REKLAMA
ZŁOTY BANKIER

Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego

Jacek Maliszewski2001-05-27 17:12
publikacja
2001-05-27 17:12

Tygodniowy komentarz Rynku Walutowego i Pieniężnego


RYNEK WALUTOWY

W dzisiejszym komentarzu mniej będzie informacji z bieżącego okresu, za to dużo więcej niż zwykle wykresów z dłuższego horyzontu czasowego. Mam nadzieję, że przypadną one wszystkim do gustu.

Zacznijmy jednak od wydarzeń z ostatniego tygodnia.

Niewątpliwie był to dość ciekawy tydzień, jeśli chodzi o zakres wahań na rynkach walutowych całego świata. Po podaniu niekorzystnych informacji na temat wskaźnika koniunktury na rynku niemieckim (IFO), waluta europejska utraciła kilka procent wartości względem dolara amerykańskiego (EUR/USD). Jeszcze większe straty waluta ta zanotowała względem jena japońskiego (EUR/JPY), który w ciągu ostatnich dni nabrał wiatry w żagle. Nawet w stosunku do silnego ostatnio dolara waluta japońska zyskała kilka procent (USD/JPY).

Reklama

Na wszystkich trzech zaprezentowanych wykresach widzimy ciekawe układy. W przypadku najważniejszego rynku (EUR/USD) można zauważyć opadający kanał trendu. W chwili obecnej kurs euro znajduje się tuż przy dolnej linii nawrotu, co daje szansę na chwilowe odbicie. Na rynku (USD/JPY) w czwartek doszło do dynamicznego wyjścia dołem z opadającego klina, jednak w piątek kurs dolara powrócił do środka tego klina, co nakazuje zachowanie ostrożności przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych na tym rynku. Ostatni z trzech ważnych rynków (EUR/JPY) także znalazł się w arcyciekawym punkcie. W czwartek przełamany został poziom 104 jenów za euro, który teraz może okazać się silnym oporem przed dalszym wzrostem kursu waluty europejskiej. Powiem wręcz, że dostrzegam na tym wykresie formację podwójnego szczytu, która może sprowadzić kurs waluty europejskiej na znacznie niższe poziomy od obecnych.

Spójrzmy teraz na wykresy z naszego rynku walutowego. Tradycyjnie zacznijmy od wykresu kursu koszyka złożonego po połowie z dolara i euro. Od wielu miesięcy poruszamy się w trendzie spadkowym. Jednak w czwartek kurs koszyka odbił się od linii wsparcia znajdującej się na poziomie 3,7100 złotego. Na wykresie tygodniowym widać, jak ważny jest to poziom. W przypadku pojedynczych kursów walut wchodzących w skład tego koszyka słabiej wygląda kurs euro. We wtorek i środę z hukiem padł poziom 3,47 złotego. W czwartek dotarliśmy do dna na poziomie nieco powyżej 3,40 złotego. Na wykresie tygodniowym widać, że kolejnym poziomem wsparcia jest dopiero 3,25 złotego, czyli o ponad 5% niżej niż kurs z piątku. Kurs dolara natomiast powoli pnie się do góry i w piątek na zakończenie notowań zamknął się w cenie powyżej 4 złotych.

Trudno powiedzieć, czy w obecnej sytuacji kurs złotego ma szansę wreszcie na poważnie ulec osłabieniu. Co prawda mamy teraz do czynienia z wyraźnym osłabieniem popytu na nasze papiery skarbowe, jednak na horyzoncie pojawiła się wypłata rekompensat dla przymusowych robotników podczas II Wojny Światowej. Patrząc jednak przez pryzmat analizy technicznej można zauważyć, że w ciągu paru dni powinno dojść albo do przełamania opadającej linii trendu (koszyk) albo do przebicia wsparcia na poziomie 3,70-3,71 złotego. Przerwanie linii trendu spadkowego może być sygnałem do kupna walut obcych. Jednak radziłbym poczekać w takim przypadku do pokonania poziomu 3,81 złotego.

Na zakończenie kilka nowości. Wiele osób w prywatnych listach prosi mnie o przedstawienie mojego subiektywnego spojrzenia na kierunek trendu kursu funta brytyjskiego względem złotego. Pokażę to nie wprost. Spójrzmy najpierw na wykres USD/GBP. Widzimy, że na rynku tym trwa trend wzrostowy kursu dolara względem funta. Ale widać także, że na poziomie 0,715 funta znajduje się silny poziom opory. Moje subiektywne odczucie mówi mi, że kurs dolara może mieć wielkie kłopoty z pokonaniem tego poziomu. Oczekiwałbym więc spadku kursu dolara względem funta. A to oznacza, że funt brytyjski będzie szybciej drożał względem złotego, lub wolniej taniał (gdyby złotówka dalej się umacniała). Tak czy siak widzę całkiem niezłe perspektywy przed walutą brytyjską. O tym, że poziom 0,715 funta za dolara może być bardzo silnym oporem, przekonać się można patrząc na wykres USD/GBP w bardzo długim okresie.

A teraz obiecany w jednym z komentarzy dziennych wykres (a raczej złożenie dwóch wykresów) zmian w różnicy oprocentowania na rynku dolarowym i euro na tle zmian na rynku walutowym eur/usd. Najciekawszym punktem wykresu jest trzeci kwartał 1992 roku. W okresie tym zanotowano największą różnicę w oprocentowaniu lokat euro i dolarowych (na korzyść euro). Jednocześnie w okresie tym mieliśmy najwyższy (jak na razie) kurs euro względem dolara. Patrząc na te dwa wykresy dochodzę do dwóch wniosków:

  1. zakończenie okresu osłabienia koniunktury w gospodarce amerykańskiej nastąpi w chwili silnej zmiany kierunku ruchu krzywej na wykresie górnym.
  2. W chwili zakończenia osłabienia koniunktury w USA powinno dojść do jakiegoś lokalnego szczytu na wykresie dolnym - a to znaczyłoby, iż jednak kurs euro powinien odbić się w górę w najbliższych tygodniach.

To są oczywiście tylko moje własne hipotezy. Czy się sprawdzą? Sam jestem ciekawy. Nie bieżcie jednak tego zbyt na poważnie. Każdy powinien mieć własne zdanie na ten temat.

RYNEK PIENIĘŻNY

Na początek kilka słów na temat bieżących oczekiwań rynkowych co do kształtowania się poziomu stóp procentowych w przyszłości.

Na naszym rynku oczekiwania są oczywiście ukierunkowane na spadek stóp, jednak nachylenie krzywej FORWARD jest dość płaskie. Oznacza to, iż rynek spodziewa się obniżki stóp dopiero za kilka miesięcy. W przypadku rynkowych stóp dla euro kształt krzywej wskazuje na niewielkie oczekiwania na obniżkę stóp. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku stóp procentowych dla dolara. Tutaj rynek coraz bardziej nastawiony jest na wzrost stóp procentowych, który nie powinien jednak nastąpić wcześniej niż za pięć miesięcy.

Kształt krzywej dochodowości dla inwestycji dolarowych w dłuższe papiery skarbowe wskazuje na takie same oczekiwania (wzrostu stóp). A jeszcze siedem miesięcy temu kształt tej krzywej był odwrotny.

Doszliśmy w ten sposób do rynku obligacji 30-letnich, na którym z małymi przerwami trwa spadek cen (wzrost rentowności). Spadek cen oznacza spadek popytu na tego typu papiery. W bardzo długim okresie mamy jednak do czynienia nadal z trendem spadkowym rentowności (trend wzrostowy cen) obligacji.

Tydzień temu pokazałem wykres porównujący poziom stopy procentowej "FED Fund Rate" ze zmianami ( w skali logarytmicznej) indeksu Dow Jones Industrial Average. Warto spojrzeć jeszcze raz na ten wykres. Można zauważyć, że często spadkowej fali poziomu stopy procentowej towarzyszyła wzrostowa fala na rynku akcji. I co ciekawe - właśnie zgodność w przypadku całych fal jest zauważalna, lecz brak zależności w przypadku pojedynczych zdarzeń (obniżenie stopy w danym dniu nie tak często powodowało wzrost indeksu giełdowego). Warto o tym pamiętać.

Teraz na zakończenie kilka słów na temat naszego rynku. Ważną wiadomością jest fakt, że począwszy od sierpnia bieżącego roku ulegnie zmniejszeniu atrakcyjność inwestowania w nowo emitowane obligacje trzyletnie (TZ). Najstarsze serie tych obligacji - notowane obecnie na giełdzie - mają oprocentowanie na zbliżone do rentowności bonów 13 tygodniowych z dodatkowym współczynnikiem korygującym (podwyższającym rentowność obligacji) na poziomie 1,05. Młodsze serie mają ten wskaźnik korygujący na poziomie 1,03, a najmłodsze nie mają już tego wskaźnika (lub inaczej wskaźnik jest równy 1,0). Począwszy od sierpnia nowe serie obligacji będą miały korygowaną rentowność w dół, gdyż wskaźnik korekcji wynosić będzie tylko 0,95. Już wiemy skąd tak duży popyt na giełdzie na najstarsze serie obligacji tego typu. Warto kupić jedną ze starszych serii tych obligacji, gdyż jeszcze przez 4 okresy odsetkowe będziemy korzystać z wysokich odsetek. A co zrobić, gdy już przestanie się opłacać kupowanie obligacji trzyletnich? Wtedy proponuje skierować swe oszczędności na obligacje 10-letnie o zmiennej stopie procentowej (DZ). Ich oprocentowanie jest uzależnione od rentowności bonów 520tygodniowych. Odsetki wypłacane są co roku. I co roku też zmianie ulega wysokość tych odsetek. W przypadku najstarszych serii jest to poziom zbliżony do rentowności bonów 52 tygodniowych powiększony o jedne punkt procentowy.

I to by było na tyle. Powiem jeszcze tylko, że najbliższy przetarg na obligacje o stałej stopie procentowej odbędzie się szóstego czerwca. Obawiam się, że Ministerstwu Finansów trudno będzie sprzedać cała pulę (2,3 miliarda złotych nominału) obligacji.

Jacek Maliszewski

Publikacja zawiera linki afiliacyjne.
Źródło:
Tematy
Weź udział w promocji i zgarnij premię
Weź udział w promocji i zgarnij premię

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki