S&P500 i Nasdaq Composite zakończyły piątkową sesję na plusie, mimo że praktycznie wszędzie ostrzegano przed zgubnymi skutkami decyzji prezydenta Trumpa, który chce nałożyć zaporowe cła na import stali i aluminium do USA.


Przeczytaj także
Miało być strasznie. Nie dość, że Donald Trump w czwartek ogłosił wprowadzenie wysokich ceł na import stali i aluminium, to jeszcze użył Twittera w najgłupszy z możliwych sposobów, samemu ośmieszając własną agendę gospodarczą. W Azji i w Europie inwestorzy się na serio przestraszyli: japoński Nikkie225 spadł o 2,5%, a niemiecki DAX o 2,3%.
When a country (USA) is losing many billions of dollars on trade with virtually every country it does business with, trade wars are good, and easy to win. Example, when we are down $100 billion with a certain country and they get cute, don’t trade anymore-we win big. It’s easy!
— Donald J. Trump (@realDonaldTrump) 2 marca 2018
W Ameryce przypominano, że podobny ruch ze strony administracji G.W. Busha w 2002 roku nie dość że nie pomógł amerykańskim hutom, to jeszcze doprowadził do spadku cen akcji i osłabienia dolara. Jak widać Amerykanie niczego się nie nauczyli w temacie ceł i wolnego handlu. 16 lat temu wycofali się z 30-procentowych ceł na stal po 1,5 roku.
Lecz inwestorzy z Wall Street mieli już dość spadków. Po trzech z rzędu stratnych sesjach, w piątek S&P500 wzrósł o 0,51%. Nasdaq poszedł w górę o 1,08%. I tylko Dow Jones zaliczył czwarty z rzędu dzień pod kreską, tracąc 0,29%. Temu ostatniemu indeksowi ciążyły taniejące blisko 5% akcje McDonald's oraz zniżkujące 2,6% walory Caterpillara.
Inwestorzy nie zważali na to, że rynkowe stopy procentowe znów poszły w górę. Rentowność obligacji 10-letnich po dwóch dniach spadków wzrosła o blisko 6 punktów bazowych, do 2,86%. Amerykańskie dwulatki wciąż płacą niemal najwięcej od 10 lat (2,24%).
Krzysztof Kolany






















































