów nie chciał komentować sprawy. „Grupa BMW z zasady nie wypowiada się na temat relacji z klientami” - przekazał cytowany przez gazetę rzecznik koncernu.
W kontekście AfD prezes zarządu BMW Milan Nedeljković powiedział pod koniec września dziennikowi „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, że prawicowy populizm i nacjonalizm „są trucizną dla otwartego na świat ośrodka gospodarczego, który żyje z handlu światowego”. „Kto opowiada się za izolacją i izolacjonizmem, ten nie działa w interesie Niemiec i naszego dobrobytu” - zaznaczył Nedeljković.
Przewodniczącemu parlamentu Saksonii-Anhaltu przysługuje samochód służbowy wraz z kierowcą. Według „Die Zeit” na razie Rausch przejmie BMW serii 7 po swoim poprzedniku na tym stanowisku, Gunnarze Schellenbergerze z CDU. Jak dalej informuje tygodnik, umowa na ten samochód wygasa w listopadzie i administracja landtagu musi potem zapewnić pojazd zastępczy. Jeżeli się to nie uda, nowy przewodniczący zostanie bez samochodu służbowego.
Administracja regionalnego parlamentu nie ma obecnie oferty żadnego innego dużego niemieckiego producenta.

„Die Zeit” podkreślił, że zaopatrywanie parlamentów i organów rządowych w pojazdy jest dla koncernów motoryzacyjnych kwestią prestiżu. Do flot wybiera się zazwyczaj samochody niemieckich producentów, by wspierać krajową gospodarkę.
Rausch jest pierwszym przewodniczącym landtagu wywodzącym się z partii, której regionalny oddział został uznany przez kontrwywiad za skrajnie prawicową.
W przeszłości już zdarzało się, że firmy zrywały stosunki biznesowe z AfD, m.in. zamykano konto partii na darowizny, a także konta oddziałów partyjnych oraz rezygnowano z udostępniania sal konferencyjnych i pokoi hotelowych na konwencje ugrupowania.
AfD wygrała wrześniowe wybory w Saksonii-Anhalcie, uzyskując 43,8 proc. głosów i 39 mandatów, czyli o trzy za mało, by samodzielnie rządzić. W landtagu w Magdeburgu zasiada poza tym 15 deputowanych CDU, po ośmiu przedstawicieli SPD, Zielonych i Lewicy oraz pięciu reprezentantów BSW.
Prawdopodobnie w grudniu landtag wybierze premiera kraju związkowego. Faworytem jest główny kandydat AfD, 35-letni Ulrich Siegmund. Politycy tej partii odczytują wtorkowe głosowanie jako dobry prognostyk dla ich szans na utworzenie rządu w kraju związkowym. Byłby to pierwszy taki przypadek w historii Niemiec.
Z Monachium Iwona Weidmann (PAP)
ipa/ mobr/ akl/






























































