Ze sceny wszystko widać bardzo dokładnie. Publiczność jest bardzo złożonym zjawiskiem. Nie można o niej powiedzieć, że stanowi jakiś jednolity organizm. Ze ZBIGNIEWEM ZAPASIEWICZEM, aktorem Teatru Powszechnego, rozmawia Damian A. Zaczek
Mistrzu, wrócił Pan niedawno z urlopu. Czy obserwował Pan życie społeczne?
Ja je stale obserwuję. Bardzo jestem na nie wyczulony. Żyję zupełnie normalnie, nie jestem człowiekiem medialnym, nie interesuje mnie ten cały sztafaż takiej pseudopopularności. Mój zawód wymaga obserwacji zachowań ludzkich i umiejętności kontaktowania się z rzeczywistością, ponieważ ona dotyka mnie osobiście. Ja z tego blichtru dookoła zrezygnowałem świadomie, to był mój wybór. Nie narzekam na to, że jestem aktorem mało rozpoznawalnym. Mam święty spokój i mogę się, że tak powiem, wtopić w tłum ludzi.Czy poprzestaje Pan na biernej obserwacji, czy też wdaje się w rozmowy?
Boże kochany, oczywiście, że rozmawiam z ludźmi. Nie jestem człowiekiem, który się zamknął na ludzi. Ale obcych nie zaczepiam. Gdy siedzę w kawiarni, to słucham rozmów – nie podsłuchuję, ale te rozmowy wchodzą w ucho. Podpatruję zachowania.Jak, wobec tego, wyglądają Polacy na urlopie?
Przyznam się, że od lat jeżdżę do Juraty. To jest miejsce, taka enklawa, do której przyjeżdżają ludzie, o których można powiedzieć, że w ogromnym procencie należą do inteligencji. W innych miejscach nad morzem, w jakimś Władysławowie, Karwi czy Dębkach, ogarnia mnie przerażenie, gdy widzę bezwładny tłum, który nie bardzo wie, co to znaczy kultura zachowania, kultura wypoczynku, kultura w relacjach międzyludzkich – ten tłum to jest jakieś upiorne, brudne bałaganiarstwo. Natomiast w Juracie udaje się jeszcze spotkać kogoś, z kim można porozmawiać, kto ma coś do powiedzenia o różnych dziedzinach życia. I w ogóle atmosfera tego miejsca jest jeszcze jakaś taka sensowna. Co prawda, pobyt tam jest drogi, ale nie rujnuje ekonomicznie. Dlatego to miejsce wybrałem.A co słychać i widać ze sceny teatralnej? Jaka jest publiczność?
Ze sceny wszystko widać bardzo dokładnie. Publiczność jest bardzo złożonym zjawiskiem. Nie można o niej powiedzieć, że stanowi jakiś jednolity organizm. Różni ludzie z różnych przyczyn chodzą do teatru. Oczywiście, na to, co jest na wyższym piętrze realizacyjnym w teatrze chodzi publiczność wybrana. To nie są przedstawienia cieszące się dużą frekwencją. To jest problem bardzo poważny, który w teatrze istniał od zawsze. Nie od dziś przecież wiadomo, że teatr nie istnieje bez widzów. Nie wiadomo, co zrobić, żeby ludzie zechcieli przychodzić na przedstawienia. Nie chcę nikogo obrazić, ale przeciętni ludzie nie wykazują zainteresowań myśleniem abstrakcyjnym – żeby nie powiedzieć: poetyckim – na teatr są mało wyczuleni. Ludzie przychodzą masowo, gdy teatr daje prostą fabułkę, która nie wymaga wysiłku intelektualnego. A teatr chce służyć czemu innemu. Bywały okresy, niezbyt długie, kiedy publiczność przychodziła do teatru jako do miejsca, w którym mogła poszerzyć swoją wiedzę o rzeczywistości okalającej człowieka, ale nie wprost, bo teatr nie jest od dokumentowania rzeczywistości tylko od jej metaforyzowania, nadawania jej piękna poetyckiego. Teraz tego zjawiska już nie ma, a jeśli występuje to dla bardzo ograniczonej liczby odbiorców. Takie teatry, jak mój – Teatr Powszechny – czy Narodowy, Ateneum, Współczesny, które jeszcze opierają się na jakiejś repertuarowej tradycji interpretującej literaturę, nie chylą się ku upadkowi, ale zajęły właściwe sobie miejsce i mają określoną publiczność.Do teatrów wdarła się kapitalistyczna ekonomia, która zabija sztukę?
Nie, ale czynnik ekonomiczny jest poważnym problemem. W poprzednim ustroju nasze poczynania regulowała ideologia i wojna, którą prowadzili ludzie kultury – teatru, literatury, filmu – polegająca na tym, żeby omijać nakazy i zakazy, zrzucać pancerz ideologiczny i jakoś oszukiwać naszych ówczesnych mecenasów. Dzisiaj ograniczenia ideologiczne zastąpiły wymogi ekonomiczne. Artyści mogą grać co chcą, ale muszą mieć świadomość i brać odpowiedzialność za wystawiane sztuki, które jeśli nie będą się cieszyły powodzeniem u publiczności, to nie zwrócą wyłożonych na nie przez producentów nakładów. Dzisiaj producent zadaje sobie najważniejsze pytanie: czy inwestycja mu się opłaci? Walka o widza jest poważnym problemem na całym świecie.Ale państwo też ma jakieś obowiązki wobec kultury.
No i co z tego, że je ma? Przecież też rozlicza twórców finansowo. Jest wolny rynek. Teatry są wspomagane finansowo przez samorządy, co na szczęście nie wpływa na wybór repertuaru, ale te pieniądze są tylko częścią potrzebnego budżetu. Resztę musi dołożyć prywatny mecenas, sponsor. Albo musimy brakujące pieniądze zarobić.A co Pan sądzi o teatrach prywatnych?
Zależy, co się w nich dzieje. Krystyna Janda w swój Teatr Polonia włożyła niesamowitą ilość energii i pieniędzy. To jej prywatne przedsięwzięcie, jej pomysł i to jest godne najwyższego szacunku. Tym bardziej, że wystawiane przez nią sztuki cieszą się ogromnym powodzeniem, choć nie wszystkie. To jest teatr mały, nie ma żadnych kłopotów frekwencyjnych. Krysia wcelowała w niszę i może wystawiać co chce i jak chce. Gdyby najnowszą premierę Teatru Polonia „Grubych ryb” Bałuckiego wystawił nasz teatr, to od prasy i nieżyczliwych ludzi dostalibyśmy po nosie, że gramy starocie. Ale Krysi wolno.Gdybyśmy dzisiaj zrobili normalne przedstawienie teatru takiego, który jest uważany za stary, niemodny, za nie mówiący nic bezpośrednio o wydarzeniach wokół się dziejących, gdzie nie ma gołych aktorów, strzelaniny, krwi, tylko aktorzy siedzą i rozmawiają, to młode pokolenie takiej formy teatralnej by nie zaakceptowało. Ale jednocześnie im się taka forma podoba. Więc tu jest pewna sprzeczność. Niemodnie jest dziś mówić, że taki tradycyjny teatr jest ważny i potrzebny. Kierujemy się bardzo modą, pobieżnymi rozumieniami zjawiska jakim jest teatr.
W latach 60. czy 70. teatr był ważnym zjawiskiem w całej Europie. Polski teatr był znaczący jako instytucja. Dzisiaj znaczące są tylko pojedyncze przedstawienia pokazywane na festiwalach w Edynburgu czy Awinionie, które w Polsce mają minimalny oddźwięk.


























































