Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego
Obligacje czy waluty? Oto jest pytanie...
Ubiegły tydzień na rynku walutowym w Polsce był bardzo spokojny. Wystarczy spojrzeć na wykres intraday koszyka walut. Od 23 lipca do dziś zmiany jakie zachodziły, były bardzo spokojne. Jednak jak łatwo można zauważyć, kurs tego koszyka powoli pnie się do góry. Gwałtowniejsze wybicie powyżej 3,97 złotego, to sygnał zajęcia długich pozycji. Nie będę przypominać całej historii wydarzeń, które wstrząsnęły nieco rynkiem. Warto jednak sięgnąć wstecz do moich komentarzy, by na bieżąco śledzić pojawiające się sygnały otwarcia lub zamknięcia poszczególnych pozycji. Obecnie sprawa wygląda tak, iż inwestycje o długim horyzoncie czasowym nadal powinny być otwarte (powiększone niedawno przy powrocie kursu koszyka do 3,88 złotego i dolara do 4,17 złotego), a pozycje mocno spekulacyjne (z silną dzwignią) powinny być zamknięte. Właśnie przebicie 3,98 złotego na koszyku będzie sygnałem otwarcia takich spekulacyjnych pozycji. Ale najlepiej wygląda sytuacja w przypadku euro. Tutaj ważą się losy dalszego trendu. Przebicie poziomu 3,70 złotego, to znak, iż pora odświeżyć zakupy.
Na rynku EUR/USD (lub tygodniowy - ładniejszy widok) od ponad trzech tygodni mamy ruch w kierunku górnej linii opadającego kanału. Po dotarciu do poziomu 0,88 dolara za euro rynkowi nie starczyło sił, by wyciągnąć kurs euro jeszcze wyżej. Ale wszystko jeszcze się może zdarzyć. Większe prawdopodobieństwo stoi za kontynuacją trendu osłabienia waluty europejskiej. I teraz małe przypomnienie. Jak wiemy, za pięć miesięcy do obrotu wejdą monety i banknoty euro. W ciągu kilku kolejnych miesięcy będzie można jeszcze wymienić banknoty i monety dwunastu walut wchodzących w skład unii monetarnej (EURO - parytet wymiany ). Istnieje uzasadniona obawa, iż okres poprzedzający końcówkę bieżącego roku będzie okresem dużej podaży marek niemieckich oraz towarzyszący temu popyt na funty, dolary i franki szwajcarskie.
Skąd ta obawa? W rękach mieszkańców Rosji, Białorusi, Ukrainy oraz innych krajów Środkowej Europy oraz Europy Wschodniej znajdują się wielkie zasoby gotówki. Bardzo często są to pieniądze z szarej a nawet czarnej strefy. Jak sądzę osoby te będą wolały wymienić niedługo posiadane marki na walutę spoza Unii Monetarnej. Wymiana marek na euro wiązałaby się z koniecznością ujawnienia posiadanego bogactwa. A tak stopniowo wymieniając marki na dolary czy funty, można spokojnie ukryć posiadany kapitał. Dla ludzi z za naszej wschodniej granicy to prawdziwy powód do obaw.
Zobacz także
Tak więc gdyby w najbliższych miesiącach nasiliło się tempo wymiany marek na dolary, to kurs euro powinien jeszcze utracić na wartości. A co będzie po pierwszym stycznia 2002? To zależy od sprawnego przebiegu wymiany walut na euro. Jeśli cały proces przebiegnie sprawnie, to powinno dojść do odreagowania. Jeśli jednak pojawią się niespodziewane trudności, to może dojść do dalszego osłabienia waluty europejskiej.
Dzisiaj upłynniłem ostatnią porcję posiadanych wcześniej obligacji trzyletnich o zmiennej stopie procentowej (serie tZ0202 oraz TZ0502). Piątego sierpnia na rachunek wpłyną jeszcze odsetki, do których nabyłem prawo parę dni temu. I teraz będę miał dylemat. Czy całość umieścić w obligacjach dziesięcioletnich (DZ), czy może powiększyć zaangażowanie w walutach. Muszę tylko zmienić Biuro Maklerskie, gdyż moje obecne nie pośredniczy na rynku futures walutowym na GPW. Załatwianie tej sprawy przez banki za pomocą kontraktów FORWARD przez nie wystawianych jest dość kłopotliwe. Ciekawe, czy moje dawne BM, od którego odszedłem 2 lata temu, przyjmie mnie z powrotem. I jeśli tak, to jak długo trwać będzie załatwianie NIK do gry na futures walutowych. Mam nadzieję, iż zdążę przed rozpoczęciem drugiej fali osłabienia złotego. Dziwnie łupie mnie w krzyżu ;-) Podobne zjawisko zaobserwowałem dnia trzeciego lipca.
Na zakończenie słów kilka na temat dzisiejszego przetargu na bony skarbowe. Popyt na papiery tego typu odżył, co zaskutkowało spadkiem średniej rentowności zarówno bonów 13-tygodniowych, jak też 52-tygodniowych.Ale ja nie wyolbrzymiałbym tego zdarzenia. Za niedługo pojawi się wzmożona podaż papierów skarbowych ze s trony Ministerstwa Finansów. Co prawda dodatkowe emisje mające na celu łatanie dziury w budżecie będą kierowane na rynek obligacji, lecz prawo naczyń połączonych powinno zadziałać, obniżając ceny wszystkich papierów skarbowych. Gdyby tak się w istocie stało, to warto już dziś zaopatrzyć się w obligacje DZ (dziesięcioletnie o zmiennej stopie procentowej), których oprocentowanie uzależnione będzie od przetargów na bony 52-tygodniowe, które zostaną przeprowadzone w listopadzie i grudniu bieżącego roku. Przetargi sierpniowe i wrześniowe mogą jeszcze nie być aż tak podażowe, jak te z końca roku. Tak mnie się zdaje. Gdyby sprawdziło się to moje gdybanie, to obligacje DZ0107, DZ0108, DZ0109 oraz DZ0110 powinny mieć najwyższe oprocentowanie z dostępnych papierów skarbowych. Pamiętajmy, że do średniej rentowności bonów 52-tygodniowych dodajemy jeszcze jeden punkt procentowy. Wiem, że obecnie transakcje są mało płynne na GPW. Dodatkowo różnica pomiędzy ofertami kupna i sprzedaży są bardzo duże. Ale nie ma nić za darmo. Po pierwsze dziś można było sprzedać obligacje TZ (te moich serii) po 102% wartości nominalnej. Oznacza to, że zakup obligacji DZ po 102% wartości nominalnej zwróci nam się od razu. Jedynym kosztem, który nie zwróci nam się tak szybko jest koszt prowizji od sprzedaży i kupna obligacji. No ale przy dłuższym horyzoncie inwestycyjnym koszt ten będzie miał małe znaczenie. Tak więc pierwszy kupon odsetkowy (wypłata w styczniu 2002) będzie obciążony kosztami zakupu papierów. Kolejne kupony roczne będą już "czyste". Zysk z tych papierów będzie większy, niż rentowność bonów 52-tygodniowych.
Warto także zastanowić się nad strategią polegającą na kupowaniu kolejnych serii obligacji DZ, tzn. kwietniowych, lipcowych i październikowych (na razie polecam serie styczniowe). W ten sposób zagwarantowujemy sobie utrzymanie rentowności powyżej poziomu bonów 52-tygodniowych przez cały okres trwania inwestycji. A ja nadal nie wiem, czy na najbliższe kilka miesięcy lepszą inwestycją nie będzie zakup walut. I co ciekawe powinny to być franki szwajcarskie oraz funty brytyjskie. Jeśli ktoś dysponuje kwotą 1-2 miliony dolarów, to transakcję można wykonać bezpośrednio na rynku międzybankowym za pośrednictwem któregoś z banków. Wtedy to kurs zakupu będzie bardzo zbliżony do kursu średniego NBP.
Nie odpowiem na wszystkie pytania, gdyż nie jestem jasnowidzem i nie potrafię określić przyszłości. Przydałaby się taka gazeta co dzień rano, jak w filmie "Zdarzyło się jutro".... No ale trudno, trzeba polegać na sobie. Raz na wozie, raz pod wozem. Oby częściej na nim, niż pod. Tego właśnie wszystkim życzę.
Jacek Maliszewski


























































