Już w czwartek, 5 lutego, bank centralny Ukrainy może ogłosić faktyczną dewaluację hrywny, ukrytą pod płaszczykiem „ujednolicenia” oficjalnego kursu wymiany. Tymczasem za naszą wschodnią granicą kwitnie czarny rynek, a pomysłowi Ukraińcy zarabiają na nieudolności władz.


4 lutego oficjalny kurs dolara ustalono na 16,73 hrywien, co jest najwyższą wartością w historii Ukrainy. Jeszcze rok temu za dolara płacono ok. 8 hrywien. Oznacza to, że w ciągu 12 miesięcy ukraińska waluta straciła połowę wartości wobec amerykańskiego pieniądza.
Tyle że mało kto na Ukrainie może dostać dolary po kursie oficjalnym. Na rynku międzybankowym po doliczeniu prowizji „zielony” jeszcze niedawno kosztował 21,50 hrywien, a na czarnym rynku jego cena dochodziła do 22-25 hrywien.

Według agencji informacyjnej Unian 5 lutego Narodowy Bank Ukrainy ma wprowadzić „jednolity” kurs wymiany hrywny, co w praktyce oznaczałoby wzrost kursu dolara w okolice 21 hrywien. Byłaby to faktyczna dewaluacja waluty o ok. 20%. Ruch ten miałby wyeliminować czarny rynek walutowy oraz możliwości „arbitrażu” przy użyciu kart płatniczych. Przygotowaniem do dewaluacji mogło być niedawne spotkanie szefowej NBU z prezesami banków komercyjnych dotyczące kwestii kursowych.
ReklamaZobacz także
Tymczasową „nieefektywność” urzędowego kursu hrywny Ukraińcy wykorzystują za pomocą polskich i rumuńskich bankomatów. Posiadacze niektórych kart płatniczych mogą wypłacić w nich gotówkę po oficjalnym kursie, następnie zamienić ją na dolary i sprzedać na Ukrainie po kursie czarnorynkowym, zarabiając na całej operacji ponad 30%. Aby wyeliminować tego typu operacje niektóre banki wprowadziły zaporowe, 30-procenowe prowizje za transakcje kartą poza granicami Ukrainy.
























































