REKLAMA
TYLKO U NAS

Szlachectwo zobowiązuje

2008-03-13 11:11
publikacja
2008-03-13 11:11
Nie mam herbu w domu ani sygnetu na palcu. Wychowywano nas w poczuciu, że nazwisko to zobowiązanie, a nie korzyść, od której należy odcinać kupony. Jest to pochodzenie, które zobowiązuje nas do prawego życia- Michał Czartoryski opowiada, jak dzisiaj żyją potomkowie rodu książęcego.

:Beata Steć: Panie Michale, jak mam Pana tytułować? Czy w powszechnej świadomości pamięć o Waszym książęcym rodzie jest nadal żywa?

Michał Czartoryski: Tak, jest żywa i spotykam się z tym właściwie za każdym razem, kiedy się przedstawiam. Jednak wiem, że nazwisko nie jest moją zasługą. Zostało mi dane. Już się do niego przyzwyczaiłem – dosyć długo z nim żyję. Traktuję je jako moje zobowiązanie w stosunku do ojca i dziadka, a nie beneficjum.



B.S.: Czy zdarzyła się sytuacja, w której Pańskie nazwisko zrobiło na kimś szczególne wrażenie?

M.C.: Jeżeli nazwisko robi wrażenie, to staram się te lody bardzo szybko przełamać. Pojechałem kiedyś z ojcem na Ukrainę. Tam żył jeszcze kierowca mojego dziadka. Jak nas zobaczył, to wraz z żoną chcieli nas całować po rękach, ale nie pozwoliłem na to. Czułem dyskomfort. Mojej żonie zdarzyło się, że starszy pan, taksówkarz chciał wnieść jej zakupy na czwarte piętro.

B.S.: Skąd wywodzi się Pański ród i co oznacza herb Pogoń Litewska?

M.C.: Mamy jeden z najstarszych herbów w Europie, herb Litwy. Stamtąd pochodzimy. Pogoń oznacza rycerzy ścigających wojska nieprzyjacielskie. Rodzina wywodzi się od Księcia Giedymina, którego wnuk – brat Władysława Jagiełły, ok. 1383 roku przyjął nazwisko od swych dóbr Czartorysk na Wołyniu. Władysław II Warneńczyk potwierdził przywilejem w Budzie herb i pokrewieństwo książąt Czartoryskich z domem Jagiellonów. Stąd ten herb.

B.S.: Z której linii Czartoryskich Pan pochodzi?

M.C.: Wszyscy żyjący współcześnie Czartoryscy herbu Pogoń Litewska wywodzą się od księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego, założyciela KEN, Szkoły Rycerskiej i kandydata na króla. Jego żona, księżna Izabella, zostawiła wspaniałe zbiory będące teraz w Muzeum Czartoryskich w Krakowie. Mieli oni dwóch synów, Adama Jerzego (Hotel Lambert) i Konstantego Adama, oraz dwie córki. Moja rodzina i większość rodziny mieszkającej w Polsce pochodzi od Konstantego Adama. Dziadek, ks. Kazimierz Jerzy, i babcia Helena Skrzyńska byli ziemianami, posiadali ogromne majątki na Ukrainie. Dziadek zginął jeszcze przed II wojną światową w wypadku samochodowym.

B.S.: Członkowie Waszego rodu na przełomie wieków piastowali wysokie urzędy państwowe. Czy zechciałby Pan opowiedzieć, czym dzisiaj zajmują się Pańskie siostry i brat z rodu Czartoryskich, jak również czym Pan się zajmuje?

M.C.: Mam dwie siostry – Marię i Katarzynę. Starsza Katarzyna zajmuje się wychowywaniem czwórki dzieci i działalnością charytatywną. Ma fundację przy szpitalu w Pruszkowie. Maria swego czasu była terapeutką, a teraz również zajmuje się wychowywaniem syna i domem. Brat pod Kampinosem ma ośrodek jeździecki i realizuje pasję swego życia. Od dziecka jeździ konno, swego czasu był zawodnikiem. Ostatnio odkrył swoje nowe powołanie, tzn. zaczął grać w polo. Ja natomiast pracuję dla inwestora zachodniego, zajmujemy się nieruchomościami.

B.S.: Panuje powszechna opinia, że arystokracja wychowuje się i mieszka w posiadłościach dworskich...

M.C.: Ja wychowywałem się w Laskach przy Zakładzie dla Niewidomych. Tam pracował mój ojciec. A następnie na Rakowcu na 4 piętrze.

B.S.: Zatem obalamy mit, że potomkowie rodu książęcego żyją w dworkach.

M.C.: Można policzyć na palcach jednej ręki tych, którym dostał się jakiś majątek. Arystokracja, która pozostała w kraju w okresie powojennym, żyła w biedzie. Fortuny odeszły, trzeba było radzić sobie z życiem jak każdy inny.



B.S.: A byli do tego przygotowani?

M.C.: Zaprocentował „zimny chów”. Te dzieci potrafiły zrobić wokół siebie wszystko: jeździć konno, pomagać w polu przy żniwach. Kolejnym mitem jest przepaść między dziećmi folwarcznymi a pańskimi. Dzieci książęce biegały i bawiły się na tym samym podwórku.

B.S.: W jakim duchu Was wychowywano?

M.C.: Żadnych luzów. Tak byli chowani dziadowie, rodzice i tak zostało wychowane moje pokolenie. Był to tzw. „zimny chów”. Wydzielane słodycze, z góry narzucone obowiązki: sport i nauka. Pieniądze, owszem, były, ale nie służyły do zabawy. Duży nacisk kładziono na szacunek wobec drugiego człowieka i wychowanie w duchu patriotyzmu.

B.S.: Czym zatem dla Pana jest patriotyzm w dzisiejszych czasach?

M.C.: Współcześnie to pojęcie się zdewaluowało. Szczęśliwie nie stajemy przed wyborami tak drastycznymi, jak nasi przodkowie. Patriotyzm był silniejszy za czasów komuny, ponieważ wszyscy uważaliśmy, że jesteśmy pod zaborem. W tej chwili ludzie walczą głównie o pieniądze. Nie ma jasno postawionego celu. Dla mnie patriotyzmem jest szacunek dla drugiego człowieka. Jeżeli można komuś pomóc, to trzeba to zrobić. Nie myślenie tylko i wyłącznie o sobie, ale szerzej o narodzie. A naród to jednostki, takie jak pani i ja.

B.S.: Czy współcześnie przydaje się herb książąt Czartoryskich?

M.C.: Nie mam herbu w domu ani sygnetu na palcu (śmiech). Nie staram się eksponować mojego nazwiska i pochodzenia.

B.S.: Czy nazwisko zobowiązuje? Czy czasami czuje Pan piętno przodków i obawia się, że nie może ich zawieść?

M.C.: W domu wychowywano nas w poczuciu, że nazwisko to zobowiązanie, a nie korzyść, od której należy odcinać kupony. Jest to pochodzenie, które zobowiązuje nas do prawego życia. Nie muszę się odwoływać do przodków, bo w ten sposób zostałem wychowany i to już jest moje. Choć niejednokrotnie przeszkadza mi to w życiu.

B.S.: Na przykład?

M.C.: Muszę bardziej uważać na to, co robię, bo nie reprezentuję tylko siebie.

B.S.: Czy śladem Konstantego Radziwiłła, który ma ośmioro dzieci, również tworzycie dużą familię?

M.C.: Konstanty jest niedościgniony, trudno go dogonić (śmiech). Ja mam czterech synów. Jedna z moich sióstr również ma cztery pociechy, druga tylko jednego syna. Brat ma dwoje dzieci.

B.S.: Czy nadajecie imiona swoim dzieciom po członkach rodu? Czy Pan odziedziczył imię Michał po którymś z nich?

M.C.: Bywa, że imiona nadajemy po przodkach, ale nie jest to obligatoryjne. Moje imię wiąże się z przodkami, było wielu Michałów Czartoryskich. Myślę, że noszę je, aby uczcić beatyfikowanego ojca Michała Czartoryskiego – dominikanina, który w czasie wojny oddał życie za wiernych. Mój brat Kazimierz odziedziczył imię po dziadku. Mój syn Kazimierz ma imię po pradziadku i po stryju.

B.S.: Jesteście rodziną o bogatych tradycjach. Czy nadal je pielęgnujecie? Jakie wartości Pan i Pańscy bracia przekazujecie swoim dzieciom?

M.C.: Oczywiście pielęgnujemy tradycje na tyle, na ile nam pozwala sytuacja. Najważniejsze dla nas są więzi rodzinne. Staramy się utrzymywać szerokie kontakty z rodziną, spotykamy się na kolędowaniu i jasełkach. Poza tym ważna jest edukacja, staram się zadbać o wykształcenie dzieci i o to, co dla mnie najistotniejsze – o ich kręgosłup moralny. Aby łatwo odróżniali dobro od zła.

B.S.: Czy rodzina Czartoryskich jest w stałym kontakcie ze sobą, czy często się spotykacie?

M.C.: Mamy Związek Rodzinny Czartoryskich herbu Pogoń Litewska. Spotykamy się trzy razy do roku. Zjeżdża się rodzina nie tylko z Polski, ale i z zagranicy. Zimą jest to opłatek wigilijny i bal karnawałowy, a latem organizujemy rodzinne wakacje. Jedziemy wszyscy do wynajętego ośrodka i tam wspólnie spędzamy czas. Dzieci poznają swoich kuzynów. Te wakacje wiele nam dają.

B.S.: A jak spędzacie ten czas?

M.C.: Organizujemy pogadanki z seniorami rodu, aby tym najmłodszym uzmysłowić kawał historii: rodziny i Polski. Latem spotykamy się na Mazurach i aktywnie wypoczywamy. Uprawiamy sporty wodne, organizujemy wycieczki rowerowe. Rozgrywamy mecze siatkówki i koszykówki w różnych konfiguracjach rodzinnych, jak również maratony pływackie.

B.S.: Czy możecie liczyć na siebie w trudnych chwilach?

M.C.: Zdecydowanie, tak sądzę. Choć nigdy nie występowałem z jakąś potrzebą pomocy. Ale generalnie trzymamy się razem.

B.S.: Czym zajmuje się Fundacja Książąt Czartoryskich, czy Pan również do niej należy?

M.C.: To fundacja, która nawiązuje do tradycji ordynacji sieniawskiej, założonej przez ks. Adama Jerzego, aby pracowała na zbiory Czartoryskich. Każdy ordynat brał pod opiekę zbiory i był zobowiązany o nie dbać i pomnażać je. Ostatnim ordynatem przedwojennym był ks. Władysław Czartoryski, ojciec ks. Adama Karlosa. Cała ich rodzina została w czasie wojny wywieziona do Hiszpanii. Tam ks. Czartoryski zmarł młodo, a jego syn wychowywał się na dworze hiszpańskim, niewiele wiedząc o rodzinie ojca. Gdy po latach przyjechał do kraju, prezydent Wałęsa oddał na jego ręce Muzeum Czartoryskich i zbiory. Wtedy założona została fundacja, a ks. Adam Karol został opiekunem zbiorów rodzinnych. Jak jestem w Krakowie, to zaglądam do Muzeum.

B.S.: Czy przywiązuje Pan wagę do pamiątek rodzinnych? Które z nich są dla Pana najcenniejsze?

M.C.: Oczywiście, że przywiązuję wielką wagę, szczególnie, że tych pamiątek jest bardzo niewiele. Mam zdjęcia, obrazy i pamiętniki. Jednak większość z nich została na wschodzie, zdobią teraz obce domy...

B.S.: Czy dziadkowie bądź rodzice opowiadali Panu, jak kiedyś spędzano święta?

M.C.: Mama opowiadała, jak to bywało na Ukrainie. W dniu Wigilii do dworu zjeżdżało się wiele rodzin, świętowali razem przez kilka dni. Były polowania, szkiringi i kuligi konne.

B.S.: Jakie ważniejsze tradycje związane z Wigilią przekazywano Wam z pokolenia na pokolenie?

M.C.: Nasze wielowiekowe tradycje zweryfikowały czasy komunizmu. Myślę, że nasza Wigilia nie odbiega od tej u innych rodzin. Dzieci wraz ze mną ubierają choinkę na kilka dni przed świętami, jest to naturalne, duże drzewko. Stoi pod nim szopka, a czasami kilka, wykonanych przez dzieci. Staramy się, aby przy świątecznym stole zasiadło jak najwięcej osób. Zamieszanie jest od samego rana, a nawet i parę dni wcześniej (śmiech). Najpierw trwają w kuchni przygotowania do kolacji, a zjeżdżamy się ok. 17:00 i potem wspólnie świętujemy – kolędujemy i zasiadamy do stołu. Jednak staramy się unikać przepychu i objadania się. Potem są prezenty, które rozdają dzieci. Czasami całą rodziną chodzimy na Pasterkę.

B.S.: A jakie potrawy w tym roku znajdą się na Pana wigilijnym stole?

M.C.: Na pewno będą śledzie, pierogi, barszcz z uszkami, karp i kutia, a na deser owoce, pierniki i ciasto drożdżowe, obowiązkowy jest też kompot z suszu.

B.S.: Jak wygląda opłatek wigilijny w szerszym gronie rodziny Czartoryskich?

M.C.: W szerszym gronie, liczącym ok. 80 osób, spotykaliśmy się w Klubie Inteligencji Katolickiej, a od trzech lat w restauracji PAN. Dzielimy się opłatkiem, składamy sobie życzenia. Jest to spotkanie rodzinne ze św. Mikołajem i kolędami.

B.S.: A kto pełni tak zaszczytną rolę św. Mikołaja?

M.C.: Ktoś z rodziny przebiera się za niego, ale najpierw gramy w złośliwego marynarza (śmiech).

B.S.: A tradycje związane z Sylwestrem, spotykacie się na balach?

M.C.: Organizujemy raz do roku w Auli Kryształowej na SGGW Bal Czartoryskich, na który zapraszamy naszych przyjaciół i znajomych. Zakładamy stroje balowe, ale chyba panią rozczaruję – nie z epoki i nie zakładamy peruk... (śmiech).

Beata Steć

Artykuł pochodzi z numeru grudniowo/ styczniowego magazynu ESSENCE.
Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Kustosz MCz
W treści wywiadu podano: "Ostatnim ordynatem przedwojennym był ks. Władysław Czartoryski, ojciec ks. Adama Karlosa". W tej wypowiedzi jest błąd. Ojcem Adama Karola Czartoryskiego był Augustyn Czartoryski, syn Adama Ludwika ostatniego ordynata sieniawskiego i gołuchowskiego. To Augustyn Czartoryski wraz z żoną Marią Dolores W treści wywiadu podano: "Ostatnim ordynatem przedwojennym był ks. Władysław Czartoryski, ojciec ks. Adama Karlosa". W tej wypowiedzi jest błąd. Ojcem Adama Karola Czartoryskiego był Augustyn Czartoryski, syn Adama Ludwika ostatniego ordynata sieniawskiego i gołuchowskiego. To Augustyn Czartoryski wraz z żoną Marią Dolores de Bourbon, infantką hiszpańską, został deportowany do Hiszpanii przez Niemców w czasie II wojny światowej, gdzie zmarł wkrótce po wojnie.

Powiązane: Dzieci

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki