W 2026 roku możliwa jest kontynuacja dobrej koniunktury na warszawskiej giełdzie, ale realizacja takiego scenariusza wymaga spełnienia kilku warunków – uważa Sobiesław Kozłowski z Ipopema Private Investments. Dodał, że w krótkim terminie nie wyklucza korekty.


"Aktualna sytuacja na GPW trochę przypomina dynamikę WIG z 2004-2007. Podobieństwo to skala wzrostów indeksów, natomiast różnica to nieaktywny rynek pierwotny. Niemniej jednak poprawiające się saldo napływów do funduszy akcji polskich, jak i dobre perspektywy dynamiki PKB Polski na 2026 r. sprzyjają poprawie wyników spółek i ożywieniu rynku IPO, co wraz ze spadkiem stóp procentowych będzie zachęcało do szukania alternatyw dla lokat czy dywersyfikacji dla dotychczas bardzo dobrych funduszy dłużnych" - powiedział PAP Biznes Sobiesław Kozłowski, dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments.
Jego zdaniem, inwestorzy wciąż nie są przekonani, że na pewno będą nadal wzrosty na rynkach.
„Mam wrażenie, że obserwujemy +wzrosty po ścianie strachu+. Nie ma pełnego przekonania, że rynek na pewno pójdzie wyżej, a mimo to z kwartału na kwartał indeks wspina się na coraz wyższy poziom. Wciąż do klasycznego rynku byka trochę jeszcze brakuje” - powiedział.
“Mamy dość unikalne otoczenie, które daje potencjał do średnioterminowego, lepszego podejścia do polskiego rynku: z jednej strony relatywnie niskie czy umiarkowane mnożniki, z drugiej - potencjał napływu kapitału, który mógłby poprawić wyceny i doprowadzić do swoistego reratingu” - dodał.
W perspektywie krótkookresowej możliwa jest jednak korekta.
„Po udanym grudniu, czy też bardzo dobrym styczniu, jest ryzyko korekty czy schłodzenia. Impulsu do korekty raczej szukałbym z rynków bazowych, mam na myśli głównie Stany Zjednoczone - patrząc po geopolityce” - ocenił.
„Preludium zwiększonej wrażliwości rynków na potencjalną korektę było schłodzenie nastrojów po publikacji wyników Microsoftu. Jednocześnie wiązałbym to z informacjami amerykańskich banków, że poziom gotówki wśród zarządzających aktywami jest relatywnie niski. Oznacza to potencjalne schłodzenie rynku i wzrost umorzeń” – dodał.
Dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments zwraca uwagę, że w Polsce rozpoczyna się właśnie sezon publikacji wyników finansowych za czwarty kwartał. Na pierwszy ogień poszły giełdowe banki.
„Zyski banków jak Santander BP, mBank, czy ING Bank Śląski są powyżej oczekiwań, często o ponad 10 proc., ale kursy akcji na ten moment na to nie reagują” - dodał.
Zdaniem Sobiesława Kozłowskiego, po wejściu akcji banków na historyczne szczyty, ich dobre wyniki za czwarty kwartał zdają się być już w cenach.
Zwraca też uwagę, że poprawia się saldo napływów do funduszy akcji polskich.
“Szacunki za styczeń, 400 milionów złotych, to dużo i to również powodowało, że mWIG40 oraz sWIG80 zachowywały się lepiej niż WIG20” - powiedział.
“Krajowy kapitał może być swego rodzaju lekarstwem czy też czynnikiem zmniejszającym zależność średnich i małych spółek od rynków bazowych” - dodał.
W jego ocenie katalizatorem zmiany może być też oczekiwana kolejna obniżka stopy procentowej NBP w najbliższych kwartałach.
“To byłby klasyczny, monetarny katalizator do szukania alternatyw dla coraz niżej oprocentowanych lokat i próba szukania stóp zwrotu. To by dalej wspierało napływy do funduszy dłużnych, ale z coraz wyższą dynamiką napływów do funduszy akcji polskich” - powiedział.
“Oprocentowanie lokat spada, rentowności obligacji również mogą jeszcze nieco się obniżyć, choć potencjał do lepszych stóp zwrotu z tego segmentu wydaje się już ograniczony. Jednocześnie spadek rentowności obligacji wspiera wyceny spółek, przynajmniej z perspektywy fundamentalnej” - powiedział.
“Jeżeli nie będzie istotnych negatywnych zaskoczeń oraz biorąc pod uwagę obecną poprawę wyników PKB w Niemczech i w przemyśle niemieckim, to zakładam, że część polskich spółek przemysłowych czeka poprawa wyników. To z kolei mogłoby stać się impulsem do poprawy sentymentu konsumentów oraz lepszego nastawienia do spółek konsumenckich, które trochę odstają od innych segmentów na polskim rynku” - dodał.
Zdaniem dyrektora departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments większy potencjał drzemie w małych spółkach, chociaż część z nich wciąż czeka albo na poprawę wyników, albo na większą płynność i wzrost wycen.
“Część z nich już urosła, ale część wciąż ma spory dystans do nadrobienia. Tym bardziej, że w niektórych spółkach wyniki mogą poprawić się w drugim lub trzecim kwartale tego roku, czego rynek jeszcze w pełni nie uwzględnia. Stąd oczekiwanie na moment poprawy wyników” - dodał.
Patrząc po historycznych mnożnikach wyceny spółek są umiarkowane. Dla szerokiego indeksu WIG są zbliżone do historycznej średniej w przypadku wskaźnika ceny do zysków P/E i nieco powyżej średniej jeżeli chodzi o cenę do wartości księgowej P/BV.
“Konsensus rynkowy zakłada wzrost gospodarczy dla Polski na ten i przyszły rok po około 3-4 proc. Te prognozy mogą stanowić pewną kotwicę dla oczekiwań co do poprawy wyników spółek. Jeśli dane makroekonomiczne się potwierdzą, to jest potencjał do przyspieszenia dynamiki PKB, a w konsekwencji także do poprawy wyników spółek” - powiedział Sobiesław Kozłowski.
Dyrektor departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments ocenia, że dalsza poprawa koniunktury na warszawskiej giełdzie mogłaby nastąpić, ale kilka elementów musi nałożyć się na siebie jednocześnie.
“Jeśli chodzi o perspektywę długoterminową to z jednej strony mamy hossę surowcową, czyli wzrost na metalach, który zazwyczaj poprawia sentyment do rynków wschodzących. Dodatkowo, rynki wschodzące są po piętnastoletniej relatywnej słabości wobec rynków rozwiniętych, co widać przy porównaniu chociażby indeksów MSCI Poland vs MSCI Developed Markets. Tutaj otwiera się okno do lepszego zachowania” - powiedział.
W jego ocenie mocne wyniki banków i spółek surowcowych w Polsce mogą być stabilizatorem w średnim terminie. Jego zdaniem banki są umiarkowanie wyceniane patrząc po mnożniku ceny do wartości księgowej, a przede wszystkim ceny do zysku.
“Nadal jest potencjał do poprawy nastrojów, jeżeli chodzi o banki europejskie” - powiedział.
Jego zdaniem, poprawa globalnego sentymentu do surowców może dodatkowo wspierać nastroje wobec krajowych spółek.
“Pytanie jednak, czy rynki wschodzące, w tym Polska, wykorzystają tę szansę. W tym kontekście widać zachowanie Orlenu, na które prawdopodobnie wpływają wyższe notowania gazu oraz oczekiwania lepszych wyników w segmencie gazowym w przyszłym kwartale. Do tego dochodzi KGHM, który wcześniej wyraźnie odstawał na minus, a obecnie korzysta z wysokich cen srebra i miedzi” - powiedział.
“Można więc powiedzieć, że do banków dołączyły dwie spółki surowcowe lub quasi-surowcowe, co sprawia, że w globalnej układance MSCI Poland zaczyna wyglądać atrakcyjnie” - powiedział.
Sobiesław Kozłowski ocenił, że na polskim rynku obecna jest bardzo duża dysproporcja, jeśli chodzi o rynek wtórny i rynek pierwotny.
“47 procentowy wzrost WIG-u w zeszłym roku rozpala wyobraźnię, jednak w ograniczonym stopniu to się przekładało na aktywność na rynku pierwotnym. Być może właśnie bardzo duży debiut byłby odświeżeniem sentymentu do rynku i katalizatorem napływu nowych środków, jeżeli chodzi o kapitał krajowy i zagraniczny” - powiedział.
“Globalnym impulsem przypominającym inwestorom o rynku polskim mógłby być oczekiwany debiut WB Electronics. Pytanie jednak, czy faktycznie do niego dojdzie i czy spółka zdecyduje się na notowanie na GPW” - dodał.
Jego zdaniem, po debiucie czeskiej spółki CSG (Czechoslovak Group) w Amsterdamie widać, że zmienia się sentyment do spółek z regionu. Wskazał, że debiuty dużych firm zazwyczaj są formą przypomnienia o danym rynku i impulsem do ponownego zainteresowania się nim.
W opinii dyrektora departamentu doradztwa inwestycyjnego Ipopema Private Investments warto przyglądać się wyborom parlamentarnym na Węgrzech.
“Wydaje się, że istnieje tam potencjał do pozytywnego zaskoczenia, tzn. wieloletnia opozycja może wygrać. To byłby również czynnik zmiany sentymentu do regionu” - powiedział.
Wskazał, że w okresie niepewności wzrost rezerw złota przez Narodowy Bank Polski można postrzegać jako czynnik wspierający notowania złotego.
“Kurs USD/PLN przejmuje słabość, która była formowana od 2008 roku - jeśli poziom 3,60 zostałby trwale przełamany, to kolejnym celem mógłby być rejon 3,30. Byłby to dodatkowy, walutowy element wspierający” - powiedział.
“Równocześnie wyjście EUR/USD powyżej 1,20 również stanowiłoby istotne wsparcie kursowe, a sprzyjałoby temu dalsze osłabienie dolara. Pytanie brzmi, czy trend słabości dolara będzie kontynuowany” – dodał.
Julia Gawrońska (PAP Biznes)
gaw/ pr/



























































