REKLAMA
TYLKO U NAS

Przecieranie ścieżek czyli o instytucji brokera w Polsce

2005-05-17 06:08
publikacja
2005-05-17 06:08
Rozmowa z Ewą Beatą Basiak, wiceprezesem zarządu, Anetą Antkiewicz, dyrektorem Biura Ubezpieczeń Gospodarczych i Anną Sitek, dyrektorem Biura Negocjacji i Współpracy z Brokerami TUiR WARTA SA.

Jak długo pracują Panie w WARCIE i jaką WARTĘ pamiętają z początków swojej pracy?

EBB: Najdłuższy staż ma Aneta Antkiewicz, całe 20 lat. Mijałyśmy się na naszej drodze zawodowej. Kiedy ja przyszłam do WARTY Aneta była na urlopie. Gdy wróciła to ja na półtora roku odeszłam do konkurencji. Pracując w różnych firmach i nie znając się wcześniej osobiście spotkałyśmy się na konferencji na temat ubezpieczeń budowlano-montażowych. Pamiętam, że obie wygłaszałyśmy tam referaty i obie rozdawałyśmy ulotki reklamowe - ona WARTY, a ja firmy, w której wówczas pracowałam. Myślę, że już wtedy wprowadzałyśmy zasady dobrej praktyki pomagając sobie w rozprowadzaniu ulotek.

AA: Dodam, że miałyśmy konkurencję w postaci dwóch panów, ale oni nie chcieli z nami współdziałać. Jednak to nasze stoiska były oblegane, nie ich!

Nie dziwię się... A jakie było Pani spotkanie z WARTĄ?

AS: Byłam brokerem, wiceprezesem firmy i spotkałam się z Ewą Beatą Basiak podczas negocjacji biznesowych.

Udanych?

AS: - Tak. Na początku lat 90. przez pewien czas byłam członkiem zarządu Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych i przewodniczącą Komisji ds. szkoleń stowarzyszenia.

EB: - Pod koniec lat 90-tych, kiedy zmienialiśmy w WARCIE struktury i kładliśmy nacisk na współpracę z brokerami, zaproponowałam Ani przejście do WARTY i objęcie stanowiska dyrektora.

Reprezentują Panie pion ubezpieczeń gospodarczych. Czy pamiętacie, które z ubezpieczeń gospodarczych było w ofercie WARTY jako pierwsze?

EB: - To były ubezpieczenia morskie. WARTA specjalizowała się w nich od dawna. Były także ubezpieczenia cargo mocno związane z handlem zagranicznym Polski i ubezpieczenia należności handlowych.

AA: - Ubezpieczaliśmy także inwestycje realizowane przez polskie firmy za granicą. O ile pamiętam dużo było ubezpieczeń budowalno-montażowych. WARTA ubezpieczała również zachodnie inwestycje w Polsce, m.in. budowę hotelu Forum w Warszawie.

Warunki działania zmieniły się diametralnie wraz ze zmianą ustroju, co dla naszej branży wiązało się ściśle z ustawą o działalności ubezpieczeniowej z lipca 1990 r.

EB: 15-lecie wolnego rynku ubezpieczeniowego w Polsce wiąże się m.in. z powstaniem instytucji brokera. Pracowałam wówczas w warszawskim oddziale WARTY i - jak dziś pamiętam - to był początek stycznia 1990 r., wezwał mnie mój dyrektor i powiedział tak: - Mamy projekt ustawy. Jest tam wymieniona instytucja „brokera”. Ponieważ poza brokerką morską i reasekuracyjną nie mamy doświadczenia, czy może się Pani tym zająć... Miałam rozpoznać instytucję brokera i spróbować odnieść go do WARTY.

I od czego Pani zaczęła?

EB: Od szukania materiałów na temat brokerów. Sytuacja prawna nie była zbyt jasna. Akty wykonawcze do wspomnianej ustawy nie odróżniały wyraźnie brokera od agenta, co sprawiało nam dużą trudność. Przeprowadzałam mnóstwo rozmów z jednymi i drugimi i właśnie na podstawie tych rozmów zrodziły się pierwsze zasady współpracy WARTY z brokerami. Początkowo dotyczyły one oddziału warszawskiego, ale później zaczęły obowiązywać w całej firmie. Zasadnicza sprawa pozostała wszakże bez zmian - status brokera, który zawsze reprezentuje interesy klienta i zasada porozumienia się, czyli nie narzucania brokerowi czegokolwiek.

AS: Dodam też, że sporo nieporozumień wynikało z zasady eksterytorialności brokera, ponieważ towarzystwo ubezpieczeniowe funkcjonuje z podziałem na oddziały.

EB: Tak naprawdę pojawiła się cała gama nowych problemów, ale poradziliśmy sobie z nimi. Opracowaliśmy zasady i przyjęliśmy normy postępowania obowiązujące w całej WARCIE. Jedna z nich obowiązująca do dzisiaj mówiła o tym, że broker jest naszym partnerem strategicznym.

AS: Podkreślę jeszcze jedno - to nie był tylko problem WARTY, ale całego rynku. Ale to właśnie u nas kształtowały się podstawy wzajemnych relacji ubezpieczycieli z brokerami.

EB: To my przecieraliśmy ścieżki i torowaliśmy szlaki. Potem zajęła się tym także Polska Izba Ubezpieczeń, gdzie w stosownej komisji zasiadałam najpierw ja, a teraz Aneta. Gdy powstało Stowarzyszenie Brokerów, stało się ono naszym naturalnym partnerem do rozmów.

W „Gazecie Ubezpieczeniowej” tematyka brokerska pojawiła się - pamiętam to dobrze - w kwietniu 1999 r., kiedy to jako młoda (stażem) redaktor naczelna otrzymałam zaproszenie na II Kongres Brokerów w Mikołajkach. Wzięłam gazety pod pachę i sama je rozdawałam siedząc przy stoliczku niedaleko głównego wejścia na salę obrad. Pamiętam też pierwszy poczęstunek na nadbrzeżu jeziora. Karkówka już do mnie nie doszła, zjadłam kiełbaskę z rusztu na koszt Stowarzyszenia, a w trakcie jedzenie podsłuchałam rozmowę, że na podkrakowskiej prowincji nie rozróżnia się brokera od brukarza... Potem były kolejne kongresy i dobrze pamiętam że kilkakrotnie Warta otrzymywała puchary od brokerów za wzorową współpracę. Miło mi w tym miejscu przypomnieć, że prezes Stowarzyszenia Brokerów Tomasz Mintoft-Czyż został naszym Człowiekiem Roku Ubezpieczeń 2004. To także była nasza odpowiedź na często nieprzemyślane, czy wręcz bezrozumne ataki na środowisko brokerskie.

EB - Nagrodę dla prezesa Mintofta-Czyża przyjęliśmy z dużym ukontentowaniem.

WARTA spełniła pionierską rolę także w innym segmencie rynku ubezpieczeniowego - w ubezpieczeniach gospodarczych. Mam na myśli jedno z kluczowych ubezpieczeń adresowane do małych i średnich przedsiębiorstw - WARTA MiŚ. Co - zdaniem Pań - decyduje o tym, że przedsiębiorcy tak chętnie wybierają właśnie MiŚ-a?

EB: Najlepiej opowie o tym Aneta - twórca MiŚ-a.

Pani go stworzyła?

AA: To za dużo powiedziane. Ale MiŚ rzeczywiście powstał pod moim kierownictwem w Biurze Ubezpieczeń Gospodarczych. Jest to produkt przygotowany niezwykle starannie. Punktem wyjścia były potrzeby naszych klientów, a trzeba sobie zdać sprawę, że mały i średni przedsiębiorca jest bardzo specyficznym klientem. Tworząc MiŚ-a uwzględniliśmy również sugestie i potrzeby sprzedawców tego produktu.

A jak długo trwały prace przygotowawcze i koncepcyjne?

AA: 9 miesięcy. Pierwsza polisa została sprzedana w październiku 2001 r. i z dumą chcę podkreślić, że był to produkt absolutnie nowatorski, wręcz rewolucyjny na polskim rynku.

EB: Na rynku, owszem. Ale jaką rewolucją był on wewnątrz naszej firmy! Tak napisaliśmy ogóle warunki ubezpieczenia, aby mógł je zrozumieć każdy przedsiębiorca.

A co na to prawnicy?

EB: Na początku kręcili nosem, że to za proste, że nie tak... więc osobiście musiałam ich przekonywać, że właśnie tędy droga i że nasze ogólne warunki mają/muszą być proste, czytelne i zrozumiale. I przekonałam ich.

AA: Kolejne novum w MiŚ-u polegało na tym, że jest to bardzo duże ubezpieczenie, właściwie pakiet szesnastu ubezpieczeń stanowiących integralną całość, a nie zlepek kolejnych ryzyk. Do tego dodaliśmy jeszcze „ściągawkę” dla przedsiębiorców będącą właściwie zbiorem podpowiedzi, na co klient powinien zwrócić szczególną uwagę. Zależy nam, aby podpisując polisę klient czuł się pewnie i nie był w przyszłości niczym zaskakiwany.

EB: Aneta prezentowała ten produkt m.in. w Hiszpanii i spotkał się z wielkim zainteresowaniem i uznaniem.

Kiedy to było?

AA: Minęły trzy pełne lata od tego momentu...

Można zatem powiedzieć, że po wprowadzeniu MiŚ-a wiele się zmieniło...?

AA: Tak. Inne towarzystwa skorzystały z naszych doświadczeń. Nie mają jednak naszych statystyk, a to one w tym przypadku były i są szalenie ważne. Na ich podstawie zaczęliśmy modyfikować produkt już po półtora roku funkcjonowania. Teraz także pracujemy nad kolejną modyfikacją, ponieważ to dobry moment na zmiany, gdyż rynek już się zapełnił „postmisiowymi” produktami.

Rozmawiała Bożena Dołęgowska-Wysocka
Źródło:
Tematy
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych
Nawet 6 miesięcy za 0 złotych

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki