Google ma zapłacić 8 mln zł kary wobec Ceneo za łamanie sądowego postanowienia zakazującego gigantowi czynów nieuczciwej konkurencji - przekazał wtorkowy „Dziennik Gazeta Prawna”. Ale stawka sporu Ceneo z Google jest dużo wyższa...


„DGP” wyjaśnił, że Ceneo w ubiegłym roku uzyskała zabezpieczenie swoich roszczeń wobec Google. „Sąd zakazał wtedy big techowi m.in. faworyzowania swojej porównywarki Google Shopping w wynikach wyszukiwania wyświetlanych użytkownikom w Polsce. Za naruszenie zakazu sąd zagroził Google karą w wysokości 50 tys. zł dziennie” - czytamy w gazecie.
Stawka sporu Ceneo z Google jest dużo wyższa niż kary wynikające z postanowienia o zabezpieczeniu roszczeń. Chodzi co najmniej o 2,3 mld zł. Na tę kwotę składają się straty poniesione przez Ceneo w wyniku antykonkurencyjnych praktyk Google od 2013 r. (ok. 1,7 mld zł) oraz odsetki do 29 listopada 2024 r. (ok. 615 mln zł). Oprócz tego Ceneo domaga się odsetek za okres od dnia wniesienia pozwu do dnia zapłaty odszkodowania.
Jak dodano, Ceneo miało uznać, że big tech nie stosuje się do postanowień sądu i wszcząć postępowanie o nałożeniu kary. Zażądała 14,35 mln zł za cały okres od wydania postanowienia, tj. w sumie 287 dni. Sąd jednak odliczył okres przed formalnym doręczeniem Google postanowienia oraz dni, co do których nie udowodniono naruszeń w formie aktów notarialnych, a jedynie zrzutami ekranu. Tym samym kara objęła 160 dni. „Żadna z firm nie komentuje tego wyroku. Ceneo odwołało się od niego do sądu apelacyjnego” - przekazał dziennik.
Doktor Iga Małobecka-Szwast, radca prawny i prezeska fundacji Blue Dragon Institute podkreśla, że sprawa przeciwko Google dotyczy nie tylko prowadzącej ją firmy Ceneo. – To sprawa dużego kalibru i dotyczy wszystkich Polaków, którzy korzystają z internetu. Praktyki Google wpływają na to, że otrzymujemy wypaczone wyszukiwania, gdy próbujemy porównywać ceny – mówi Iga Małobecka-Szwast.
– Gdy Google w końcu zapłaci polskiej firmie karę za faworyzowanie swoich usług w wyszukiwarce, to będzie ważny przełom. Będzie to oznaczało, że możliwe jest pociągnięcie big techa do odpowiedzialności za to, jakie praktyki stosuje na krajowym rynku – podkreśla dr Małobecka-Szwast.
BPL:JM/PAP:jls/ lm/
























































