Polska gospodarka jest jak odrzutowiec lecący na jednym silniku. Rozwój jest relatywnie bardzo szybki, w drugim kwartale wzrost PKB wyniósł 3,9 proc. w porównaniu z analogicznym kwartałem roku poprzedniego. Ale zagadką dla ekonomistów jest struktura rozwoju – napędza go głównie wzrost konsumpcji, a wzrost inwestycji pozostaje bardzo słaby.
Intuicyjny wniosek wielu komentatorów jest taki, że konsumpcja jest napędzana przez program 500+. Ale to nie jest prawda. Program 500+ miał wpływ na dynamikę konsumpcji w drugim i trzecim kwartale 2016 r. Wtedy pojawił się dodatkowy strumień dochodów, który podbił wydatki konsumpcyjne. Ale w kolejnych kwartałach ten strumień był już w miarę stabilny i nie miał wpływu na wzrost konsumpcji. Tymczasem konsumpcja rośnie cały czas szybko, co widać po danych kwartał do kwartału – rzadziej analizowanych w mediach. Zarówno w pierwszym jak i drugim kwartale 2017 roku wzrost konsumpcji kwartał do kwartału wyniósł 1,3 proc. Przy takim tempie, konsumpcja jest w stanie utrzymać roczną dynamikę powyżej 5 proc. bez pomocy programu 500+. W tym czasie PKB rósł średnio o 1,1 proc. kwartał do kwartału, a inwestycje o zaledwie 0,4 proc.
Co pomaga konsumpcji? Kilka czynników. Coraz szybszy wzrost płac, który, jeżeli pominiemy górnictwo, przekracza już 6 proc. Wzrost zatrudnienia, który daje pracownikom pewność, że ich najbliższa przyszłość jest bezpieczna. Bardzo dobre nastroje konsumentów, które wedle danych GUS i CBOS są nawet lepsze niż w huraoptymistycznym roku 2007.
Przy takim popycie konsumpcyjnym, pojawienie się mocniejszego wzrostu inwestycji powinno być tylko kwestią czasu. Jeżeli to się nie stanie, to wzrost konsumpcji będzie musiał zwolnić, a wraz z nim wzrost gospodarczy. Ale na razie warto wierzyć w optymistyczny scenariusz.
Ignacy Morawski



























































