Złotówka silna że aż strach
Początek roku nie przyniósł osłabienia naszej krajowej waluty. Szczególnie mocne wzmocnienie złotego nastąpiło w piątek, kiedy to za koszyk dolara i euro trzeba było płacić na koniec dnia zaledwie 3,6970 złotego. Tym samym zbliżamy się do poziomu 3,65 złotego, który zanotowaliśmy pod koniec czerwca 2001 roku. Wtedy to doszło do silnego osłabienia złotego aż o 55 groszy na koszyku w ciągu dwóch tygodni. Niestety dla eksporterów potem nastały czasy systematycznego wzrostu kursu złotego. Gracze krótkoterminowi po zamknięciu długich pozycji w okolicach 4,05 złotego za koszyk (końcówka sierpnia) trzymali się z dala od rynku walutowego. Ja przynajmniej tak właśnie postąpiłem. Cały czas jestem czujny i gotowy do zagrania na wzrost podobnego do tego z lipca 2001 roku. Być może znaleźli się odważniejsi ode mnie, którzy po zamknięciu długich pozycji przeszli na drugą stronę rynku i obecnie cały czas utrzymują krótkie pozycje w kontraktach terminowych na dolara i euro. Tym osobom składam wyrazy szacunku za wyczucie i odwagę. Mnie niestety zabrakło tej odwagi. Zdecydowanie przywiązałem się do gry na osłabienie złotego, a to jak na razie nie nadchodzi. Siedzę więc z boku i co dzień przecieram oczy ze zdumienia.
Oj źle się to znowu skończy. Póki co nadal wysokie, choć już nie tak wysokie, zyski z polskich papierów skarbowych zachęcają krótkoterminowy kapitał spekulacyjny z zagranicy do wchodzenia na polski rynek. Patrząc na wykres przedstawiający zyski osiągnięte przez inwestorów zagranicznych na naszych papierach skarbowych zauważymy, iż w przypadku inwestycji rozliczanych w USD tylko dwa razy inwestorzy ponieśli stratę: w połowie 1997 roku oraz w połowie 1999 roku. Przez większą część okresu 1993-2001 inwestorzy tacy osiągali spore zyski, momentami dochodzące do 35% w skali roku. To oczywiście efekt wysokich rentowności tych papierów i jednoczesnego umocnienia waluty polskiej. Jeszcze lepsze wyniki osiągali inwestorzy rozliczający swe transakcje w DEM (od początku 2002 roku już w EUR). Tutaj nigdy nie było okresu, w którym zanotowaliby oni stratę. Przeważnie zyski oscylowały w przedziale 10-20% w skali roku. W połowie 2001 roku zanotowano nawet rekordowe ponad 45% rentowności po przeliczeniu na marki niemieckie.
Na wysokie zyski nie muszą także narzekać nasi inwestorzy rozliczający inwestycje w złotówkach. Inwestycja w roczny bon skarbowy zakupiony 28 grudnia 2000 roku i wykupiony po roku dał zysk w wysokości 17,456%. Po odliczeniu spodziewanej w tym czasie inflacji (grudzień 2000 - grudzień 2001 prawdopodobnie w wysokości 3,8%) uzyskano 13,16% rentowności realnej. To bardzo dużo, choć bywało więcej. Inwestycja zaczęta pod koniec marca 1998 roku i zakończona pod koniec marca 1999 roku przyniosła ponad 16% realnego zysku.
Czy tak wysokie stopy zwrotu osiągane na rynku papierów skarbowych nadal się utrzymają? Myślę, że po okresie spadku (przy wzroście inflacji w okresie grudzień 2001 - grudzień 2002 do 5% dzisiaj kupione roczne bony skarbowe dadzą zarobić tylko 5-6% w skali roku w ujęciu realnym) realnej rentowności, w drugiej połowie roku może dojść do kolejnych dobrych okazji inwestycyjnych na tym rynku. Wtedy to bowiem duża podaż papierów ze strony MF może spowodować spadek cen bonów i obligacji (czyli wzrost rentowności). Wtedy kupienie takiego bonu dającego 13% nominalnie i przy założeniu, że inflacja w okresie czerwiec 2002 - czerwiec 2003 wyniesie 3,5% powinno dać zysk realny w wysokości 10%. Tak więc dopóki MF będzie nadal zmuszony do sporego zapożyczania się na rynku finansowym, dopóty możemy liczyć na duży zysk z obligacji i bonów skarbowych. Nawet obniżka krótkoterminowych stóp przez RPP nie powinna mieć wpływu na wysoką rentowność długoterminowych papierów skarbowych, gdyż o jej wysokiej wysokości decydować będzie właśnie przyparty do muru minister finansów.
Spójrzmy teraz na oczekiwania uczestników rynku międzybankowego na temat przyszłego poziomu krótkoterminowych stóp procentowych. W przypadku inwestycji złotowych gracze spodziewają się 100 punktowej obniżki oprocentowania lokat 1-miesiecznych w ciągu dwóch miesięcy lub obniżki o 150 punktów w ciągu trzech miesięcy. W przypadku lokat dolarowych zdaniem graczy nie dojdzie już do obniżenia stóp procentowych. Przez najbliższe dwa miesiące poziom stopy 30 dniowej będzie utrzymywać się w okolicach 1,86-1,88%. Później miałoby dojść do powolnej zwyżki oprocentowania. Najbardziej interesująco wygląda sprawa w przypadku lokat nominowanych w euro. Tutaj uczestnicy tego rynku oczekują maksymalnie 25 punktowego cięcia stóp w wykonaniu EBC. A potem stopy powinny wzrosnąć do poziomu 3,4% zdaniem graczy.
Jeśli już jestem przy rynku pieniężnym, to proponuję spojrzeć po raz kolejny na wykres rentowności obligacji USA. Tym razem będą to obligacje 10-letnie. Widzimy, że cały czas utrzymuje się rosnący trend rentowności tych papierów, a to oznacza spadek cen na tym rynku. Tydzień temu właśnie w tym znaku upatrywałem możliwość powrotu koniunktury na europejskim rynku akcji. Jeśli nadal bessa na rynku obligacji skarbowych będzie się utrzymywać, to pieniądze zaczną płynąć na rynek akcji. Jeśli dodatkowo euro zyska na wartości do dolara (nadal podtrzymuję tę prognozę na 2002 rok), to oczy inwestorów zwrócą się właśnie w kierunku akcji firm europejskich. Czy ostatnia noworoczna zwyżka na GPW jest tego zwiastunem? Byłoby dobrze. Poprawiłbym tym samym swoją statystykę trafnych prognoz. Jak na razie udaje mi się trafić 3 razy na 10 prób. Zapytacie, jak wobec tego udaje mi się nie tracić pieniędzy? To żadna tajemnica dla spekulantów. Wystarczy szybko zamykać inwestycje oparte o błędne założenia. W ten sposób straty zostają zamknięte w zarodku. Z drugiej strony te 2-3 trafnie na 10 prób inwestycje warto pielęgnować tak długo, jak długo się da. I to cała tajemnica sukcesu. Jak wspomniałem nie gram na rynku akcji ani kontraktów na tym rynku od kilkunastu miesięcy. Ale powoli zaczynam się zastanawiać, czy nie pora porzucić lokaty złotowe i zainwestować część pieniędzy właśnie w akcje. Jeszcze troszkę popatrzę, co się wyklaruje na rynku. Być może zrobię to, zanim zaczną pobierać podatek od dochodów odsetkowych (początek marca).
Dobrze, ale wróćmy do może teraz do rynku walutowego. Tutaj także liczę, iż niedługo znowu uda się w błyskawiczny sposób zarobić troszkę grosza. Znam osobę, która pod koniec czerwca kupiła kontrakty terminowe na dolara i sprzedała je prawie na samym szczycie po tygodniu. Ja niestety takim szczęściarzem (czy raczej fachowcem czującym rynek) nie byłem. Kontrakty kupiłem na początku lipca o 10 groszy drożej od dna notowań z końcówki czerwca. Sprzedałem je także nie na szczycie, lecz pod koniec sierpnia, gdy wyjaśniło się, że trend wzrostowy załamał się. Było to około 15 groszy poniżej szczytu notowań. No ale i tak nie narzekam. Oby częściej. W międzyczasie przydarzyły mi się dwie nieudane transakcje, na których straciłem 2-3% kapitału. Tego nie da się uniknąć.
Spójrzmy na wykres kursu euro w relacji do złotego. Obserwacje dzienne pokazują, iż od połowy września utrzymuje się trend spadkowy. W piątek nie udało się pokonać opadającej linii trendu. Doszło nawet do przyśpieszenia spadku. Jeśli dojdzie do spadku poniżej linii wsparcia umieszczonej na wysokości 3,47 złotego za euro, to możemy liczyć się z możliwością dalszego osłabienia waluty euro względem złotego nawet do poprzedniego dna z czerwca, tj. 3,35 złotego. Jeśliby i ten poziom pękł, to następnym wsparciem jest 3,23 złotego, co widoczne jest na wykresie miesięcznym.
W przypadku dolara sprawa wygląda jeszcze gorzej. W piątek kurs tej waluty względem złotego spadł nawet do poziomu 3,90 złotego na rynku międzybankowym. Jest to poziom niższy od dna z końca czerwca 2001 roku. Na wykresie tygodniowym widać, że obecnie poziom 3,93 złotego będzie silnym oporem dla tej waluty. Na wykresie miesięcznym natomiast widać, że obecnie długo nie widać żadnego sensownego wsparcia dla dolara. Możliwy jest dalszy spadek nawet do 3,5 złotego. Ktoś już kiedyś (ktoś ze znajomych w prywatnym liście) wskazywał na taką możliwość wynikającą z Teorii Fal Eliota. Wtedy wydawało mi się to mało realne, ale teraz... sam już nie wiem. Jeśli faktycznie dolar miałby w tym roku kosztować 1 euro, a nawet euro miałoby stać się droższe od dolara, to układ 4 złote za euro i 3,50 złotych za dolara stałby się całkiem możliwy. Gdy tylko zauważyłem taką możliwość podjąłem decyzję. Wziąłem kredyt hipoteczny na mieszkanie w dolarach amerykańskich. Czy dobrze zrobiłem? Zobaczymy. Dużo ryzykuję, gdyż z takiej inwestycji nie można się tak szybko wycofać jak z inwestycji w kontrakty terminowe. No ale cóż, kto nie ryzykuje, ten nie żyje.
Na zakończenie spójrzmy na wykres eur/usd. Od listopada trwa trend boczny. Również wykres miesięczny zdaje się sugerować okres konsolidacji po wieloletnim trendzie spadkowym waluty europejskiej. Na wykresie tym widzimy budujący się trójkąt. Strona, którą wyjdzie kurs z tego trójkąta będzie na kilka lat wskazywać nowy trend lub przedłuży obecny trend spadkowy. Naprawdę nie pytajcie mnie, jak ja stawiam prognozę. Wydaje mi się, że euro powinno zacząć drożeć. Ale na razie nie stawiam całych swych oszczędności w takim zakładzie. Kredyt w dolarze to i tak duże ryzyko, jakie podjąłem. Jeśli jednak w najbliższych tygodniach pojawią się sygnały zwiastujące osłabienie złotego oraz umocnienie euro do dolara, to zaryzykuję po raz drugi i kupię kontrakty terminowe, a może nawet opcje kupna, na euro względem złotego.
Kończąc życzę udanego ucinania strat w przypadku błędnych decyzji i pielęgnowania inwestycji przynoszących zyski.
Jacek Maliszewski























































