Choć sezon grzewczy rozkręca się na dobre, temperatura w debacie publicznej rośnie z zupełnie innego powodu. Ceny pelletu drzewnego w handlu detalicznym poszybowały w górę, a w obozie rządzącym doszło do otwartego starcia na linii Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) a resorty odpowiedzialne za energię i przemysł. Ministra Paulina Hennig-Kloska w bezkompromisowych słowach odrzuciła tezę, jakoby za drożyznę odpowiadały ograniczenia w pozyskiwaniu drewna przez Lasy Państwowe.


W internetowej części programu „Gość Radia ZET” szefowa resortu klimatu jednoznacznie oceniła, że gwałtowny wzrost cen tego popularnego biopaliwa nie ma racjonalnego uzasadnienia w kosztach produkcji.
Nie ma ekonomicznego uzasadnienia dla tych wysokich cen pelletu. Oczywiście to jest stosunek popytu i podaży, wykorzystywany przez producentów, bo ceny drewna, odpadu nie wzrosły w żaden sposób, np. jak ceny gazu, żeby było uzasadnienie ekonomiczne — podkreśliła Paulina Hennig-Kloska.
Zgrzyt w koalicji o bilans drewna
Bezpośrednim powodem tak ostrej reakcji ministry były głosy płynące z kręgów rządowych odpowiedzialnych za energię, które w ostatnich tygodniach wskazywały na ograniczoną podaż biomasy oraz redukcję wycinek w Lasach Państwowych jako główne źródło rynkowego deficytu. Zapytana wprost przez Marcina Zaborskiego o te twierdzenia, szefowa MKiŚ nie gryzła się w język, zarzucając resortowi energii wprowadzanie opinii publicznej w błąd.
Minister poparła swoje stanowisko twardymi danymi z rynku surowcowego:
Jeśli chodzi o ilość drewna wprowadzonego na rynek – w 2025 roku wyniosło 39,2 mln m³ i dokładnie tyle samo było wprowadzone na rynek krajowy w 2023 roku — oświadczyła Hennig-Kloska.
Zdaniem Hennig-Kloski korzenie problemu tkwią w zupełnie innym miejscu: to gwałtowny wzrost zapotrzebowania generowany przez ciepłownictwo systemowe i energetykę zawodową, a nie przez piece w domach jednorodzinnych, destabilizuje rynek. Duże ciepłownie, uciekając przed kosztami uprawnień do emisji CO₂ (system ETS) i poszukując zielonych certyfikatów, zaczęły na masową skalę skupować surowiec tartaczny oraz trociny, które dotychczas trafiały do małych wytwórców opału dla gospodarstw domowych.
Rynkowy klincz i rozgoryczenie konsumentów
Sytuacja jest o tyle napięta, że rozjazd między deklaracjami rządu a paragonami w składach opałowych bije bezpośrednio w odbiorców indywidualnych. Podczas gdy notowania hurtowe trocin i drewna w Lasach Państwowych nie wykazują gwałtownych skoków, w marketach budowlanych i u lokalnych dystrybutorów certyfikowany pellet klasy A1 znowu osiąga poziom 2000–2500 zł za tonę. Taka rozbieżność skłoniła resort do zapowiedzi wniosków do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pod kątem badania marż i ewentualnych zmów cenowych pośredników.
Przeczytaj także
Jednocześnie z drugiej strony barykady stoi branża drzewna i meblarska, która nieprzerwanie krytykuje ministerstwo za decyzje o wyłączaniu cennych przyrodniczo drzewostanów z gospodarki leśnej. Przedsiębiorcy twierdzą, że nawet jeśli ogólny wolumen surowca na papierze się zgadza, lokalne ograniczenia podbijają ceny na przetargach e-drewno. W samym środku tego konfliktu znaleźli się beneficjenci programu „Czyste Powietrze”. Tysiące właścicieli domów, którzy za namową państwa i z udziałem dotacji zlikwidowali stare kotły węglowe na rzecz nowoczesnych instalacji pelletowych, czuje się dziś ukaranych rachunkami niewiele niższymi od tych z czasów kryzysu energetycznego.
Agropellet na ratunek ciepłowniom
Receptą, na którą stawia resort klimatu, ma być odblokowanie i dofinansowanie rynku agropelletu – granulatu wytwarzanego z biomasy rolniczej, takiej jak słoma, siano czy wytłoki rzepakowe.
To jest surowiec, który jest dziś dostępny po ok. 1500 zł za tonę i jego większa ilość na rynku może znormalizować sytuację. Agropellet nie nadaje się do kotłów przydomowych, ale do ciepłownictwa już tak. Ciepłownictwo w dużej mierze wysysa surowiec, też na potrzeby gospodarstw domowych. W ten sposób chcemy zwiększyć podaż surowca na rynku — podsumowała Paulina Hennig-Kloska.
Koncepcja ta ma w teorii logiczne uzasadnienie: jeśli wielkoskalowe kotłownie miejskie przestawią się na odpady z rolnictwa, zwolnią zasoby czystych trocin drzewnych dla producentów zaopatrujących domy. Eksperci techniki grzewczej studzą jednak optymizm co do natychmiastowych efektów takiego manewru. Biomasa rolnicza charakteryzuje się znacznie wyższą zawartością chloru i popiołu, który w wysokich temperaturach tworzy twardy, zatykający instalacje żużel. W efekcie spalanie agropelletu wymaga zaawansowanych technologicznie palenisk z ruchomymi rusztami i wydajnymi odpylaczami, a to oznacza, że ciepłownie nie zaadaptują nowego paliwa z dnia na dzień.
To, czy interwencja rządu przyniesie ulgę portfelom domowników jeszcze tej zimy, zależy więc głównie od tempa kontroli marż handlowych i tego, jak szybko dystrybutorzy zareagują na presję państwowych organów.
Bon ciepłowniczy: kto dostanie dopłatę i czy wciąż można się o nią ubiegać?
Trwa sezon grzewczy, Polacy z niepokojem myślą o rosnących kosztach ogrzewania. Aby ulżyć naszym portfelom, rząd stworzył nowe świadczenie – bon ciepłowniczy. Ma on wspomóc domowe budżety w pokryciu coraz wyższych rachunków za ciepło. Ile wyniesie taka dopłata i czy w tym roku można się jeszcze o nią starać?
Oprac. JM

































































