Zamienić Londyn na Katowice? "Życz mi powodzenia" [Zawróceni]

Życie w Londynie ma swoje ciemne strony, zwłaszcza ostatnio, jeśli pracuje się w branży nieruchomości. Po sześciu latach spędzonych na tym rynku Kinga właśnie wróciła z Anglii do Katowic. Będzie próbować tu sił „na swoim”, jako twórca internetowy.

Wracamy do serii reportaży „Zawróceni z emigracji”. Piszemy i mówimy w nich o dylematach i wyzwaniach stojących za ponowną przeprowadzką do Polski, po latach spędzonych za granicą.

 

Wielka Łatwa Brytania

To miał być najłatwiejszy kraj do spontanicznej emigracji - dla niej i jej chłopaka, żeby spróbować trochę innego życia. W jednym ze scenariuszy Anglia zaplanowana była jedynie jako pierwszy przystanek na drodze po więcej, na przykład Australię. W lecie 2013 roku rzucili pracę w Polsce i "w ciemno" przenieśli się do Londynu. Wielka Brytania nadal robiła dobre wrażenie, choć było już trochę trudniej niż wyjeżdżającym z falą 2004 roku. Jeszcze w czasach studenckich dawała naprawdę nieźle zarobić. Kinga wspomina dorywczą pracę podczas akademickich wakacji: dwa dni robocze w tygodniu pozwalały zrobić zakupy, kupić laptopa, odłożyć pieniądze i jeszcze pozwiedzać. 

Czy przez ostatnie sześć lat bywało trudno? No pewnie. Na przykład pomieszkując w wynajętym pokoju, żeby móc zbudować sobie jakąkolwiek historię kredytową w tym kraju, gdy tak bardzo chciało się mieć kąt tylko dla siebie. Albo kiedy szef w pierwszym tygodniu pracy zlecał obsługę klienta przez telefon, co w teorii dla osoby znającej angielski nie brzmi groźnie, a w praktyce przypomina tonięcie w oceanie frustracji i niezrozumiałych dla obcokrajowca akcentów. Ale, jak mawiają w Dolinie Krzemowej, „fake it, till you make it” (z ang. Udawaj, że to robisz, aż to zrobisz). Robienie dobrej miny do złej gry, do czasu aż zaczęło być dobrze, sprawdziło się podczas tej emigracji.

A ludzie? Sama nigdy nie spotkała się z przejawami dyskryminacji ze strony Anglików, ale na Wyspach nie brakuje rodaków, którzy wciąż pracują na międzykulturowe uprzedzenia. Wielu z nich uciekło z Polski przed przeszłością, inni stoczyli się już na emigracji. Szczęśliwie wielu rodowitych Brytyjczyków wciąż pamięta polską emigrację lat 50. i 60., i kojarzy ją bardziej ze środowiskiem inteligenckim niż z funkcją hydraulika. Ufają ambitnym i wykształconym imigrantom, wciąż chętnie zapraszając ich do współpracy.

Kinga Gawron spędziła w Londynie sześć lat, pracując w branży nieruchomości
Kinga Gawron spędziła w Londynie sześć lat, pracując w branży nieruchomości (Archiwum prywatne)

Wszystko to jednak w granicach umiaru - a umiar kończy się tam, gdzie zaczynają klasowe uprzedzenia. To jeden z tematów, o których się głośno nie mówi.

„Świadomości na ten temat często nie mają nawet ludzie od wielu lat mieszkający na Wyspach. Dzieje się tak, jeśli nie przebywają w środowisku, tzw. middle-aged white man. Dla tych wykształconych, starszych panów, w świetnie skrojonych garniturach, zresztą zawsze przemiłych i bardzo uprzejmych, nadal bardzo ważny jest podział klasowy społeczeństwa. Od tego, czy masz arystokratyczne korzenie, czy pochodzisz z rodu na przykład Spencerów, może zależeć, jak daleko zajdziesz, bądź nie. Pochodzenie z „elity” otwiera wiele drzwi. Klasa społeczna, w której się urodziłeś, determinuje właściwie całe twoje życie. Możesz mieć wyższe wykształcenie i górę pieniędzy, ale jeśli są to tzw. nowe pieniądze, których się dorobiłeś, oni o tym wiedzą. Dla mnie to było coś zupełnie nowego. Podział klasowy kojarzył mi się dotąd raczej z kastami w Indiach, nie zdawałam sobie sprawy, że takie mechanizmy wciąż działają w Europie.”

Takich niewidocznych na pierwszy rzut oka sufitów jest więcej. Przekleństwem wychowujących w Londynie dzieci staje się rejonizacja. Żeby posłać dziecko do dobrej szkoły, trzeba mieszkać w odpowiednim miejscu. Do tego dobra szkoła, to szkoła płatna. Bycie przyjezdnym z innego kraju, bez koneksji i małej fortuny, raczej nie pomaga znaleźć w niej miejsca. Podobnie jak fakt, że po fali z Polski, do Wielkiej Brytanii ściągnęły też inne nacje. Bułgarzy czy Rumuni zaczęli ustawiać się w tych samych kolejkach po pracę. Za płacę dużo mniejszą niż Polacy.

Angielski sufit

Niektórym do sufitu daleko. Bo nie ma co ukrywać, że na emigracji w Wielkiej Brytanii część rodaków schowała swoje ambicje i dyplomy do kieszeni. Nie wracają i w niektórych przypadkach nie wrócą, bo zarabianie i życie za te zarobione funty jest w ich odczuciu łatwiejsze niż nad Wisłą.

„Żyje tutaj wiele osób, które zaraz po przyjeździe znalazły pierwszą lepszą pracę, często fizyczną. Łapiąc pewną stabilizację, na Wyspach można w miarę spokojnie żyć. Wprawdzie nie zarobisz kokosów, ale masz całkiem przyzwoity standard, stać cię na wakacje, markowe ubrania, wypady do restauracji. Wielu osobom to wystarcza - na tyle, że mimo dawnych ambicji, na emigracji nigdy już nie wyjdą poza ten świat.”

W ten sposób łatwa praca, którą zarabiasz na mieszkanie, zamienia się w pułapkę. Wielu pracodawców nie daje się przekonać, że po pracy fizycznej czy "na kasie" można mieć kwalifikacje adekwatne do biura. To nie sprzyja kroczeniu po zawodowej drabinie. Przegrywa, kto od razu nie wdrapał się na pierwszy szczebel. Motywacji nie dodaje też fakt, że wciąż do obsadzenia jest sporo etatów, do których nie kwapią się Brytyjczycy. Zasiłek wydaje się atrakcyjniejszy niż najniżej opłacane zajęcie. Ale nie imigrantom.

W takich nastrojach Polsce właśnie stuknęło 15-lecie w Unii. 20-latkowie, którzy wyjeżdżali na saksy do Londynu, mają dziś 35 lat.

Po powrocie do Polski zamierza zamienić swoje hobby w sposób na życie i pracować jako twórca internetowy
Po powrocie do Polski zamierza zamienić swoje hobby w sposób na życie i pracować jako twórca internetowy (Archiwum prywatne)

„Dla wielu osób to moment myślenia o stabilizacji. 30-40 lat to dobra pora na ostatni zryw. Moment, kiedy zawodowo jeszcze się chce.”

Nieubłagana oś czasu postawiła emigrantów w punkcie, gdzie trzeba podjąć decyzję o tym, co dalej.

Dotarliby tam i tak, nawet gdyby nie brexit.

Blady strach

24 czerwca trzy lata temu wyglądał inaczej niż wielu planowało.

„Poranek, w którym dowiedzieliśmy, że brexit jednak będzie, był absolutnym szokiem. Nikt spośród moich znajomych w biurze, w to nie wierzył. W tym środowisku to był absolutny szok, zapanowała wręcz żałoba. Po raz pierwszy zobaczyłam mojego ówczesnego szefa, 72-letniego starego wyjadacza rynku nieruchomości, z własną agencją, którą prowadził odkąd skończył 22 lata, bladego i wręcz przerażonego. Powiedział dosłownie: we are all doomed (z ang. wszyscy jesteśmy przeklęci, skazani).”

Przez kolejne kwartały pracownicy londyńskiego sektora nieruchomości na własnym gruncie doświadczali wrażliwości „mieszkaniówki” na gospodarczą zawieruchę. Kinga wspomina dawny galop londyńskich cen: „Kiedy zaczęłam pracę 2013 roku do mniej więcej 2016 roku ceny nieruchomości szły do góry w takim tempie, że wręcz trudno było w to uwierzyć. Za mieszkanie, które kosztowało 150 tysięcy funtów, miesiąc później płacono 200 tysięcy funtów. Stawki rosły z tygodnia na tydzień, więc ludzie chcieli kupować jak najszybciej.”

Zmiany mediany cen mieszkań w Londynie. Kliknij, żeby przejść do źródła danych
Zmiany mediany cen mieszkań w Londynie. Kliknij, żeby przejść do źródła danych (Bloomberg)

Brexit okazał się hamulcowym. Niepewność co do dalszej przyszłości nie powstrzyma ludzi przed zakupami produktów pierwszej potrzeby, ale okazała się skutecznie zniechęcać do poważniejszych inwestycji na dalszą część życia. To był pierwszy sygnał do myśli o zmianie. Branży, a może i lokalizacji. Dla niej, bo dla wielu Polaków mieszkających od lat w Wielkiej Brytanii, wynik referendum niewiele zmienił, i – prawdopodobnie - niedużo zmieni.

Na wykresie z lewej - roczna zmiana cen przed i po referendum ws. Brexitu (%), z prawej - wolumeny transakcji przed i po. Kliknij, żeby przejść do źródłowej informacji
Na wykresie z lewej - roczna zmiana cen przed i po referendum ws. Brexitu (%), z prawej - wolumeny transakcji przed i po. Kliknij, żeby przejść do źródłowej informacji (https://www.which.co.uk/news/2019/05/what-will-brexit-mean-for-house-prices/)

Mimo to, jakby więcej mówi się o powrotach. W facebookowych grupach dla Polaków w UK przelano już hektolitry „ostatnich kaw”, wypijanych tuż przed przeprowadzką do Polski. Każdy nowy post w tej sprawie to dziesiątki albo i setki polubieni i rozemocjonowanych komentarzy. Piszą ci, którzy są już po drugiej stronie, czyli w Pabianicach albo Miliczu i ci, którzy ciągle nie mogą się zdecydować. Dodają sobie otuchy i trzymają kciuki. Rzadko kiedy rozmawia się o porażkach.

„Mam wrażenie, że wiele osób idealizuje tę swoją Polskę. Wiadomo, że po 10-15 latach na emigracji nie pamięta się tego, co złe, tylko pozytywy. Jest więc idylliczne wspomnienie rodziny, świecącego słońca, bocianiego gniazda itd. Tymczasem zderzenie z rzeczywistością może być jak bolesny policzek. Ludzie, którzy wyjeżdżali po studiach, a później wykonywali proste prace, bo to im wystarczało do dobrego życia, wracają do Polski z zawodową dziurą w życiorysie. Trudno wtedy odnaleźć się na rynku pracy.”

37 tysięcy powodów do powrotu

Unika odpowiedzi wprost na pytanie, czy 37 tysięcy subskrypcji jej kanału (Kinga jest znana w sieci jako The PinkRook) to dostateczny powód, żeby wrócić do Polski i spróbować żyć z publikacji na YouTube, ale nie kryje nadziei, że jej się uda. Od znajomych nie słyszy już tyle narzekań na warunki w Polsce, co kiedyś. A pamięta, jak inne rozmowy toczyli, gdy wyjeżdżała sześć lat temu. Teraz to w Wielkiej Brytanii nastroje robią się chmurne. Podejrzewa, że to najlepszy moment, żeby zacząć w Polsce od nowa. Jeszcze nie wie, czy ma rację, ale nie widzi powodu, by nie spróbować. A angielskie pensje?

„Jest taka mrzonka o życiu w Londynie, że się zarabia dużo pieniędzy. Generalnie to prawda, bo nawet minimalne zarobki są czterokrotnie wyższe od polskich. Ale koszty utrzymania są po prostu niebotyczne. Zwłaszcza w Londynie, gdzie wydatki na mieszkanie, transport, czasami wypad do kina czy na imprezę są olbrzymie. Paradoksalnie wydaje mi się, że w tym momencie zarabiając w Polsce w miarę normalnie, można sobie pozwolić na nieco więcej.”

No chyba że na Wyspach od lat prowadzi się własną firmę i zarabia krocie, jak wielu rodaków. Zaczynali na saksach, harując fizycznie dla innych przedsiębiorczych. Dziś, wciąż cenieni przez Brytyjczyków, mają swoje ekipy i nie narzekają na brak dobrych zleceń. Z powodu tych „łatwych” pieniędzy oni raczej nieprędko wrócą do kraju. Tutaj, co wciąż powtarza się w obiegowych opiniach, to nie jest kraj do zakładania własnego biznesu. Wielka Brytania przyzwyczaiła, jak proste i tanie może być prowadzenie swojej firmy. Polskę postrzegają jako odległą od Anglii o grube kilometry, nie tylko na mapie.

Ani Kinga, ani jej znajomi nie mają złudzeń, że po powrocie ktokolwiek rozwinie przed nimi czerwony dywan. Ale jeśli ktokolwiek naprawdę chciałby wyciągnąć rękę do emigrantów, polecają postawić właśnie na wsparcie przedsiębiorczości. Dla wielu etatowców powrót z Londynu nad Wisłę będzie swoistym awansem i może nawet szansą na rozwój. W tym samym czasie innych czeka zaczynanie wszystkiego od zera.

„Życz mi, żebym się odnalazła, szybko i skutecznie. Żeby mi się udało. Myślę, że się uda.”

Malwina Wrotniak

Jakie są Wasze doświadczenia z emigracji? Czy znacie przypadki powrotów do Polski? Jak mocno brexit wpłynie na decyzje mieszkających tam rodaków? Zachęcamy do dyskusji.

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 3 monikaspychala_ptpl

Ja tez wlasnie wrocilam z emigracji. Z zupelnie innych stron bo z Portugalii. Po 6 latach (z przerwami) jestem w Polsce od kwietnia i dobrze mi :) Przynajmniej na razie! Życz mi żeby się udało!

! Odpowiedz
0 5 bankierkomentuje

Oglądam regularnie paru Youtuberów więc życzę tej Pani powodzenia tylko żeby potem nie płakała że oglądalność spada, że nie ma dochodów itd. Juz widzialem troche porażek i dywergencje kiedy liczba subskrypcji rośnie szybko a oglądalność spada a to oznacza mniej kasy, gorsze reklamy lub wcale itd a wszystko przekłada się na część finansowa i frustracje. To pozniej widac to we vlogach i wszelkich medialnych przekazach. Każdy dziś chce inspirować innych a często pośrednio POUCZAĆ wyrażając to poprzez masę fotek na Instagramie relacjonując całe swoje życie jaki/a to nie jestem COOL a kiedy nie puszcza z rana nowego zdjęcia w social media to deprecha przez cały dzień !!!
Przeczucia mam ze powoli moda na to mija więc zobaczymy niedługo jaki inny nowy zawód wymyśla sobie Milenialsi.

Pani z 37 tys subskrybentów ma tu aspiracje bycia Youtuberka - Influencerka - Pani z Insta :)
Znam takich co maja po 200 tys subskrybentów i płaczą bo zapewne brakuje do 1go.

Odnośnie imigracji to nie jest to łatwy kawałek chleba, znakomicie wiedza to nawet ci co im sie udalo. Te wszystkie chwalipięty ile to oni nie zarabiają itd należy brać przez palce. Przez kilkanascie lat mialem dostep do danych ile zarabiają Polacy za granica i musze przyznac ze 80% zarabia minimalna i troche wiecej, 10% lepiej niz przecietna, 7% tyle co Angole na tych samych stanowiskach a tylko 3% dużo. Dużo zarabiają freelancerzy oraz przedsiębiorcy (przede wszystkim budowlańcy ) prowadzący swoje firmy.

Problem tych ludzi często jest inny niż same zarobki bo będąc długo na emigracji, mając stały regularny dochód itd 98% osób nie potrafi tych pieniędzy zainwestować i zrobić to w najbardziej dogodnym momencie czyli kiedy jest tanio i nie pojawił się jeszcze tłum chcący skopiować tych co im się powiodło. Znam wiele osob co zakupilo nieruchomosci kiedys i dzis. Te zakupione kiedys trzymali dla siebie bo jak wrocimy na swieta to bedziemy tam mieszkac, drugim bylo szkoda bo ktos zniszczy. Tlumaczylem ze to zle myslenie bo wynajmujac je przez rok da to tyle zyskku ze stac cie bedzie na wynajecie hotelu na okres swiat itd dla calej rodziny i jeszcze zostana zyski. Teraz chca wynajmowac kiedy pojawilo sie na rynku wielu Januszy i Grażyn biznesmenow omamionych basniowymi opowiadaniami deweloperów o 7-8% zwrotu z inwestycji w nieruchomosci. Rzeczywistosc pokazuje jak bardzo zostali wy..... bo zwrot netto to czesto max 4%
Sztuka jest tak rozłożyć budżet aby min 10% było oszczędzanie, min 15% inwestowanie, część przeznaczona na zachcianki a reszta na utrzymanie. Tu Polacy się gubią ale Anglicy są jeszcze cieńsi, zresztą cieńsi są w wielu aspektach.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
6 6 kali17

Ci co wyjechali za granice i wykonują prace fizyczne maja dziure w życiorysie - a ci niby specialiści co pracują za kieszonkowego na poziomie 4-5 tyś zł netto - to nie maja dziury w życiorysie? Ja pomimo posiadania studiów pracuje za granicą wyjechałem w 2004 roku mam dwa spłacone mieszkania w Polsce oraz 3 garaże, które daja mi dochód miesieczny na poziomie 3 tys zł do tego dalej pacuje za granicą i spłacam tu dom. Znam bardzo dobrze język angielski. Ilu z tych co to maja ambitną pracę w Polsce w tych korporacjach ma spłacone mieszkanie przed 40-tym rokiem zycia? Wielu z tych z Mordora mieszka na wynajetych pokojach albo dojeźdza codziennie po 2 godziny w jedną stronęa o zalozeniu rodziny moga pomarzyć bo ich na to nie stać. Oczywiście mogą sie pochwalić ze pracuja w korporacji i raz w tygodniu moga sobie kupic kawe w Starbucks

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 11 bt5

Do janekmaly. Rzecz w tym że w godzinę to pomaluje amator i trzeba po nim robić od początku. W starych mieszkań nawijają się na wałek farby klejowe, trzeba to usunąć, trzeba poszpachlować dziury i większe nierówności, i już się razem robią 2-3 dni.

! Odpowiedz
0 11 bt5

Do the_truth. Robotnik prosty czyli zdecydowana większość polskiej emigracji , czyli w okolicach minimum wage i tak nic już w UK nie zwojuje. Sama kwota wolna nie spowoduje zamożności jak nie ma szans na zakup ani nawet wynajem mieszkania. Żeby teraz dostać mieszkanie socjalne od gminy to nie ma jak kiedyś że w rok , lecz 5 lat trzeba czekać i nora do kapitalnego remontu. Nie mówiąc o tym że na takich dzielnicach łatwo Polak dostanie w czapę. A tak to nawet konkretnej kasiory się nie odłoży bo byle pokój 2000 zł, komunikacja okropnie droga. Może jako pracownik wykwalifikowany , ale i tu jest głównie przez agencje pracy tymczasowej czyli kalkulacje zarobkowe ładnie wyglądają tylko na papierze.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 6 the_truth

Ogolnie czasy sa dla wiekszosci trudne bo Chinczycy wszystko robia za pol darmo. Jedyne wyjsce do byc profesjonalista tzn. IT albo lekarz. Ale ci wszedzie maja dobrze … pozdrawiam
Ps. co mnie denerwuje to ceny mieszkan w Polsce - mysle, ze komus zalezy na nakrecaniu tej banki albo utrzymania wysokich cen wynajmu albo kupna

! Odpowiedz
1 3 ziombojmadafaka odpowiada the_truth

the_truth

To prawda, że chińczycy robią za pół darmo i produkować się nie opłaca.
Możesz kupić dowolną ilość sprzętu, maszyn, samochodów.
Energia elektryczna, podatki, tania sila robocza w azji, transport to wszystko powoduje, ze produkcja wiekszosci rzeczy w europie czy usa sie nie oplaca.

Wielu ludzi jednak zapomina że kupić coś - to tylko połowa kosztów eksploatacji.
Druga połowa, to smary, oleje, awarie, częsci zamienne i roboczogodziny które to wszystko pochłania (od statku po samochód). A im starsza maszynka, tym wiecej szczegolnie godzin serwisu wciąga.

Każdy sprzęt jest awaryjny. Jeden bardziej drugi mniej.
I teraz - jak Ci maszyna za 500tys ojro padnie to co - kupujesz od razu nowa? Niech nawet wysla tego samego dnia - dostaniesz po 4-6 tygodniach a w tym czasie stoisz.
Wywalisz maszyne za 500tysi bo gdzies sie kabel przetarl, jakas krancowka sie zaciela i potrzebuje po prostu kilku godzin doswiadczonego technika?
Widziales kiedys co zostaje z silnika po 5000h bez wymiany oleju?
Zezlomujesz koparke, bo pojwily sie pekniecia spawow, ktore po prostu potrzebuja kilku godzin z dobrym spawaczem? Czas oczekiwania na element zamienny czesto jest abstrakcyjny typu - 24 tygodnie.

Ciagnac technika fabrycznego z chin - pozdrawiam, daj znac ile rachunek wyniesie i czas przestoju..

W calej europie mamy ten sam problem - nie ma kto sie ganiac z cala ta infrastruktura i maszynami.

Sporo jeździłem i odwiedzalem wiele zakładów przemysłowych, elektrowni, fabryk i tego typu miejsc.
Wszedzie ten sam problem - brak ludzi albo do produkcji, albo do utrzymania ruchu.

Szeryf w mojej robocie wygral kilka konraktow i nagle musi wyczarowac 15 mechanikow ciezkiego sprzetu. Wlosy z glowy rwie, a placi naprawde przyzwoite pieniadze.
On juz nawet nie obnizyl standardow zatrudnienia - co technik ma umiec. On po prostu urzadzil lapanke i dalej znalezc nie moze :)

I w samym srodku tego wszystkiego mały ja. Ktory kolekcjonuje co potrzeba i idzie na swoje zgodnie z zasada NaSwoim= ToCoZarabiaszUkogos x 4


Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 11 the_truth

Robotnikom Anglia nadal sie oplaca, glownie dzieki wysokiej kwocie dochodu wolnego od podatku 12,5 tys £. Natomiast dla profesjonalistow, szczegolnie IT, juz nie tak bardzo. Po spadku wartosci funta w Warszawie zarabia sie prawie tyle co w Anglii. Natomiast co przekonuje mnie do pozostania w GB to bezstresowa praca i podejscie przelozonych do pracownikow: partnerskie, a nie tak jak w Polsce, nakazowo - dyktatorskie oparte na strachu, ponizeniu i podlizywaniu sie.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 4 bt5

Do Jasiek 2017. Jak podajesz takie przykłady dochodów z usług remontowych to chyba mieszkasz w Polsce w jakims super bogatym mieście , bogatszym od Warszawy. Przysyłają mi portale usługowe różne zlecenia i dziś np. widziałem jak na malowanie 1-ego pokoju w Warszawie zgłosiło się 8 oferentów za 300-700 zł , i to nie robota z przygotowaniem na 3-4 godziny ale na 2-3 dni . I jak z tego wyjść chociaż 10 tys peelenów miesięcznie , mission impossible.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
3 3 janekmaly

To jacyś amatorzy jeśli pomalowanie 1-go pokoju zajmuje im 2-3 dni. 300zł, 4-5h roboty, stawka całkiem niezła jak na pracę do której wystarczą chęci.

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne