Zgodnie z obowiązującymi w Polsce procedurami po tym, jak szef rządu wpadł na pomysł powierzenia fotela ministra sprawiedliwości Andrzejowi Czumie, oficerowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego powinni dać kandydatowi do wypełnienia specjalną ankietę. W niej kandydat musi opisać przebieg pracy zawodowej, członków rodziny, stan majątkowy, wyjazdy zagraniczne, prowadzenie działalności gospodarczej. Potem służby zaczynają badać, czy dane wpisane do ankiety są zgodne z prawdą. Mają obowiązek wziąć pod lupę każdy fragment życia sprawdzanej osoby: od burzliwego życia seksualnego przez zaciągane kredyty po kontakty z przedstawicielami obcych służb - podkreśla gazeta.
Dziennik "Polska" spekuluje, że specsłużby mogły wiedzieć o przeszłości kandydata na ministra, ale nie przekazały premierowi pełnej wiedzy - po to, by wkrótce ktoś mógł ją wykorzystać do rozgrywek w rządzie. Gazeta nie wyklucza też, że premier Tusk ma świadomość błędów w działaniach ABW, ale nie chce podważać wiarygodności Agencji.
Więcej na ten temat - w dzienniku "Polska".
"Polska"/IAR/adb
Źródło:IAR




























































