REKLAMA
TYLKO U NAS

RPP po raz dwunasty z rzędu obniżyła stopy procentowe

Jacek Maliszewski2002-09-02 00:04
publikacja
2002-09-02 00:04

RPP po raz dwunasty z rzędu obniżyła stopy procentowe


W środę Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny (po raz dwunasty z rzędu) obniżyła podstawowe stopy procentowe. Obniżka kredytu lombardowego o 100 punktów bazowych przy jednoczesnej obniżce stopy interwencyjnej o punktów 50 spowodowało zawężenie się przedziału zmienności ceny pieniądza rynkowego (bez wdawania się w szczegóły ... ). Obecnie przedział ten wynosi 250 punktów bazowych (10,5% - stopa kredytu lombardowego oraz 8% stopa interwencyjna NBP). Taka skala obniżki była oczekiwana przez rynek międzybankowy już od dawna. Spójrzmy może, jak wyglądają oczekiwania rynku już po środowej decyzji Rady.

Widzimy, że krzywa FORWARD dla indeksu jednomiesięcznego wskazuje na spadek stopy 30 dniowej o 100 punktów w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Spodziewam się, iż następna obniżka o 50 punktów nastąpi w listopadzie, a jeszcze następna na wiosnę przyszłego roku. Nie powinniśmy się raczej spodziewać częstszych zmian w cenie pieniądza. Dla porównania warto zerknąć na podobne oczekiwania rynku odnośnie wysokości stóp dolarowych i eurowych. W przypadku rynku dolarowego widzimy, iż rynek oczekuje jeszcze jednej małej obniżki stóp w USA. Potem przez pół roku stopy miałyby pozostać na obecnym niskim poziomie i dopiero po sześciu miesiącach zacząć powoli rosnąć. W przypadku rynku lokat nominowanych w euro rynek oczekuje braku zmian w wysokości stóp przez najbliższe dwanaście miesięcy. Przyznam, iż tak płaskiej krzywej FORWARD dawno nie widziałem.

Jeśli jesteśmy już przy rynku pieniężnym, to dokończę ten wątek, zanim przejdę do spraw z rynku walutowego. Ostatni przetarg na bony skarbowe 52-tygodniowe zakończył się sukcesem. Po raz kolejny spadła średnia rentowność przetargowa i wyniosła 7,745%. Powodów do zadowolenia nie mają z pewnością posiadacze obligacji DZ, których kupon odsetkowy uzależniony jest właśnie od rentowności tych bonów.

Na koniec spójrzmy jak kształtuje się od kilku lat realna roczna stopa procentowa w Polsce mierzona rentownością bonów 52 tygodniowych oraz poziomem inflacji z kolejnych dwunastu miesięcy. Jeśli przyjmiemy, iż w okresie sierpień 2002 - sierpień 2001 inflacja roczna wyniesie 1,2% (ostatnia prognoza MF), to bon skarbowy zakupiony rok temu po cenie 8757,57 złotych (średnia cena sprzedaży bonów na przetargu w dniu 27 sierpnia 2001) i wykupiony parę dni temu (po cenie nominalnej 10 tysięcy złotych) przyniósł dochód nominalny w wysokości 14,187% oraz realny (pomniejszony o inflację) w wysokości 12,833%. Na wykresie można dostrzec okresy, gdy realna stopa procentowa wynosiła ponad 15%. A jak będzie teraz? Czyli, ile wyniesie realna stopa procentowa za dwanaście miesięcy naprzód od dziś? Trudno dokładnie powiedzieć. Jeśli w ciągu tych dwunastu miesięcy (od dziś do końca sierpnia 2003 roku) inflacja będzie wynosić 1,2%, to bon 52-tygodniowy zakupiony na przetargu w ostatni poniedziałek po cenie 9273,77 (średnia cena przetargowa) przyniesie 7,831% dochodu nominalnego oraz 6,552% dochodu realnego. Gdyby tak faktycznie się stało (myślę o inflacji, gdyż dochód nominalny znamy z góry w momencie zakupu bonów), to obecna realna roczna stopa procentowa wynosiłaby 6,5%. Myślę, że taka wysokość realnych stóp (około 5,5-6,5%) powinna utrzymać się w Polsce jeszcze przez kilka lat. Jak pamiętacie, właśnie stopę 6% realną przyjąłem do wyliczenia oczekiwanej wysokości emerytury prywatnej - odsyłam do komentarzy na ten temat w dziale "Emerytury".

Podobnie można wyliczyć, ile efektywnie mogli zarobić inwestorzy zagraniczni w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy, inwestując w bony skarbowe (oczywiście to tylko model, gdyż inwestorzy zagraniczni rzadko uczestniczą w przetargach na bony skarbowe). Jeśli inwestycja jest rozliczana w dolarach, to dochód z ostatnich dwunastu miesięcy mógł wynieść 18,46% (sprzedaż dolarów rok temu, zakup bonów skarbowych, po odzyskanie gotówki z odkupu bonów, odkupienie dolarów). Wcześniejsze inwestycje tego typu przynosiły nawet 30% dochodu rozliczanego w dolarach. Jeśli kurs dolar utrzyma się na poziomie 4,14 złotego, to jeszcze przez wiele miesięcy kolejne roczne (zapoczątkowywane rok temu) inwestycje tego typu będą przynosić ponad 10% dochód.

Jeśli zaś inwestycja była rozliczana w euro, to na skutek ostatniej zwyżki kursu waluty europejskiej, dochód z tego typu inwestycji zmalał i wyniósł 7,08%. Zwróćmy uwagę, iż inwestycja zakończona w czerwcu (rozpoczęta w czerwcu rok temu) przyniosła stratę po rozliczeniu w euro. To właśnie efekt zwyżki kursu euro. Oznacza to, iż w ciągu tamtych dwunastu miesięcy nominalny dochód z bonów skarbowych był mniejszy niż deprecjacja złotego względem euro w tym okresie. Jeśli obecny kurs euro (4,08 złotego) utrzyma się przez następne miesiące, to już październikowa inwestycja (z ubiegłego roku) zacznie przynosić straty. Jeśli euro na dodatek zacznie dalej zyskiwać na wartości, to strata ta będzie rosła jeszcze szybciej. Być może to właśnie będzie katalizatorem zachęcającym inwestorów zagranicznych do zamykania pozycji w naszych papierach dłużnych otwieranych wiele miesięcy temu. Gdyby tak się stało, to powinniśmy oczekiwać dalszej podaży złotych na rynku walutowym i dalszej deprecjacji naszej waluty.

I tym oto sposobem płynnie doszliśmy do spraw związanych z rynkiem walutowym. Tradycyjnie zacznę od najważniejszego wykresu kursu koszyka. W czwartek rano doszło do wyjścia dołem z trójkąta. Przez cały dzień trwał ruch powrotny do przebitej linii trendu. W piątek nastąpiło odbicie w dół od wspomnianej linii trendu i obecnie zbliżamy się do bardzo ważnego poziomu 4,0850. Jeśli w poniedziałek poziom ten pęknie, to będzie to znaczyło wytworzenie się formacji 1-2-3. Konsekwencją tego będzie minimalny zakres spadku kursu koszyka do poziomu 4 złotych... a może nawet 3,96. To niby tylko 2-3 procentowy ruch, ale dla kogoś, kto gra na rynku z dużym lewarem sprawa wygląda groźnie. Lepiej więc na wszelki wypadek pozamykać wszystkie długie pozycje utrzymywane od roku (niektóre pozycje - głownie dolarowe - zostały zamknięte już wcześniej; obecnie zamykane są pozycje w euro).

Stała się więc rzecz mało oczekiwana. Wyjście dołem z formacji chorągiewki zdarza się niezwykle rzadko. Pisałem niedawno, iż gdyby coś takiego się stało, to groźnie będzie wyglądać formacja podwójnego szczytu (patrz wykres). I chyba faktycznie lepiej pożegnać się z zyskownymi pozycjami i poczekać na następną podobną okazję. Być może teraz czeka nas większa korekta ostatniego osłabienia naszej waluty. Być może przyczyną tego stanu rzeczy są informacje o widocznej poprawie koniunktury w Polsce. Nie sądzę, by było to odbicie w kształcie litery V. Raczej czeka nas jeszcze jedno testowanie dołka koniunktury. Teraz jednak przez najbliższe 6-9 miesięcy możemy mieć faktycznie poprawę optymizmu, a to może przełożyć się na umocnienie naszej waluty. Im bardziej znowu sprężyna się napnie, tym większy przyszły zarobek dla ludzi cierpliwych, oczekujących w pogotowiu na szybkie wejście i zakup walut. Przypomnę, iż cały czas wspominam o inwestycjach podpartych lewarem (na rynku kontraktów terminowych). Oszczędności ciułane z miesiąca na miesiąc nadal (takie jest moje zdanie) powinny być lokowane w waluty obce.

Zanim omówię oczekiwane zmiany kursów dolara i euro na naszym rynku, proponuję obejrzeć wykres kursu eur/usd z rynku światowego. To od tego rynku bowiem zależeć będzie, czy szybciej będzie drożeć lub tanieć dolar, czy też euro. Jak widzimy po pięciu miesiącach zwyżki waluty euro, obecnie trwa korekta trendu wzrostowego zapoczątkowanego na początku 2002 roku (z wiarygodnym sygnałem po przekroczeniu poziomu 0,96). Myślę, iż im bliżej daty 11 września, tym większa będzie presja na osłabienie dolara. Dla mnie sprawa jest oczywista. Euro będzie drożało względem dolara. Ale czy aż tak mocno, jak w pierwszej połowie roku? Raczej należy oczekiwać wyhamowania tempa tej zwyżki. Do końca tego roku kurs euro nie powinien przekroczyć poziomu 1,05-1,06. No... chociaż różnie to bywa. Nie miałbym nic przeciwko, gdyby prognoza Georga Sorosa (docelowy poziom1,30) zrealizował się nie w ciągu trzech lat (jak głosił Soros), lecz w ciągu roku. Póki co ostatnie dni, to stabilizacja notowań w przedziale 0,96-0,99.

Nadszedł czas na omówienie moich oczekiwań co do zmian kursów euro i dolara na naszym rynku. Jako, że zakładam powolny wzrost kursu euro względem dolara oraz przejściowe umocnienie się złotego, a następnie dalszą deprecjację naszej waluty, to:

  1. Kurs dolara ma sporą szansę spaść poniżej 4 złotych do końca bieżącego roku (patrz wykres dzienny i tygodniowy),
  2. Kurs euro powinien utrzymać się powyżej poziomu 4 złotych, a następnie wyjść ponad kurs dolara (patrz wykres dzienny i tygodniowy),,
  3. Docelowo kurs koszyka w tym roku powinien dojść do poziomu 4,20 złotego (po przejściowym wzmocnieniu do 4,0),
  4. Jeśli założymy, że do końca roku euro do dolara zdrożeje do 1,10, to oczekiwane kursy będą wynosić - dla dolara 4,0 i dla euro 4,40.

Gdyby w ciągu dwóch lat zrealizowała się prognoza Sorosa i gdyby złoty stracił na wartości do koszyka w tym czasie 12% (wzrost kursu koszyka do 4,60), to wynikowe kursy euro i dolara wynosiłyby odpowiednio 5,2 i 4,0 złotego. Podsumowując oczekuję silnego zakotwiczenia kursu dolara w relacji do złotego w okolicach 4 złotych i to przez wiele miesięcy. Życzę więc trafnej decyzji przewalutowania kredytu zaciągniętego w euro (pod presją bankowców, którzy myślą o swoim interesie, a nie o interesie klientów) na kredyt nominowany w dolarach.

Pozdrawiam i życzę sukcesów. A jeśli będą się trafiały nieudane inwestycje (jak ta obecnie po nieoczekiwanym wyjściu dołem z formacji chorągiewki), to życzę, by straty powstałe w ten sposób były jak najszybciej zamykane, zanim nie narosną do monstrualnych rozmiarów.

Jacek Maliszewski

e-mail:

Jacek.Maliszewski@waw.bankier.pl

Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane: Waluty

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki